Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
138 postów 131 komentarzy

varietas vestis reginae

wawel - "Jesteśmy oceanem w nocy, wypełnionym poblaskami światła. Siedząc tu razem, jesteśmy przestrzenią między rybami a księżycem." [Dżalaluddin Rumi]

Myśli o polskiej idei narodowej

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Hercules Polonus w liberalnej stajni Augiasza

SZLI KRZYCZĄC: „DEMOKRACJA!” – WTEM BÓG ZAPYTAŁ: „JAKA?”

 

Szli krzycząc: „Demokracja!” – wtem jednego razu

Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach wyrazu;

Pewni jednak, że Pan Bóg do synów się przyzna,

Szli dalej krzycząc: „Boże! Ojczyzna! Ojczyzna!”.

Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka,

Spojrzał na te krzyczące i zapytał: „Jaka?” [...]

Demokracja jaka? Państwo prawa którego?

Patrzą na przewodników – ratunku żadnego...

Zapomnieli tych wyrazów, próżno wznoszą dłonie

Kołacząc w bramy inne, kiedy dom ich płonie.

Obcy - ustroju podsuwają szaty wrogie,

Bądź swego prawa krawcem, lub będą ci Bogiem!

Każdy więc naród niech demokrację swą weźmie...

Nie masz jej? Więc stwórz, nim w obcym kształcie uwięźniesz!

 

„Narody, które tak wiele wycierpiały za czasów Rewolucji Francuskiej i od obu jej epigonów – międzynarodowego i narodowego socjalizmu, mogą odwrócić kartę historii. Przede wszystkim Polacy.”

[Eric von Kuehnelt-Leddihn]

 

WSTĘP

Człowiek miarą wszechrzeczy. Polityka to bagno. Lunatycy chodzą po dachach. Demokracja to najlepszy ustrój. Uczciwi ludzie powinni trzymać się z dala od polityki. Etyka i polityka to odrębne dziedziny. Tolerancja jest podstawą najlepszego ustroju. Państwo to zorganizowana  przemoc. Im więcej demokracji, tym lepiej. Brednie, półmyśli, slogany, frazesy, ćwierćprawdy, pojęcia-śmietniki, pojęcia worki, definicje sprzeczne, definicje za wąskie, definicje za szerokie, wiecowe zawołania, emocjonalne manipulacje i pseudonaukowe samousprawiedliwienia. Płyną rzeki nonsensów i wpadają do mórz i oceanów nowomowy podsuwane przez ludzi kupujących innych ludzi za monetę pomylonych słów. „Warstwami rośnie brednia potworna,”. Jak ciasto biorą gazety w palce / I żują, żują na papkę pulchną, / Aż papierowym wzdęte zakalcem, / Wypchane głowy grubo im puchną. 

 

Jak w tym się rozeznać, odnaleźć ziarna prawdy, logiki, zdrowego sensu i mądrej pracy wieków? Od czasu, gdy w XVII w. rozpoczął się upadek filozofii, obiektywnej, pełnej refleksji o naturze świata, człowieka, człowieka w świecie i społeczeństwie staliśmy się niczym karły. To jeszcze nie tragedia. Rzymianie też względem Greków byli karłami pod względem refleksji. Ale zawsze jest jeszcze jakieś rozwiązanie. Karzeł może wdrapać się na ramiona olbrzymów myśli. I wtedy, karzeł stojący na barkach jakiegoś giganta przeszłości może nawet widzieć dalej niż on. Tak właśnie było z Rzymianami. Pozbawionymi będąc uzdolnień spekulatywnych w skali ogólnej potrafili jednak przechować i docenić dorobek Greków, dzięki czemu stworzyli nawet podstawy prawa cywilnego, do czego Grecy nie doszli.

 

Jak odbudować zręby myśli obejmującej świat i człowieka wśród ludzi? Od czego wyjść i czy jest w ogóle w tej cywilizacji kupieckiej, nowożytnej, przemysłowej, technologicznej i utylitarystycznej – w ogóle możliwe? Gdy skuteczność oddzielono od zasad, środki od celów – cofnęliśmy się do pozornie przezwyciężonych czasów barbarzyństwa i sofistyki. 

Dom, właściciel domu, gospodarz. Pojęcie własności – główny wróg socjalistów. Własność materialna, fizyczna ma być wg nich stopniowo znoszona. O tym, że to jest dogmat ideologii plemiennych socjalizujących wie każdy. Do zaboru mienia jako stałej cechy ludzkich działań i dążeń wszyscy przywykli. O tym, że istnieje o wiele bardziej groźna kradzież – wie już mało kto. Jeśli zaś nie ma wiedzy o tym czymś niematerialnym i niezwykle ważnym, co jest nam kradzione, to jak tu mówić o zabezpieczaniu tej wartości i o walce z tymi, co kradną.

Czym jest ta kluczowa własność, bardziej fundamentalna niż własność materialna? Jest to własność narodu rozumiana trojako: jako przestrzeń, emocje oraz idee (symbole, wartości, kultura). Dopiero hierarchiczny zespół tych trzech organów życia narodu tworzy ducha narodu. Zaburzenie hierarchii lub eliminacja jednego z organów powoduje trojaki skutek: eutanazję ducha narodu, jego przechwycenie lub jego podmienienie. Neutralizacja suwerennego ducha narodu dopiero otwiera bramy ku szybkiej i pełnej eksploatacji i likwidacji narodu.

Często przy opisie różnych incydentów życia społecznego destrukcyjnych dla wspólnot narodowych (nieludzkie eksmisje, prowokacje ze strony mniejszości, niszczenie wytwórczości rodzimej przez ponadnarodowe korporacje etc.) dyskusję kończy się poddańczym stwierdzeniem: Taka jest demokracja... Jakby demokracja była jakimś ideowym monolitem, ściśle określonym, objawionym i zaleconym narodom do „wdrażania” w życie. Po pierwsze – nie jest ściśle określona. Po drugie – kto określa, kto objawia, kto zaleca i kontroluje? Demokracji jest kilkanaście rodzajów. Demokracja to tylko ogólne ramy. Każdy naród ma niezbywalne prawo do wypełniania tej ogólnej formuły swoją własną treścią. Plastyczna modelina ustroju zwanego demokracją finalnie jest formowana, cieniowana przez prawodawstwo danego państwa. Każdy kraj i naród pretendujący do bycia suwerennym winien formować swoją, indywidualną, dostosowaną do charakteru narodowego wersję demokracji, bo primo: nie ma czegoś takiego jak „naród w ogóle”, secundo: to demokracja jako forma życia zbiorowego, forma ustroju życia narodu jest służebna wobec nadrzędnego pojęcia nacji

 

W maksymalnym skrócie na tożsamość narodową składają się kod kulturowy i kod genetyczny. W edukacji, systemie prawnym, modelach partyjnych, myśli politycznej (czy raczej zaledwie jej zarodkach prezentowanych przez partię rządzącą) i kulturze oraz gospodarce widzimy zdecydowaną dominację wschodniego kodu kulturowego. Państwo też ma mentalność, duszę, charakter. Wschodnia proweniencja realizowanego w polskim państwie wzorca mentalnego jest destrukcyjna dla siły i tożsamości organizmu państwowego. Skąd wypływa ten orientalizm państwa polskiego – jest to raczej tajemnicą poliszynela, niż jakąkolwiek zagadką. Najzwyklejsza logika jako źródło owego orientalizmu wskazuje na drugi element składowy rdzenia tożsamości narodowej, czyli na kod genetyczny. Eksterminacja sporej części polskich elit, która zaszła w XX w. połączona z powojenną ekspansją grup ludnościowych wschodniego pochodzenia pretendujących do bycia nową, elitą w Polsce dała w rezultacie ów orientalny profil „mentalności państwa”. 

 

DEKLARATYWNA DEMAGOGIA OBROŃCÓW PAŃSTW NARODOWYCH

W ostatnich czasach w modzie jest deklarowanie chęci obrony państw narodowych, „Europy narodów” etc. Czasem dodaje się do tego ambitnego zamiaru chęć rechrystianizacji Europy. Ci, którzy to głoszą, oczywiście, tak samo nie mają pojęcia o tym czym jest teoria narodu, jak nie mają wyobrażenia tego, czym jest istota i rdzeń chrześcijaństwa. Jednak zawołania te dobrze się sprzedają od czasu, gdy próba aplikowania w stanie znieczulenia poszczególnym narodom wizji beznarodowego społeczeństwa globalnych konsumentów i wędrownych, nomadycznych producentów – napotkała na niespodziewane przeszkody rekonwisty myśli narodowej. Aktywiści polityczni i partie pochwycili sztandary „renesansu państw narodowych”.

PSI CZAS, PSI FILOZOFOWIE, PSIE FUNDACJE I INSTYTUTY, CZYLI KOSMOPOLITYZM

W pewnym momencie na ulicach miast antycznej Grecji pojawili się dziwni osobnicy. Masturbowali się publicznie jak gdyby nigdy nic. Swoje potrzeby też załatwiali w uczęszczanych miejscach, na placach, drogach, tam gdzie stali i gdzie spali, wszelki wstyd uważając za małość "ducha" a bezwstyd za "cnotę" i przejaw "wolności". Roztaczali więc trochę niemiłą woń, lecz sami uważali ten zapach za odór świętości. Stworzyli swój system pojęciowy, gdzie prawie każde pojęcie oznaczało co innego, niż u rzetelnych myślicieli. Jeden z nich podobno spał w beczce. Byłby to tylko barwny epizod dawnej historii, gdyby nie zastanawiająca trwałość ich "idei" snujących się przez wieki jak uporczywy zapach. Mało kto wie, iż atak na państwo narodowe, na rodzinę, na prawo, porządek właśnie u tych dziwnych osobników bierze swój początek. Jeden z nich, Antystenes cynik jako pierwszy zaczął używać pojęcia... kosmopolityzm, tego samego, które na przykład dziś kieruje działalnością równie cnotliwego jak cynicy "filantropa" Sorosa. W pewnym sensie uliczne kloaki cyników były prefiguracją przeróżnych fundacji społeczeństwa otwartego a ich uliczne prowokacje zapowiedzią przeróżnych antysocjalnych marszów i imprez finansowanych przez kosmopolitę Sorosa i innych jemu podobnych "obywateli świata". 

Cynicy profanowali pojęcie "arete" (cnota). Uważali w swej misjonarskiej bucie, że „cnotą zaś jest postępowanie zgodne [...] z naturalnymi popędami, a te cynicy rozumieli w sposób bardzo zwierzęcy, co przyniosło im pogardliwą nazwę „psich” czy „pieskich” filozofów [...]” [por. M.Plezia] . Głupotą wg nich jest poddawanie się jakimkolwiek ograniczeniom, które narzuca życie kulturalne „bez którego przecież zwierzęta obywają się znakomicie, zaspokajając wszystkie swoje potrzeby i pragnienia na oczach całego świata” [Plezia].Eksponowali prowokacyjnie „zaprzeczenie wszelkich więzów społecznych [...] cynicy nie uznawali instytucji rodziny, a jedynie wolną miłość [...], wyobrażając sobie społeczeństwo ludzkie na kształt wielkich stad zwierząt. Podobnie lekceważyli więzy wynikające dla każdego Greka z jego przynależności do określonej polis [...].”  

Dzisiaj wychodzą na ulice dziesiątek miast nie tylko Europy. Tkaniny z ich wydzielinami zapełniają galerie "sztuki" dostępując miana twórczości. Kawałki materiału z symbolami ich magii bezwstydu powiewają nad naszymi miastami i szkołami. Wspierają ich prezydenci i ambasady. Jakże głęboka musi być choroba ducha Zachodu, by majakom orientalnych żądz oddawać centra miast w biały dzień. Jaka małość ducha i strachliwość.Jak mała musi być władza, która w swoich państwach sama płaci bezwstydowi prowokującemu tumulty przestraszona kabalistyczną pałką słowa "tolerancja"?

"DEMOKRATYCYZM"

Przyczyna zamieszania i rządów frazesu, półprawd, komunałów używanych przez mniejszości jako oręż w walce informacyjnej - wyrywanie pojęć z kontekstu systemów pojęciowych. Pojęcia niższego rzędu organizowane są przez pojęcia nadrzędne, najwyższe. Degradacja filozofii powoduje, iż każde lobby może tworzyć swoje quasi-systemy wysuwając na czoło dowolne, niejasno zdefiniowane pojęcie, wartość, hasło, które umożliwi mu realizację swoich interesów wbrew np. Państwu, narodowi, tożsamości narodowej, dobru narodu.

Demagogia w celu rozbicia spójności społeczeństwa, osłabienia jego zdolności obronnych może posługiwać się hasłem tolerancji. W dzisiejszej rzeczywistości, gdzie media są władzą daje się demagogom potężne możliwości manipulowania opinią publiczną w celu umocnienia lub przedłużenia władzy swojego ugrupowania.

Wciąż dochodzimy do potrzeby jasnego sformułowania pojęcia “najwyższego dobra” (por. Cyceron “O najwyzszym dobru”). Gdy naczelnym dobrem jest optymalny dla dobra wspólnoty ustrój państwowy, pojęcia niedookreślone i wyrwane z kontekstu, takie jak tolerancja, wolność, równość - okazują się nie tylko informacyjnym szumem, lecz informacyjnym orężem skierowanym przeciwko państwu. 

Demokracja nie równoważona elementami arystokracji i oligarchii błyskawicznie zamienia się w rządy demagogii, w ustrój anarchiczny lub anarchizujący represjonujący środowiska oparte na kompetencji i przedsiębiorczości (klasę średnią).

Celem ustrojowym nie powinna być demokracja, lecz optymalny, mieszany ustrój.

Początki pojęcia tolerancja prowadzą do tolerancji religijnej i bywają określane jako prefiguracja dzisiejszego modelu demokracji multikulti.

Modele ustrojowe oparte na dominacji tolerancji kulturowej są przeciwne modelowi cywilizacji zwartej, tożsamościowej, który to model i rządzące nim prawa opisał wybitny polski uczony Feliks Koneczny. Każdy kraj musi mieć model ustrojowy dopasowany do swojej specyfiki i do celów konstytuującego go narodu i tradycyjnej dla niego kultury. Polskie tradycje akceptującej wielokulturowości muszą być aktualizowane do obecnej sytuacji, którą cechuje walka z tożsamościami narodowymi i rozmywanie tożsamości narodowych w celu dechrystianizacji i globalizacji.

System pojęciowy prof. Konecznego, jego nauka o cywilizacjach przewidziały dzisiejsze potrzeby państw narodowych, dzisiejsze zagrożenia i ataki na spójność i tożsamość poszczególnych państw narodowych. Tylko myśl polityczna oparta na arystotelesowskich źródłach i ich adaptacji do współczesności, której dokonał Koneczny gwarantują odrodzenie suwerenności i budowę siły polskiego państwa . 

Demokratycyzm, tolerancjonizm, liberacjonizm, multikulturalizm - wszystko to są ideologie określonych lobbies podszywające się pod klasyczną myśl polityczną funkcjonujące na zasadzie religii zastępczych. Fenomen religii zastępczych pojawił się w epoce największego upadku filozofii europejskiej wraz z systemem Augusta Comte`a, Karola Marksa i dzisiaj zdominował rynek ideologii politycznych. Nie powstanie silne państwo realizujące świadomie interesy zamieszkującego go rdzennego narodu, jesli nie będzie oparte na myśli politycznej walczącej z w/w ideologiami. Ideologie te są ucieleśnieniem populistycznej pseudonauki i pseudoreligii realizującej interesy ponadnarodowych warstw kapitału, handlu. Państwa narodowe zamieniane są w agencje pracy tymczasowej dla kilku państw dominujących i dla internacjonalnych trustów, kompanii, korporacji. Brak obrony ze strony myśli politycznej poszczególnych państw narodowych jest już porażką i postępującą denacjonizacją, gdyż lobbies owe są niezwykle agresywne i władające rynkiem medialnym. Narzędziem owych internacjonalnych struktur są właśnie pseudopojęcia (dowolnie naciągane i wyginane), frazesy, hasła i slogany związane z kompleksem pojęć takich jak demokracja, tolerancja, wolność, równość, prawa człowieka, obywatel, wielokulturowość, regionalność, federacyjność, mniejszość, większość, otwartość, różność, wielobarwność etc. Każde z tych pojęć z premedytacją używane jest afilozoficznie, anaukowo w celu anarchizacji myśli oraz postepującej za nią anarchizacji państw. Wokół tych pojęć, tych pseudoidei tworzone są klientelistyczne sieci wyznawców, specyficzne systemy wyznaniowe nowozytnych Ersatzreligionen.

Dwa kryteria - zasobność (majątek) oraz dzielność (wybitność) etyczna i polityczna (polityczna, czyli realizująca interes organizmu państwa narodowego). Bogatsi-biedniejsi, lepsi-gorsi i aktywni-bierni, to jedyne dychotomie, jedyne podziały mające sens dla konstrukcji optymalnego państwa narodowego. Organizmy państwowe połączone wspólnym rozumieniem dobra i celów wspólnoty, nie zaś “państwa spółki handlowej” (por. Arystoteles), w których jedyną więzią są stosunki ekonomiczne, handlowe. Nie ma tu miejsca na diadę mniejszość-większość ani na demagogiczną kategorię “lud”. W państwach patriotyzmu banalnego faktor wspólnych tradycji zdominowuje faktor wspólnego rozumienia dobra wspólnoty, co owocuje “jednością odświętną”, pozorną. Jedność świętowania jest niewystarczająca do zbudowania organicznej więzi we wspólnocie i trwa tylko tyle, ile trwają państwowe święta, a i to nie zawsze, gdyż wiele rozzuchwalonych słabością państwa prawa antypaństwowych mniejszości nawet podczas świąt robi prowokacje i często interpretuje tradycje i święta narodowe wg obcych, mniejszościowych kategorii. Jedność odświętna pryska, gdy kończy się okres “obchodów rocznic”. Kończy się stanem “wojen plemiennych” przerywanych absurdalnymi wezwaniami demagogów “

Dlaczego kategorie bogatsi-biedniejsi oraz lepsi i aktywni-gorsi i bierni są decydujące dla zdrowia organizmu mającego na celu dobro organizmu państwowego realizującego cele narodu?

Ubóstwo uniemożliwa poznanie (przyczyna: brak czasu na zdobywanie wiedzy) i uniemożliwia bezstronność (przyczyna: zawiść), co stanowi negatywne kryteria dla decydującego udziału w kształtowaniu praw wspólnoty i dla udziału w organach władzy. Podobnie dominacja kryterium zamożności (system oligarchiczny) stanowi przeciwwskazanie. Dlatego oligarchia i demokracja są dwiema formami ustrojów zdegenerowanych, niewłaściwych. Wysunięcie jako kryterium dzielności i aktywności propaństwowej zabezpiecza przed rządami ignorancji i korupcji. Podobnie w zdrowej psychice, jaźń moralna (świadomość, hegemon) bierze w karby żądze (demos) oraz wolę (oligarchowie i Wille zur Macht). Potrzebne są do tego elity służby narodowi (eleuteryzm, koncepcja Doboszyńskiego, idee Dmowskiego) i klarowna, antysocjalistyczna myśl polityczna, myśl państwowa. 

 

Dzisiejszy projekt demokracji multikulti oraz demokracji liberalnej to hybryda ustrojowa, którą można nazwać metojkokracja oligarchiczna (alienokracja). Żądza zrównania i żądza władzy tworzą symbiotyczny uścisk, w którym systemowo likwidowana jest siła państwa. Gdy uzupełnimy ten projekt o elementy metojkokracji (multikulti), uzyskamy oprócz likwidacji ekonomicznej siły państwa także likwidację tożsamości narodowej. 

Dzisiejszy dominujący w Europie system ustrojowy stanowi system mieszany i zmierza w kierunku demagogicznej metojkokracji oligarchicznej. Jest to intencjonalna perwersja ustrojowej koncepcji Arystotelesa, czyli optymalnego, też mieszanego, systemu POLITEJA. Zwalczyć formę niewłaściwą można tylko formą właściwą, barbarzyńską - tylko klasyczną, opartą na frazesie i sofistyce - tylko opartą na Logosie i logice, opartą na mniemaniu - tylko opartą na poznaniu. 

 

NIEMOŻNOŚĆ UCIECZKI OD ZAŁOŻEŃ METAFIZYCZNYCH

 

Jaka jest przyczyna, że zwyciężył, stał się dominujący taki a nie inny ustrój polityczy? Można użyć któregoś z zaklęć i powiedzieć: rozwój, mądrość dziejowa, praktyka społeczna, obiektywna wartość. Tak może się i dzieje na terenie nauk formalnych, przyrodniczych, że zwycięża optymalny paradygmat. Jednak sfera rozwiązań ustrojowych jest o wiele bardziej związana z indywidualną psychologią ich twórców oraz z interesami narodów, do których należą. Narody nie wypracowują swoich form ustrojowych z myślą o maksymalnej korzyści innych lub wszystkich narodów – zawsze robią to szukając najlepszego dla siebie rozwiązania. Gdy chcą tę wypracowaną przez siebie formułę (np. demokracji) zalecić, wmusić innemu narodowi z dużą dozą pewności możemy domniemywać, że gra tu rolę jeden z dwóch czynników: niejasne, podświadome tendencje mesjanistyczne lub własne interesy.Chrześcijaństwo nie przepaliło globu sumieniem nawet w sferze jednostkowej, a co dopiero w sferze stosunków między narodami.

Chrześcijaństwo musi być powiązane nie tylko z personalizacją jednostki, lecz też, a może nawet i głównie – z personalizacją własnego narodu. Naczelną wartością musi być nie abstrakcyjna, nigdzie nie istniejąca, utopijna idea ludzkości, lecz idea tego a nie innego, konkretnego narodu.

 

 

 

============ KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

  

BADANIA NAD NATURĄ I PRZYCZYNAMI NIESZCZĘŚĆ NARODÓW

Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów – dzieło Adama Smitha pod takim tytułem ukazało się w 1776 r. Badania nad naturą i przyczynami NIESZCZĘŚĆ narodów – takiego dzieła nikt nie napisał. Dzisiaj byłoby bardzo pożądane. Odrzucam podpowiedzi sponsorowane, że przyczyny nieszczęść leżą w zbyt słabej sile religii protestanckiej w danym kraju, nieobecności filozofii nominalistycznej i geopolityce. Wg mnie obecnie przyczyny te leżą w fatalnej jakości elit politycznych, przyjmowaniu obcych modeli ustrojowych i braku myśli politycznej.

Spróbuję zarysować pewien punkt wyjścia do budowy myśli politycznej opartej o źródła cywilizacji zachodniej.

Jeśli ktoś zobowiązujący się do określonego działania w państwie nie realizuje tego dwa mogą być tego źródła: niewiedza co i jak robić oraz dywersja, czyli pozorowane działanie propaństwowe połączone z faktyczną pracą na rzecz ośrodków zewnętrznych. Dychotomiczny schemat przyczyn istnienia nieudolnych elit wygląda prosto, lecz w rzeczywistości możliwe są przedziwne formy hybrydalne, gdzie często decydujące są uwarunkowania psychologiczne (charakterologiczne) w połączeniu z przywiązaniem do różnych doktryn i ideologii. Ambicjonerzy nie potrafiący samodzielnie myśleć uciekają się do gotowych już doktryn. Na dodatek nie prezentują swoich ideologii z otwartą przyłbicą, lecz co innego głoszą, co innego realizując. Takich ludzi i środowisk już nic nie naprawi. Dzisiaj zamiast świętować okrągłą rocznicę odzyskania niepodległości, lepiej jest uświadomić sobie, że być może jesteśmy dopiero kilkanaście lat przed jej ewentualnym wywalczeniem. Im sytuacja jest bardziej poważna, tym bardziej radykalne potrzebne jest oczyszczenie dziedziny myśli politycznej oparte na klasycznej politologii – bez niepodległej i śmiałej myśli nic nie wywalczymy. Mierność i mentalność niewolnicza przechodzą z rządzących na rządzonych, by w końcu przybrać kształt pomiatanego i eksploatowanego państwa – prawda to znana od wieków.

POJĘCIA NIE ISTNIEJĄ W ODERWANIU – WAGA SYSTEMATYCZNEGO MYŚLENIA I JEGO WRÓG – DEMAGOGIA

 

Każde pojęcie stanowi zespół implikujących je pojęć nadrzędnych, współokreslajacych je pojęć równorzędnych i rodzi zespół pojęć podporządkowanych. Nawet jeśli jego definicja sprawia wrażenie jasnej i nie potrzebującej dalszych wyjaśnień – jest to tylko złudzenie, bo pojęcia, które w niej występują same wymagają także zdefiniowania za pomocą kolejnych, wyższych pojęć, które z kolei potrzebują pojęć jeszcze wyższej rangi. Można to (czyli dowolne pojęcie) nazwać zindywidualizowaną siatką pojęciową, ale lepiej będzie nazywać pojęcia „organizmami sensu”. Całość owej sztuki myślenia, sztuki tworzenia pojęć otwierających drogę do wieloaspektowego i stopniowego dochodzenia do prawdy, czyli swego rodzaju organizmów pojęciowych opisuje „Organon” Arystotelesa. W czasach wojny informacyjnej pojęcia zbudowane niewłaściwie, opacznie, ignorancko lub dywersyjnie (sofistycznie) stanowią świadomy lub nieświadomy oręż anarchii pojęciowej (dowolności aksjomatycznej), która jeśli dotyczy zagadnień politologii (myśli politycznej, teorii ustrojowej), to przekłada się bezpośrednio na chaotyzację i anarchizację życia społecznego w danym kraju.

 

Co robi zatem demagog? Wychodzi przed tłum, chwyta jakieś z pojęć mających duża moc i tradycję organizowania i ukierunkowywania emocji mas – np. „demokracja”, „wolność”, „równość”, „rozwój”, „dobro” - łączy je prawem kaduka i spójnikiem TO ZNACZY, skleja śliną z dowolnym pojęciem, zwrotem lub związkiem frazeologicznym potrzebnym na danym etapie działalności danej frakcji – np. „spełnianie obietnic”, „wspólna przyszłość”, „dobro każdego”, „wyspa wolności”, „podnoszenie wydajności”, „doganianie najlepszych” „rozwój potencjału”- i tak skonstruowanym obuchem pseudodefinicji tłucze po głowach tłumu głodnego sensu i nadziei, aż je rozpali do czerwoności rewolucyjnego zaangażowania.

 

Cóż więc robić, gdy po ulicach nie chodzi już Sokrates bezinteresownie zaczepiając robiących karierę polityków, by im – przed obliczem ich własnej świadomości – ukazać grozę i wielkość bezczelności ich zamiarów kierowania życiem wielu przy niespełnianiu podstawowych warunków etyczności. w zarządzaniu samymi sobą. By zlikwidować dramatyzm takiej sytuacji płatna pseudowiedza szybko skleciła i rozpowszechniła zgoła antyokcydentalne slogany o tym, że rzekomo polityka nie ma nic wspólnego z moralnością. I tłum to kupił, bo przeznaczeniem tłumu nie jest mądrość i ostrożność.

 

HERCULES POLONUS?

 

Każdy z nas, ci co są w stanie winni poczuć się w świecie tych zdeprawowanych, wykoślawionych i podmienionych pojęć niczym Herkules przed stajnią Augiasza rzucającą mu wyzwanie. Możemy czytać książki sprzed 100 lat, czyli z czasu, gdy destrukcja sensu dopiero się rozpoczynała i wiele odważnych i samodzielnych umysłów dawała świetne analizy rodzących się infekcji myślowych oraz propozycje terapii. Możemy dyskutować z sobą lub w pojedynkę próbować odbudowywać uniwersum sensu. Profanacja rozumu żyje z twojej, mojej, naszej łatwowierności w przyjmowaniu haseł i sloganów zalewających socjosferę. Każda ćwierćprawda oprócz jakiegoś banału zawiera jeszcze jako bonus ¾ nie tyle, że zwykłego kłamstwa i absurdalnego fałszu, ale – co gorsza – zawiera ¾ niezwykle aktywnych i agresywnych konstruktów rozkładających spójność psychiki i zdolność racjonalnego myślenia oraz finezyjnie skonstruowanych wytrychów do twojej woli, motywacji i takiego a nie innego kształtu żywionych nadziei i do takiej a nie innej formy wspólnoty, w której żyjesz. Każde fałszywe, czyli częściowo prawdziwe pojęcie przeprowadza w twojej podświadomości złożoną operację na optyce za pomocą której postrzegasz świat. Można taką półprawdę widzieć jako wierzchołek góry lodowej lśniący w blasku słońca oczywistością jakiegoś apetycznego sloganu, jednak bądź świadom, że każda półprawda ma ogromną cześć podwodną, niewidoczną, ale to właśnie ta niewidoczność zastająca ciebie nieprzygotowanym i nieświadomym agresji noetycznej podważy za niedługo twoje fundamenty psychologiczne, ekonomiczne i duchowe. Już podważa. Od minimum 100 lat i coraz szybciej i bardziej napierając na atawizmy prawdy w świecie przebiegłości, sprytu i kupczenia. W świecie ducha ariergarda maszerująca z tyłu w każdej chwili ma moc zawrócenia całej kolumny nieświadomych żołnierzy. Siła atawizmu prawdy nawet w świecie łapczywego pozoru ma wciąż moc stwarzania odważnych i prawych przywódców, bo odwołuje się do tego, co we wnętrzu każdego człowieka jest niepodległe i niewyczerpane. Druga strona owej wojny na niebiosach mimo wznoszenia na sztandarach hasła Wolność jest podległa tysiącu spraw, w których sieci się zaplątuje a źródła jej są wyczerpywalne, gdyż to ty je tworzysz, bo żyje twoim snem.

 

THE DARK SIDE OF THE NOTION

 

Wolność to ideał najniższej warstwy nieszlachetnych. Demokracja to rządy najmniej zamożnych i najmniej uzdolnionych. Skąd takie ekscentryczne definicje? To po prostu ciemna strona księżyca, niewątpliwie istniejąca, lecz niewidoczna bez odpowiednich narzędzi. Demokracja to rządy większości. Większość zaś ludzi nie jest oszołomiająco zamożna i bardzo uzdolniona. Natura nie jest aż tak hojna. Z kolei powyższa nietypowa definicja „wolności” to po prostu zdefiniowanie na sposób klasyczny (Definitio fit per genus proximum et differentiam specificam. Definicja powstaje przez rodzaj najbliższy i różnicę gatunkową) opisu wolności jaki daje Arystoteles w swej „Polityce”. Widoczna strona pojęcia „wolności” to „wolność to ideał ludu”. Warto drążyć i za pomocą dostępnych od 2,5 tysiąca lat narzędzi myślowych zaglądać na drugą stronę pojęć a wtedy możemy się zdziwić, zadziwić, a jak wiadomo od Stagiryty od zadziwienia może zacząć się myślenie...Nawyk, kalki myślowe i blaknięcie pojęć zabijają zdolność refleksji i czujność intelektualną. Czynią nas bezbronnymi wobec połowicznie wykształconych i ludzi złej woli.

 

Możemy jeszcze zrobić eksperyment i połączyć obie powyższe niewidoczne strony pojęć. dostaniemy w wyniku zastanawiające twierdzenie a właściwie definicję: wolność to ideał biednych i głupich. Bulwersuje? Ma bulwersować, gdyż jedynie wtedy może powstać ruch myśli. Dopowiedzmy więc: z trzech klasycznych warstw społeczeństwa (populus, zamożni i uzdolnieni) tylko lud nie ma dostępu do trzech właściwych rodzajów wolności, czyli majątku, zaszczytów i dzielności. Musi więc ubóstwić to, co mu pozostaje; jedyne to, co jest w jego zasięgu, czyli swawolę to znaczy swobodę łowienia przyjemności i nazwać ją zaszczytnym mianem „wolności” („Niech żyje wolność, Wolność i swoboda, Niech żyje zabawa, I dziewczyna młoda.”). Ideałem zamożnych (wg Stagiryty) jest...zdobywanie majątku (im więcej mają, tym więcej pożądają). Swoboda i swawola spełniania zachcianek jest w ich zasięgu poprzez moc jaką daje pieniądz, więc nie muszą wysuwać postulatu wolności jako swego sztandaru, z wyjątkiem swobody prowadzenia działalności gospodarczej. Dla ludzi o duchu szlachetnym wolnością jest spełnianie się w działalności dla dobra wspólnego, dlatego nie szermują tym hasłem. Populus zaś śpiewa tak, jak świetnie oddaje to tekst B.Łyszkiewicza: Tak niewiele żądam / Tak niewiele pragnę / Tak niewiele widziałem / Tak niewiele zobaczę / Tak niewiele myślę / Tak niewiele znaczę / Tak niewiele słyszałem / Tak niewiele potrafię / Wolność kocham i rozumiem / Wolności oddać nie umiem / Wolność kocham i rozumiem / Wolności oddać nie umiem / Tak niewiele miałem / Tak niewiele mam /. Niektórzy z greckich komentatorów z lekka brutalnie twierdzą, że istotą ludu, trzeciej najniższej warstwy w każdym państwie jest brak dążenia do jakiejś umiejętności, wiedzy, mądrości. Klasa średnia wciąż się uczy jak skuteczniej zdobywać bogactwo. Szlachetni doskonalą swoje umiejętności służenia dobru wspólnoty. Tylko lud niczego nie musi. „Wystarczy być”. Cnotą ludu jest... równość.

 

Tak więc dzięki klaryfikacji ciemnej strony pojęć uzyskaliśmy urealnioną definicję wolności, którą już byłoby bardzo trudno wykorzystać demagogom do swoich, często im samym nie do końca wiadomych celów, z pewnością jednak nie będących celami organizmu państwowego, lecz jednej tylko z jego warstw i to warstwy najłatwiejszej do zmanipulowania. Demagog nie może używać urealnionych definicji pojęć, bo tym samym ujawniałby swoje – podejrzanej proweniencji – zamiary i cele, więc używa pojęć na tak wysokim poziomie ogólności, że nie zostaje z nich nic prócz sloganów wiecowych.Mówiąc, ze demokracja to ideał biednych i głupich odsłoniłby swój target i swoje wobec niego metody, czyli przypodchlebianie się głupocie ludu i podkupywanie jego biedy. Oczywiście w dzisiejszych demokracjach głównym wyrazem wolności – tak jak w antyku – wolność udziału w czynnościach politycznych. Można powiedzieć, że droga w górę, do celów zacniejszych niż zwykła swoboda stoi dla ludu otworem, jednak kłopoty w większości demokracji z frekwencją wyborczą oraz rzadkość wyboru drogi kariery politycznej dowodzą, iż głównym sensem ideału „wolność” na najniższych szczeblach społecznych jest jego zafałszowane oblicze, ciemna strona ideału, odwrotna strona księżyca.

 ORGANICZNA CAŁOŚĆ

"the greatest beauty is

Organic wholeness"

[Robinson Jeffers ]

Wiedząc już jak pojęcia obracają się do nas swoją pustą, wyświechtaną stroną pod wpływem niewiedzy, nadużywania ich i manipulowania nimi możemy przejść do rozjaśnienia grupy pojęć podstawowych wiedząc, że najważniejsze w każdym z nich jest to umowne ¾ skryte przed nieuzbrojonym w logikę, dedukcję i indukcję okiem umysłu. 

Myślenie żyje hierachizacją pojęć, ich subsumpcją, subordynacją jednych drugim oraz implikowaniem jednych przez drugie. Praca myśli nie ma nic wspólnego z ustawianiem szeregów „pojęć” „obok” siebie a następnie wyjmowaniem z jednego z szeregów jakiegoś pojęcia i dowolnym łączeniem go z pojęciem wyjętym z innego szeregu. Jednak „myślenie” większości polityków do tego się sprowadza. To nie jest nawet układanie puzzli, tylko zwykłe potrząsanie kalejdoskopową tubą wypełnioną błyszczącymi barwnymi szkiełkami. Brzemienna w skutki zabawa. Błędna (zaburzona lub odwrócona) hierarchia kilku, kilkunastu pojęć fundamentalnych dla życia danej wspólnoty skutkować może permanentnym osłabianiem państwa, jego gospodarki, nauki, kultury. Każda wspólnota ma zespół idei stanowiących jej tożsamościowy i energetyczny system immunologiczny. Najczęściej nie jest tak, że naród, państwo podupada z powodu słabości ekonomicznej. Częściej bywa odwrotnie: roztrwanianie tożsamości narodu, osłabianie jego ducha przez partykularne partyjniactwo, małość charakteru oraz nieumiejętność i nieudolność rozumowania w kategoriach imponderabiliów narodowych z czasem sprowadzają zubożenie, zastój gospodarczy i podporzadkowanie organizmu ośrodkom zewnętrznym. Medium za pomocą którego osłabiane i hamowane w rozwoju jest państwo bardzo często są obce mutacje ustrojowe przyjmowane siłą inercji przez nieudolne elity polityczne. Wypełnianie konkretną treścią ogólnych, teoretycznych ram ustrojowych projektu zwanego „demokracją” winno wyrastać z rdzenia tożsamości danego narodu. Arystoteles nazywa to umownie „temperamentem” danego ludu, możemy to nazwać charakterem, duchem, ideą. Kiedyś walczono fizycznie w obronie swoich kształtów ustrojowych, dzisiaj zamilcza się nawet potrzebę obrony myślowej, intelektualnej praw do wypracowywania własnych modeli ustrojowych.Bez wypracowania takich zindywidualizowanych form ustrojowych i zdeterminowanego wprowadzania ich w życie wszelkie deklaracje o walce z globalizacją i o patriotyzmie pozostaną tylko zaklęciami wyborczymi chcących dobrze się sprzedać partii. Hipnotyzowanie narodów zaklęciami „demokracja liberalna”, „prawa mniejszości”, „obrona klimatu”, „dobro ludzkości” etc. to tylko przejaw agresywnego lobbingu silnych państwowych i ponadpaństwowych graczy. Elity słabe, koniunkturalne, partyjniackie oraz niewydolne myślowo, niezdolne do opracowania sprofilowanej polskiej myśli politycznej są wodą na młyn bezwzględnych, zewnętrznych graczy. Ludzie mali w sferze polityki, partyjniactwo i przeciętność intelektualna – wszystko to dzisiaj ma wymiar prawie że zdrady narodowej.Sens ma powrót do faktycznych korzeni cywilizacji europejskiej, do klasycznego paradygmatu myśli greckiej, o której wszyscy politycy chętnie gardłują, po czym rzucają się w objęcia systemów ustrojowych zrodzonych w antyklasycystycznej atmosferze oświecenia. Pracę tę trzeba zacząć tu i teraz nie czekając ani chwili.

 

Spróbuję przedstawić zarys „zbrojenia budowlanego” dla przyszłej konstrukcji polskiej, współczesnej myśli narodowej, polskiego parlamentaryzmu i modelu demokracji etnicznej. Aby położyć fundamenty konieczne jest odkurzenie skarbca klasycznej, greckiej myśli politycznej fundującej historię Europy, myśli przysypanej dziś trocinami kupieckiej spekulacji humanitaryzmu antropocentrycznego XVII w., socjalizujących i materialistycznych teorii XIX w. oraz nowoczesnym neomarksizmem. Praca jest potężna do zrobienia przed rodzącymi się elitami narodowymi. ale przecież najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego, małego kroku. Ludzkość to chimera, wiadomo jak wygląda, ale nie istnieje. Europę stworzyły narody i idee (idea chrześcijańska). Dziewięciu z dziesięciu tych, co nawet śpiąc nie wypuszczają z rąk sztandaru „dobra ludzkości” i flagi Europy to lobbyści określonych interesów oraz ich sieci klientelistyczne. A ten dziesiąty przyzwoity, to – zgodnie z Gogolem – też lobbysta... Krążą widma. Po widmie komunizmu przyszła kolej na jego nowoczesną mutację – humanitaryzm zakulisowo sterowany i sponsorowany w błyszczących szatach filantropii. Filantropia międzynarodowa egzystuje jedynie w baśniach. Arena międzynarodowa to strefa bezwzględnego starcia interesów i szowinizmów narodowych poprzebieranych za dobrodziejów. Waleczność, odwaga oraz inteligencja pożądanych elit narodowych musi być ogromna. 

 

POLSKA STAJNIA AUGIASZA – 12 PRAC HERKULESA ODKUPIAJĄCYCH ZABICIE PRZEZ NIEGO RODZINY

 

Współczesna polska myśl narodowa praktycznie nie istnieje. Nieobecni są też w sferze publicznej klasycy myśli narodowej. Partie i organizacja o profilu narodowym są na marginesie życia politycznego skutecznie marginalizowane przez neoliberalny i socjalistyczny mainstream, ten drugi w prawicowym przebraniu narodowym. To zamilczanie, oczernianie i mimikra skierowane przeciwko narodowcom musi się skończyć, w przeciwnym razie Polska pozostanie zwasalizowanym krajem w którym realizują swoje interesy obcy. Pierwotnym warunkiem wyzwolenia potencjału myśli polskiej jest intelektualne rozprawienie się z milcząco obowiązującym w Polsce od 30 lat modelem demokracji liberalnej opartej na oświeceniowym paradygmacie ideologicznym, dzielącym polską scenę polityczną na dwa agresywne nurty: neoliberalny i socjalizujący.Taka odbudowa polskiej, narodowej myśli państwowej i opartego na niej modelu gospodarczego nie obędzie się bez powrotu do klasyków nauki o państwie i o odrębności cywilizacji i ich walce o przestrzeń kulturową i ekonomiczną. Ktoś, kto chce rozpoczynać taką pracę podobny jest do Herkulesa stojącego przez stajnią Augiasza. Liczba sprofanowanych, zdeformowanych, podmienionych pojęć jest porażająca. Właściwie trzeba zaczynać od początku, od najprostszych i fundamentalnych pojęć, prawd i praw. 12 prac Herkulesa to kara za wymordowanie przez niego własnej rodziny. Każdy z nas jako Polak w pewnym sensie obarczony jest ciężarem dwukrotnej polskiej winy, jaką był epizod rozprawienia się rządów sanacyjnych z działaczami narodowymi oraz zgoda na okrągłostołowy deal eliminujący wszelkie opcje zdecydowanie narodowe. Dewastujące skutki tej rodzinnej dwukrotnej zbrodni musimy naprawić. Zadanie to trudne i wymagające, ale przecież napisane jest o Herkulesie: „Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze, Ten młody zdusi Centaury, Piekłu ofiarę wydrze, Do nieba pójdzie po laury”. Czas w naszym imaginarium odświeżyć niezwykle popularny w siedemnastowiecznej kulturze polskiej motyw Herkulesa. Mianem Hercules Polonus był nazywany Jan III Sobieski przez cały okres swego panowania. Zestawiany z Herkulesem był też Bolesław Chrobry: „Jan Długosz porównywał dwukrotnie zwycięstwa Bolesława Chrobrego w wojnach z 1015 i 1018 do Herkulesowych prac [...] Działania ewangelizacyjne króla miały przypominać herkulesowe dzieła św.Wojciecha walczącego z pogańską hydrą, przedstawione także na drzwiach gnieźnieńskich” (Prace Herkulesa – człowiek wobec wyzwań, prób i przeciwności, red. Maria Cieśla–Korytowska, Olga Płaszczewska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2012). Czyż może być lepszy patronaż dla odrodzenia ruchu narodowego niż ta oto mityczna i historyczna czwórka: Herkules, św. Wojciech walczący z żydowskimi handlarzami niewolników, Chrobry i Sobieski?

 

ZDUSIĆ ŁEB HYDRZE POTOCZNYCH MNIEMAŃ I PODMIENIONYCH POJĘĆ

 

Próba zarysu klasycznej (głównie perypatetyckiej) teorii polityki przeprowadzona w tak krótkim szkicu w formie przystępnej, nieobciążonej nadmiernymi przypisami i drobiazgową dyskusją poszczególnych terminów to zadanie karkołomne, ale wszak „dzieckiem w kolebce”... Rozpocznijmy więc to wyzwanie.

 

Stajnie, obory, owczarnie i pastwiska zamożnego Augiasza pokryte były tonami nawozu. Nie znany był powód jego nie usuwania. Chodziły słuchy, iż celem jest stworzenie podłoża dla kolonii niejadalnych i trujących grzybów, o sprzyjanie inwazji cudzożywnych organizmów. Taką funkcję pożywki i podłoża dla rozwoju cudzożywności stanowi dominujący dzisiaj w politologii oraz wielu dyscyplinach naukowych swoisty slang, relatywizujący wszystko lub odwracający wręcz znaczenia klasycznych pojęć będących dorobkiem najtęższych umysłów ludzkości. Czy nazwiemy go nowomową neomarksistowską, czy oświeceniową, czy materialistyczną – nie jest to tak ważne. Istotne jest by wzorem Tezeusza za pomocą nici z tkwiącego w drzwiach kłębka wydostać się z Labiryntu Neomarksistowskiej Nowomowy zamieszkałego przez pożerającego młode pokolenia Minotaura.

 

Cóż może być tymi drzwiami do których przywiązana jest nić mająca moc wyprowadzić nas ze straceńczej plątaniny pojęć, które miast być kompasem i busolą są ślepymi uliczkami w których grzęźniemy czekając na pochłonięcie przez konstruktorów Labiryntu?

 

Niemożliwe jest stworzenie głębokiej teorii politycznej bez oparcia się o klasyczną myśl filozoficzną , podstawy chrystianizmu oraz synergię tych dwóch najwartościowszych tradycji zachodniej cywilizacji a także bez uwzględnienia uwspółcześnionych, wynikających z tej synergii wniosków. Implikuje to konieczność zmierzenia się z takimi kompleksami pojęć i zagadnień:

 

1. organizmy społeczne – życie – różnorodność funkcji i ideałów w obrębie organizmu społecznego 

2. osoba – rozwój osobowości, dzielność – obłuda 

3. jedność etyki z polityką 

4. elastyczność ram demokracji – ustrój mieszany – teoria ustrojów właściwych i zdegenerowanych – kluczowość klasy średniej w państwie 

5. dychotomia nacjonalizm – kosmopolityzm, cywilizacja zachodnia i jej wyróżniki, przyczyny degeneracji demokracji.

 

Na początku był organizm – przyjmijmy, że to jest ów kłębek nici za pomocą którego powinniśmy być w stanie stopniowo zacząć wychodzić z labiryntu pleonazmów, tautologii i podmienionych pojęć. Zdanie to przypomina inne brzmiące: Na początku był logos. Gdy wiemy, że „logos” było technicznym pojęciem matematyki greckiej, które oznaczało „relację”, zaś relacja w prostej linii prowadzi do proporcji („proporcja to porównanie dwóch relacji”), która to z kolei jest jednym z wyznaczników funkcjonowania organizmu (jego więzi organizmalnej) – to widzimy, że twierdzenie „na początku był organizm” może skutecznie bronić swej prymarnej kondycji w uniwersum idei. Myśl polityczna tradycji akademii i Perypatu cała oparta jest na stwierdzeniu, że państwo to „wielki człowiek” (makroanthropos), „człowiek pisany wielkimi literami” (Voegelin 2009, s. 173). Organizowanie się społeczne ludzi to największy z dostępnych człowiekowi poziomów złożoności, poziomów rozwoju. Państwo to ani stróż nocny, ani dyktator, lecz wspólnota duchowa umożliwiająca członkom danego narodu pełnię rozwoju osobowości w wymiarach niedostępnych poza nią. Poza państwem – według słów Arystotelesa – niech żyją sobie ci, którzy są jak zwierzęta lub jak bogowie.

 

Grupa ludzi, organizacja społeczna, instytucja (np. Kościół), państwo, kultura, cywilizacja mogą być rodzajem żywego układu, żyjącego organizmu. Organizm państwowy ze względu na charakter swojego ustroju oraz dominujący charakter tworzącego go narodu (w języku Arystotelesa „temperament ludu”) może stać na różnych poziomach rozwoju. Degeneracja ustrojów na dwie przyczyny: deprawację władzy i nieadekwatność ustroju z narodem. Powstają wtedy państwa amorficzne, zdeformowane lub przechwycone przez państwa cudzożywne. Umownie tę grupę państw uniemożliwiających obywatelom realizację pełni ich ideału osobowego nazwać można mechanizmami państwowymi w odróżnieniu od ożywianych wspólnym duchem i strzeżeniem wspólnego dobra państw-organizmów. Organizm to kształt życia, złożona struktura posiadająca wewnętrzną zasadę kierowniczą. Z tego punktu widzenia możemy państwa podzielić na trzy typy: państwa żywe, państwa martwe od początku, państwa obumarłe w pewnym momencie, jak to pisał Cyceron: stoją mury republiki, lecz nie ma JUŻ wewnątrz nich życia.

 

Rozpatrując państwo i więź państwową (dobro wspólne, rzecz wspólna, res publica) nie jako zło konieczne i odmianę umowy handlowej (co Arystoteles expressis verbis w swej Polityce odrzuca jako niewłaściwe pojęcie politei), lecz jako wysoce złożony organizm łączący wiele podukładów – warto zestawić zbiór kryteriów stopnia złożoności organizmów żywych i przez analogię odnieść go do organizmu państwowego. Otrzymamy wtedy bardzo przydatne narzędzie analizy i porównywania organizmów państwowych. Oto owa lista kryteriów poziomu rozwoju (stopnia zlożoności): 1. Złożoność 2. Różnorodność 3. Całościowość 4. Hierarchizacja 5. Specjalizacja 6. Automatyzacja 7. Usprawnienie 8. Wrażliwość 9. Swoboda 10. Plastyczność 11. Twórczość (Ścibor-Rylska, 1974, s.82-83). Zwraca uwagę nieobecność takich kryteriów jak równość i wolność. Zamiast równości mamy różnorodność. Swoboda zaś to nie wolność, lecz autonomia elementów układu podporządkowanych jednak zasadom Całościowości i Hierarchizacji. Stawia to oczywiście w innym świetle chwytliwe, pleonazmatyczne slogany rewolucji francuskiej. Lista kryteriów stopnia złożoności organizmów posiada wysoki stopień heurystyczności przydatny przy budowie teorii ustroju państwowego.

 

W klasycznej teorii państwa organizm ten stanowią trzy warstwy różniące się zdolnościami, predyspozycjami i wynikającymi z nich celami, ideałami. Jest to kluczowy punkt w teorii ustrojów i w projekcie ustroju optymalnego. Państwo powinno stanowić jedność tak przekonującą jak jedność osobowości pojedynczego człowieka. Wielość zróżnicowań funkcjonalnych, uzdolnień i ideałów, czyli kilkuwarstwowość społeczeństwa winna owocować wyższym potencjałem rozwojowym, nie zaś prostacką wizją walki klas i ich zniesienia. Tak właśnie jak w człowieku troistość jego warstw psychicznych oraz hegemonia rozumu stanowi istotę jego prymatu nad organizmami niższych zwierząt. Myśl, wola i emocje (w uproszczeniu) w odpowiedniej hierarchii i proporcjach konstytuują człowieka duszę, osobowość, indywidualność i jego status aksjologiczny. Identycznie jest z państwem. Podobnie też jak istnieje podzbiór jednostek cierpiących na zaburzenia tożsamości i rozszczepienie osobowości tak też spotykamy państwa chorujące na chroniczne lub permanentne utraty tożsamości lub też na rozszczepienie jednoczącej więzi, schizopneumia. Objawia się to bezwładem zasady organizującej siłę i rozwój państwa, walkami fakcji, frakcji, grup i haseł. Walki te mogą być wydarzeniem punktowym (rewolucja, przewrót, zamach stanu) lub stanem ciągłym nad miarę skłóconego społeczeństwa, którego wola wspólna zostaje osłabiona lub nawet okresowo paraliżowana w interesie niektórych fakcji, frakcji lub nawet całych warstw społecznych. Obydwie te odmiany choroby państwa Arystoteles analizuje i opisuje dość szczegółowo w „Polityce”. Uderzający odwagą i aktualnością jest arystotelesowy opis destrukcyjnego działania na zdrowie i stan państwa wielokulturowości i migracji ludów obcego pochodzenia względem ludności rdzennej. Godne zaznaczenia jest, iż krytyczna ocena migracji nie jest efektem jakichś dogmatycznych uprzedzeń, lecz dużej liczby zwykłych obserwacji socjologicznych owocujących indukcją mocnych wniosków.

 

Klasycznym opisem schematu walk fakcyjnych w międzywojennej Polsce jest analiza polskiej inteligencji jako rozbitej na trzy fakcje (inteligencja narodowa, inteligencja wschodnia oraz inteligencja żydowska) dokonana przez Romana Dmowskiego. W praktyce trychotomia zamieniała się często w dychotomię, gdyż dwie grupy inteligencji nienarodowe wykazywały skłonność do łączenia się w „koalicję” – jak to nazywali – antynacjonalistyczną. Uderzające jest, że ów trójpodział poszerzony o inteligencję liberalną wyczerpywał typ partii obecnych na polskiej scenie politycznej po okrągłym stole oraz, że obowiązywała nadal zasada koalicji wszystkich przeciw „nacjonalistom”. Bereza intelektualna miała się dobrze przez 30 lat.

 

============ KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ

 

 

LEPSZY-GORSZY, STANY I WARSTWY SPOŁECZNE, HIERARCHIA IDEAŁÓW

 

Kluczem do klasycznej teorii polityki i państwa oraz do klasyfikacji ustrojów oraz teorii ustroju idealnego jest postawienie w centrum systemu myślowego rozróżnienia „lepszy-gorszy”, tak nie lubianego w epoce nowożytnej demokracji. Jednostka dojrzała, wysoko rozwinięta, samoświadoma (por. Platon, Alkibiades I), wszechstronna, mądra i wcielająca tę mądrość w konkretną działalność na rzecz wspólnoty państwowej posiada odrębny status egzystencjalny, aksjologiczny i – rzec można – nawet ontologiczny. Przeciętność (plebs, populus) odróżnia się sposobem życia i jego treścią. Nie zawsze jest w tym wina gorszych, że odstają – konieczności życiowe, los oraz słaba jakość przyrodzonych zdolności grają tu dużą rolę. Droga w górę jest otwarta, ale wymaga świadomych i konsekwentnych wysiłków. Kto wybiera – na rozstajnych drogach – odrzucenie trudu, wybiera swój model wolności, którą można nazwać cząstkową. Paradoksalnie, często populus poprzez populistycznie urządzone państwo ma zamkniętą drogę w górę przez schlebiającą jego bierności władzę. Taka przykładowo jest specyfika demokracji demagogicznej, gdzie i władza i lud są zadowolone, lecz dobro wspólne podupada, gdyż znakomici nie są doceniani lub są uciskani. Idee, ideały (wolność, równość etc.) zdają się mieć określoną treść, dopóki nie wcielą się w konkretny kształt, indywidualne życie, dopóki nie pokażą swego prawdziwego oblicza. Wolność ante rem we wszystkich ustach brzmi wspaniale. Wolność in re pokazuje, że to, w czym wszyscy na poziomie uniwersaliów zgadzają się – objawia wiele istotowych odmian w taki sposób na przykład, że bardzo często ludzie nazywają wolnością prawo do swojej samowoli.

 

Gdy jakość jest ważniejsza niż ilość, dzielność niż siła – mamy pierwszy, najogólniejszy podział ludności w państwie (por. Rybicki 1963, s.83): na lud i na znakomitych. Zrozumiałe jest, że kategoria „znakomici” jest – jak wszystkie klasyczne pojęcia – złożonym organizmem pojęciowym w obręb którego nie wchodzi anarchiczna, antyspołeczna „doskonałość” cyników, czy hedonistyczna „doskonalość” epikurejskich klas próżniaczych a nawet kontemplacyjna „doskonalość” platoników. Perypatetycka „znakomitość” to pełna osobowość oddana propaństwowej pracy i udoskonalaniu członków własnej wspólnoty narodowej. Pochodną tego fundamentalnego podziału na znakomitych i lud jest najwyższe nacechowanie ustroju monarchicznego (rządy jednego najlepszego) i arystokratycznego (rządy wielu najlepszych) oraz podział wszystkich ustrojów na dobre i złe (gorsze). Jednak geniusz Arystotelesa wiedział też, jak trudno jest znaleźć jednego i wielu najlepszych chcących się poświęcić służbie dla wspólnego dobra oraz, że nawet idealne ustroju ulegać mogą – rzadziej niż ustroje złe – degeneracji i dlatego zaproponował swój wariant optymalnego ustroju – politeja – będący złożeniem, synergicznym układem dwóch lub trzech ustrojów (wulgarnie: „mieszaniną”).

 

Po podziale prymarnym (znakomici-lud, najlepsi-przeciętni) przychodzi w klasycznym ujęciu podział funkcyjny, nazywany podziałem na stany (rolnicy, rzemieślnicy, wyrobnicy, wojskowi, kapłani, urzędnicy i ludzie spełniający funkcje publiczne, członkowie Rady (karykaturą ateńskiej Rady jest nowożytny senat) i sędziowie. Podział na stany jest podziałem funkcyjnym, oczywistym i jako taki nie rzutującym na teorię ustrojów.

 

Z rozczłonkowania warstwy przewodniej, z niedoskonałości natury ludzkiej wzięło się wykształcenie się kolejnych – poza pierwotną mitycznie i historycznie w niektórych miastach-państwach – form ustrojowych, które powstały jakby „z konieczności”, z rozpadu ciała pierwotnej władzy (króla i arystokracji). Gdy szlachetnie urodzeni ulegli małościom ludzkim i – być może – domieszce miejscowej lub obcej krwi niedobrze urodzonych, pojawiły się rządy ludzi żądnych władzy nie ze względu na chęć realizacji dobra wspólnego, lecz ze względu na towarzyszące temu zaszczyty i majątek, timokracja (od gr.time - cześć, szacunek, zaszczyt, honor) i oligarchia (od gr. oligos – nieliczny), czyli rządy najbogatszych lub mogących się pochwalić dobrym pochodzeniem i niczym więcej.

 

Pochodzącą od Platona na wpół mityczną kratogonię Arystoteles uprościł i oparł na podstawach psychologicznych, na troistości władz ludzkiej psychiki. Teoria ustrojów państwa stała się w ten sposób zrozumiała nie tylko dla korzennych Ateńczyków, którzy swoją szlachetność wywodzili wzorem cykad z narodzin wprost z matki ziemi [por. Niesmiertelność] i co podkreślali nosząc we włosach złote spinki w kształcie cykad, by odróżniać się jako wywodzący się z rdzennej szlachty gospodarze ziem zamieszkałych także przez ludność napływową. Trójpodział psychiki ludzkiej na sfery emocjonalną, wolicjonalną i intelektualną znajduje odbicie w charakterologicznym podziale trzech statystycznie najczęstszych postaw życiowych, a co za tym idzie także trzech najbardziej wyrazistych warstw społecznych oraz trzech przez nie formowanych ustrojów dążących do realizacji swoich grupowych – nie kierujących się „rzeczą wspólną” całego państwa - interesów. Hierarchia władz duszy (od najniższej, do najwyższej, chociaż wszystkie są niezastąpione w całości psychofizycznego organizmu) wygląda tak:

 

· władza pożądliwa (vis concupiscibilis) skierowana na dobra cielesne (rozkosz, używanie i przyjemności), 

· władza gniewliwa (vis irascibilis) dotyczy już sytuacji bardziej złożonych i wymagających, niż „żywienie emocji” do łatwo osiągalnych „dóbr” dających proste osiągnięcie przyjemności lub uniknięcie nieprzyjemności czyli pojawia się wobec t r u d n e g o do osiągnięcia dobra („trudne do osiągnięcia dobro wywołuje reakcję dziedziny gniewliwej, która działa w związku ze wzmożonym wysiłkiem, zmierzającym do usunięcia trudności na drodze zdobycia konkretnego dobra zmysłowego”, Kaczmarek, 1958 s.204). Owa „środkowa” władza psychiczna jest niezwykle ważna z punktu widzenia teorii państwa i optymalnego ustroju, gdyż w dużej mierze odpowiada ona mentalności „klasy średniej”, warstwy ludzi przedsiębiorczych, którzy w sposób prawy dążąc do wzbogacania siebie budują zamożność całego państwa (oprócz ‘dążących do zdobycia majątku” należą też do tej klasy średniej wojskowi). Dominującą sferą jest tu wola i przynależne jej takie cechy i uczucia takie jak: determinacja, odwaga, męstwo, przedsiębiorczość, rozumne ryzyko, wyobraźnia twórcza. 

· władza rozumna (1. intellectus – władza umysłowa skierowana na poznanie pierwszych zasad bez posługiwania się zwykłą argumentacją, rozum, myśl 2. intelligentia – władza umysłowa poznająca posługująca się dowodzeniem, rozsądek). W klasycznej teorii państwa odpowiada władza rozumna warstwie ludzi znakomitych, dzielnych, realizujących swoją mądrość w pracy dla dobra wspólnego, władcom, ustawodawcom, radzie starszych, urzędnikom najwyższego szczebla.

 

Odpowiednio do trzech sfer i władz duszy mamy więc trzy zasady trzech podstawowych ustrojów (jakoby „cząstkowe ideały państwa”): 1. lud – zasada „wolność” 2. zamożni – zasada „bogactwo” 3. znakomici – zasada „dzielność” (szlachetność, doskonałość, pełnia rozwoju osobowości, mądrość działająca w interesie wspólnoty). Najczęstsze możliwe wypaczenia owych „klasowych” ideałów to: wolność w samowolę, chęć bogacenia się w bezwzględną zachłanność, dzielność i ofiarna propaństwowość w żądzę zaszczytów i sławy. Wszystkie trzy wypaczenia zdrowych dążeń pochodzą od czynnika nieprzewidywalnego i bardzo silnego, czyli z indywidualnego charakteru człowieka i tego, w jakim stopniu człowiek jest samoświadomy. Brak samoświadomości owocuje samozakłamaniem i sprzecznością słów, deklaracji i głoszonych ideałów z czynami, obłudą i hipokryzją, co szczególnie jest szkodliwe w im wyższej występuje warstwie społecznej i co może być przez dłuższy czas nierozpoznawane przez obywateli podległych władzy tego typu ludzi. Oprócz władców złych z powodu nieświadomości pojawiają się czasem jednostki i prądy myślowe szczególnie groźne dla zdrowia wspólnoty, gdyż świadomie wybierające drogę cynizmu i w mniemaniu starożytnych kompletnie barbarzyńską zasadę „cel uświęca środki”, co niszczy a) ufność społeczną, b) nadrzędną w państwie zasadę „przyjaźni” c) wiarę w prymat dobra ugruntowaną w ramach filozofii pierwszej d) istotę państwa jaką jest nakierowywanie i pomoc jego członkom w dążeniu do dobra i dobrego życia. Zasada „cel uświęca środki” w istocie rzeczy jest apoteozą fizycznej siły, przejawem żądzy władzy, nihilizmem etycznym i zaprzeczeniem uniwersum aksjologicznego zachodniej cywilizacji (dzisiaj często nazywa się tę postawę „makiawelizmem”, wywodzi się ona z poglądów sofisty Trazymacha, antycznego prekursora Nietzschego).

 

 Nie ma nic bardziej nieklasycznego niż wynikające ze sprytu lub niewiedzy szerzenie sofizmatów iż „polityka to bagno”, „człowiek uczciwy nie chce mieć nic wspólnego z polityką” i „w polityce wszystkie środki są dozwolone”. Rozpowszechnianie takich „odkryć” zapoczątkowuje selekcję negatywną ludzi „idących do polityki”.

 

Czystą, zachodnią tradycja jest jedynie taka optyka, w której polityka obok etyki jest częścią filozofii moralnej. Jest to kanoniczny dogmat rdzennej kultury antycznej aż do zmierzchu średniowiecza. Etyczność polityki i polityczność etyki to rdzeń okcydentalizmu tak samo jak uniwersytety i nauka doświadczalna i z tych samych źródeł wynikający.

 

Istotę częściowo przez nas zagubionej wizji Stagiryty dobrze streszcza R.Bodeus (Bodeus 2003, s.96): „Każda osoba indywidualnie może zorganizować własne życie tylko wówczas, gdy wyznaczy sobie swój ostateczny cel i przyswoi cel, do którego zmierza polityka, chcąc zapewnić dobrobyt obywatelom wspólnoty. Dlatego Arystoteles charakteryzuje swoje badania nad etyką jako studia polityczne [...]”.

 

Polityka w ujęciu Arystotelesa (czyli nauka o dobrze urządzonym państwie narodowym kierowanym przez dobrych i opartym na zasadzie edukującej obywatelsko rotacji w uczestniczeniu we władzy) nie tylko jest siostrą polityki, czyli ma z nią identyczne podłoże, którym jest dążenie do najwyższego dobra, lecz łączy się bezpośrednio z życiem duchowym człowieka, otwiera mu drogę do realizacji pełni potencjału ludzkiej osoby i jest ewidentnym przygotowaniem chrześcijańskiego personalizmu.


Przekład sztandarowego twierdzenia Arystotelesa w postaci „człowiek jest zwierzęciem politycznym” wulgaryzuje lekko jego myśl. Bardzie sensowne byłoby brzmienie: „ człowiek jest istotą wspólnotową”. Inna ważka teza brzmi: καὶ πρότερον δὲ τῇ φύσει πόλις ἢ οἰκία καὶ ἕκαστος ἡμῶν ἐστιν, „państwo jest z natury wcześniejsze (logicznie) niż rodzina i jednostka”.

 

W żadnej mierze nie deprecjonuje – jak mogłoby się wydawać – znaczenia rodziny dla wspólnoty narodowej, lecz zabezpiecza z jednej strony przed „państwami” pozornymi, przednarodowymi opartymi na strukturze klanowej, z drugiej strony przed uroszczeniami liberalizmu i libertynizmu stawiającymi nie osobę (budowaną przez wspólnotę), lecz wyizolowaną jednostkę w jej roszczeniowej, niesprecyzowanej, woluntarystycznej „wolności”. Rewolucyjność myśli Arystotelesa, że dopiero narodowa wspólnota państwowa umożliwia pełnię rozwoju i spełnienia osoby ludzkiej jest tak duża i wyprzedzająca swój czas, że wciąż była w dziejach gubiona, bądź deprecjonowana przez uzurpatorskie, totalitarne twory pseudopaństwowe nie mające nic wspólnego z wielką wizją Stagiryty. Ten najbardziej rewolucyjny punkt mądrości Akademii i Perypatu najlepiej relacjonuje Giovanni Reale, uzasadniony więc będzie obszerniejszy cytat: „Chociaż jednak rodzina i wioska wystarczają do zaspokojenia potrzeb życiowych w ogólności, to jednak nie wystarczają do zagwarantowania warunków życia doskonałego, to znaczy życia moralnego. Tę formę życia, którą słusznie możemy nazwać życiem duchowym, mogą zagwarantować jedynie prawa, urzędy i w ogóle złożona organizacja państwa. To w państwie w wyniku działania praw i instytucji politycznych, jednostka wychodzi ze swego egoizmu i zaczyna żyć nie według tego, co jest subiektywnie dobre, ale tego, co jest naprawdę i obiektywnie”[Reale 1996, s.508-509].Całość nadaje więc ostateczny sens częściom – kontynuuje Reale. Jedynie państwo jest samowystarczalne. Państwo nie jest tylko efektem sztucznej konwencji, umowy. Państwo to organiczny byt, w którym materią są ludzie a ich formą, duszą jest układ ustrojowy. „Wszystko zależy od tej formy” [Legowicz 1973, s.255]. Arystoteles expressis verbis opisuje rolę dobrego władcy i prawodawcy jako działalność wybitnego psychologa, państwo narodowe zaś jako „wielkiego człowieka” i swego rodzaju „trójczęściową, wielką duszę”: „Wszystko to musi mieć na uwadze mąż stanu przy ustanawianiu praw, uwzględniając i części duszy, i ich czynności, zwłaszcza zaś to, co lepsze i celowe”.

 

ARETE = PATRIOTYZM? 

 

Kluczowym pojęciem, czy też lepiej powiedziawszy, kluczową realnością, osiowym fenomenem całej etyko-polityki klasycznej jest arete. Z pojęciem arete w przestrzeni polskiego języka jest pewien problem. Słowo za pomocą którego tradycyjnie się to pojęcie przekłada, czyli „cnota”, ma niezbyt fortunne nacechowanie, dość nieszczęśliwy ciąg skojarzeń znaczeniowych nasuwających na myśl potrzebę wyrzeczeń, pewien odcień cierpiętniczy kojarzący się z dyscypliną klasztorną. Tymczasem najbardziej odpowiedni byłby krąg znaczeniowy terminu kalokagathia (doskonałość, szlachetność) lub poprzedzającego go starszego pojęcia andragathia (dzielność, męstwo, odwaga). W dalszym tle mogłyby rysować się takie „świeckie” terminy: wewnętrzna szlachetność, bycie cywilizowanym, prawość charakteru, człowieczeństwo, mądrość, harmonijność. W skrócie można stwierdzić, że arete znaczy: szlachetność obyczajów, charakteru, duszy i umysłu – odziedziczona lub wypracowana za pomocą pewnych ściśle określonych metod i technik pedagogicznych oraz samorozwojowych. Niestety, „cnota” w języku polskim za bardzo odsyła do języka teologii. Nie zawsze tak było. U najstarszych autorów aż po złoty wiek „cnota” znaczyło „prawo” (zakon). W dziełach autorów pozygmuntowskich „cnota” oznaczało pełnienie przykazań kościelnych, które to skojarzenie, niestety, podświadomie panuje do dzisiaj. W literaturze popularnej i pamiętnikarskiej znaczeniem było: realizacja któregoś z ideałów szlachcica. U Krasickiego, Naruszewicza – życie pod władzą króla. Od konfederacji barskiej – i tu niespodzianka, czyli zgodność z sensem Arystotelesa – słowo „cnota” oznaczało „patriotyzm” (ew. obywatelskość), bez żadnego dodatkowego względu na religijność lub moralność, jak to słusznie zaznaczają Karłowicz, Kryński i Niedźwiedzki (Karłowicz 1900, s.344). Jeśli zaś chodzi o dzisiejszy „stan” tego niezwykle ważnego pojęcia, niezbyt popularnego w czasach po rewolucji francuskiej, najlepiej przytoczyć opinię Pawła Rybickiego: „Arete to nie tyle cnota w znaczeniu przez nowszą myśl wypaczonym lub zwężonym, ile dzielność. Tym właśnie terminem posługuje się Daniela Gromska w [...] przekładzie Etyki Nikomachejskiej” (Rybicki 1963, s.49).

 

Arete to stan, przysposobienie, nawyk, trwała dyspozycja, sprawność woli do określonego działania. „ [...] Arystoteles nazywa „arete” trwałą dyspozycją, „dzięki której człowiek staje się dobry i dzięki której spełniać będzie należycie właściwe sobie funkcje”. „Arete” to „opanowywanie i ukierunkowywanie namiętności, pragnień i dążeń”). Dzielność nie jest człowiekowi wrodzona: „[...] stajemy się sprawiedliwi postępując sprawiedliwie, [...] mężni przez mężne zachowywanie się” (Legowicz 1973, s.245). Jak zwykliśmy postępować – takimi się stajemy. Nawyk nas tworzy. Arystoteles formułuje to tak: „Kto bowiem od wszystkiego się uchyla i wszystkiego się obawia, i na nic nie naraża, staje się tchórzem [...]”. W takiej optyce łatwo zrozumieć potępianie przez autorów klasycznych (np. Cyceron) postawy utylitarystycznej („cel uświęca środki”, „makiawelizm”): Hołdowanie podwójnej prawdzie początkowo w drodze wyjątku – stopniowo wraz z wejściem na rozstaju dróg na tę ścieżkę – staje się drugą naturą człowieka i powoduje u niego stan samooszukiwania się. Zakończmy tę refleksję nad arete słowami polskiego arystotelika, Sebastiana Petrycego: „Cnota taką ma moc, iż za jej darem umarli żyją: w ciemnosciach leżący świecą, uniżeni pod niebo się podnoszą, chorzy znamienicie zdrowi są; ubodzy prawdziwymi bogactwami opływają, słuszy panują, słabi są możnymi, niscy są wysokimi, prostego rodu stają się szlachcicami, szpetni pięknymi; a nieszczęśliwi bywają szczęścia panami. Przez cnotę człowiek Anielskiego dostaje stanu [...]”.

 

Skoro najwartościowsze w człowieku nie jest to, co wrodzone, lecz są tym dzielności nabyte w drodze żmudnego przysposabiania samego siebie i współobywateli do podążania drogą dobra – logicznie wynika z tego fundamentalna waga wychowania w rodzinie i edukacji zgodnych z dobrem wspólnym narodu. Jak mówi Bocheński: „Państwo jest więc przede wszystkim wychowawcą”. Pozostawienie tej sfery odłogiem jest autodestrukcyjnym aktem państwa.

 

Specyfiką starożytnej Grecji były miasta-państwa, nie zaś formowanie wielkiego narodu, dlatego Arystoteles nie używa często pojęcia „naród”. Kilkukrotnie jednak stosuje terminy „państwo” i „naród” synonimicznie, co powinno być dla nas cenną wskazówką hermeneutyczną by często próbować w tekście „Polityki” zastępować słowo „państwo” słowem „naród” – otworzy to bardzo ciekawe perspektywy znaczeniowe i będzie zgodne z tradycją Akademii, bo przecież jak zauważa Sinko: „ Państwo Platona ma więc charakter narodowy [...]”. Dobro wspólne państwa arystotelesowskiego rozumieć powinno się więc jako dobro narodu, potwierdzają to jawnie akapity „Polityki” opisujące szczegółowo i w mocnych aksjologicznie słowach destrukcyjny wpływ migracji obcych Hellenom ludów.

 

Rewolucyjność i nowatorstwo wizji Stagiryty przejawia się w wielu szczegółowych aspektach jego filozofii państwa-narodu mogących być dla nas trudno zrozumiałymi, choć mamy rodzimych autorów kontynuujących częściowo podobne idee (Cieszkowski, Brudziński, Lutosławski). Jednym z takich twierdzeń jest teza, że istota państwa jest nierozerwalnie związana ze światem boskim (por. np. „najwyższe bóstwo, które włada całym światem, ze wszystkiego, co jest na Ziemi, najbardziej upodobało sobie ludzkie zbiorowiska i gromady jednoczone prawem, a nazywane państwami”, Cyceron). Niesłusznie może się nam to kojarzyć z którymś ze znanych dziś ustrojów teokratycznych, jednak znajomość dokładniejsza wyważonej myśli Arystotelesa poprawiającej pewien maksymalizm i utopizm spekulatywnego modelu ustroju wg Platona – wyprowadzi nas z błędu i otworzy na nowe perspektywy myśli narodowej.

 

Dokonajmy więc krótkiego resume, które posłuży jako wstęp do zwięzłego omówienia teorii ustrojów zdegenerowanych i ustrojów idealnych. W klasyfikacji ustrojów Arystotelesa występują pewne niejasności, odmiennie interpretowane i nazywane przez egzegetów, lecz dla zrozumienia istoty podejścia Stagiryty do konstrukcji ustroju idealnego lub względnie dobrego nie jest to decydujące, gdyż sama zasada unikania degeneracji oraz wybór najważniejszego kryterium jakości danej warstwy społecznej i stopnia jej udziału w rządzeniu państwem są jasne. Zagrożenie ustrojów politycznych degeneracją i jednostronnością jest minimalizowane przez zasadę mieszania ustrojów. Kryterium najważniejsze dopuszczenia do decydującej funkcji kierowniczej w państwie też jest jasne – są nim zdolności jednostki, lecz w innym sensie, niż dzisiaj rozumiemy „zdolności”. Chodzi o tu o format osobowości danej jednostki, stopień jej rozwoju moralnego przekładanego na aktywną działalność na rzecz wspólnoty. Dlatego doskonałe są wg Arystotelesa tylko dwa ustroje: arystokracja (rządy niewielu najlepszych) oraz królestwo (rządy jednego najlepszego przy współudziale arystokracji). Dzieje Europy tak się potoczyły, że obydwa ustroje doskonałe na przełomie wieków XIX i XX zostały praktycznie wyeliminowane. Czy to dokonało się samoistnie, poprzez zwiększającą się unikalność „najlepszych”, czy poprzez zorganizowane działania grup, które zamierzyły sobie „podmianę” warstw najlepszych – to już odrębny temat. Ustroje względnie dobre wg Arystotelesa – w ujęciu np. S.Świeżawskiego – są dwa: 1. mieszanina oligarchii, demokracji i arystokracji („arystokracja niewłaściwa”) 2. mieszanina oligarchii z demokracją („politeja”, niektórzy używają nazwy „republika”, „ustrój republikański”, zawikłane jednak dzieje tego ustroju w Rzymie i dowolności terminologiczne jego cech czynią tę nazwę częściowo tylko przydatną ).

 

Ustroje złe, zdegenerowane, jednostronne oraz główne w nich zagrożenia są trzy: 1. tyrania (dominanta: żądza władzy) 2. oligarchia (żądza bogactw) 3. demokracja (samowola, zawiść, ignorancja). Żyjemy w „epoce demokratycznej”, warto więc – opierając się na klasycznej myśli politycznej - wiedzieć, jakie są głębokie cechy i zagrożenia demokracji nieobecne w populistycznych apoteozach tego ustroju. głównym takim najczęściej zamilczanym jej rysem jest głębinowe, „podziemne” pokrewieństwo z tyranią. Jeden ze scholiastów Demostenesa ujął to obrazowo w ten sposób, że demokracja płynnie przechodzi w tyranię jak zmierzch w wieczór, jak ciepło w zimno. Demokracja może być tyranią na dwa sposoby – z góry lub z dołu. Przypadek prostszy i częstszy to stopniowo wyrastający w ustroju demokratycznym demagog, człowiek o zadatkach na tyrana i o przebiegłej naturze nie okazującej jawnie swej żądzy władzy. Na różne sposoby schlebiający masom i podejmujący wielkie starania, by „okrywać żelazną pięść aksamitną rękawicą, stwarzając pozór rządów konstytucyjnych i rzetelności finansowej” oraz okazujący „cześć zewnętrzną religii i moralności” (Fuller 1966, s.229). Drugi rodzaj demokracji zdegenerowanej (demokracja nieokiełznana, termin Fullera) to ten, gdy tyranem staje się sam... lud. Lud staje się monarchą, decyzje w interesie ludu, dekrety „ludowe” biorą górę nad prawem, powstaje tyrańska władza większości, „demagog zaś jest w stosunku do ludu tym, czym pochlebca w stosunku do tyrana”, klasy wyższe czują się uciskane przez masy. Najpełniejsza jest jednak charakterystyka demokracji zdegenerowanej, obejmująca obydwa powyższe typy pochodzi od samego Arystotelesa: „Otóż sprawiedliwość, jak błędnie mniemają, równoznaczna miałaby być z równością, a równość według ich mylnego mniemania polegać miałaby na tym, że wola ludu bezwzględnie rozstrzyga; wolność zaś miałaby się wyrażać w tym, że każdy robi, co mu się podoba. Toteż w takich demokracjach żyje każdy, jak chce i „wedle swego upodobania" — jak mówi Eurypides. A przecież jest to zupełnie błędne. Nie należy bowiem uważać tego za niewolę, lecz za wyzwolenie z niewoli, jeśli się żyje według dobra wspólnoty państwowej”.

 

Wyrodnienie demokracji przyspiesza lub zapoczątkowuje demagog, czyli zwodziciel i pochlebca ludu, który poprzez otaczanie się sykofantami lub ludźmi tak bezwzględnymi jak on sam – psuje jakość całej klasy politycznej. Demagodzy jako aksamitni tyrani mają identyczne cechy jak jawni tyrani, których Arystoteles opisuje tak: „nie znajdują upodobania w ludziach dostojnych i niezależnych. Bo tyran chciałby te cechy jedynie u siebie widzieć, więc kto z godnością i niezależnością się mu przeciwstawia, uszczupla przewagę i despotyzm tyranii, i skutkiem tego jest znienawidzony jako podkopujący jej władzę. Do koła współbiesiadników i towarzyszy zajęć codziennych dopuszcza tyran raczej obcych niż obywateli, bo ci ostatni są w jego oczach wrogami, a pierwsi przeciw niemu nie występują”.

 

Specyfiką demagoga jest pozorowanie mądrości i logiki służące schlebianiu ludowi by tym sprawniej użyć mas do celów własnych i swej koterii. Jak państwo powinno być organizmem, tak i każdy dogłębny, odpowiedzialny system myślowy jest żywym organizmem. Demagoga poznaje się po tym, że zbiory jego haseł, którymi uwodzi ludzi tworzone są ad hoc i nie mają cech organizmu pojęciowego. Są to agregaty (przypadkowe nagromadzenia) przeróżnych nazw i haseł lub mechanizmy, czyli automatycznie konstruowane zgodnie z jakąś ideologią pozorne ciągi myślowe. W obu przypadkach w jego mowie nie ma ciągłości, ani życia.

 

W państwowej myśli Arystotelesa podstawą siły państwa narodowego jest mocna, zamożna klasa średnia gwarantująca każdemu państwu stabilność. Faktor oligarchiczny, faktor demosu edukowanego obywatelsko oraz tworzony od zera faktor elit narodowych tworzących i doskonalących myśl polityczną adekwatną do polskiego charakteru narodowego i do polskich ambicji suwerennościowych – to będzie polski model ustroju mieszanego. Mit plazmatycznej demokracji niewiadomego autorstwa, podsuwanej nam z zewnątrz i skrojonej wg obcych potrzeb – musi przeminąć i przestać spełniać funkcje pomocnicze w eksploatacji potencjału naszych ziem i ludzi. Nawet klasyk teorii współczesnej demokracji – Kelsen – podkreśla otwartość i elastyczność ram konstrukcyjnych systemu demokratycznego i pisze o tym, że demokracja to tylko forma, którą każde państwo i naród musi wypełnić swoją zindywidualizowaną treścią, nawet – dodam - przy wtórze i lamentach tzw. opinii międzynarodowej. Ale do tego trzeba mocnych, odważnych elit narodowych o niezłomnym charakterze i ogromnej wiedzy – czyli dokładnego zaprzeczenia „elit” konsensusu okrągłostołowego.Musi zostać mnóstwo zasad, praw i schematów organizacyjnych zmienionych. Potrzebne są nam nowa konstytucja narodu polskiego, nowy model parlamentaryzmu, całkiem inny model senatu, pewne warunki progowe dotyczące możliwosci rejestrowania partii politycznych (wspomniał o tym w swym projekcie polityki narodowej prof. Wincenty Lutosławski), zmiany w modelu funkcjonowania NGO w państwie polskim, zmiany w edukacji i oświacie, wypowiedzenie wielu konwencji i umów międzynarodowych, jeśli jawnie godzą w aksjologię narodu, gwarantującą jego tożsamość. Wymieniłem tylko część nowej rzeczywistości ustrojowej, którą musimy budować, by nie skończyć jak znikające narody francuski i niemiecki.

 

Główni wrogowie myśli narodowej, demokracji narodowej to konglomerat przesądów pod nazwą demokracja liberalna, demokracja wielokulturowa, społeczeństwo otwarte i próba dyktatu pojęć-haseł, które ogólnie określić można roboczo oświeceniowym paradygmatem polityki, antropocentryczną religią zastępczą z biegiem czasu wchłaniającą rozmaite koncepcje socjalizujące. Nurt ten zarzuca gruzem swojej ideologii dorobek wszelkiej spójnej, mądrościowej, klasycznej refeksji o państwie, narodzie i optymalnym ustroju. Tych pojęć o randze pleonazmów, tautologii, pojęciowych plam Rorschacha, w których każdy odczytuje to, co mu się żywnie podoba są dziesiątki. Są to takie hasła jak: wolność, równość, prawa człowieka, prawa mniejszości, opinia międzynarodowa, opinia publiczna, większość społeczeństwa, tolerancja, solidarność międzynarodowa, walka o klimat, walka o pokój, państwo prawa, demokratyzacja, władza ludu, mowa nienawiści, ksenofobia – by wymienić znaczniejsze konie trojańskie wśród pojęć stanowiące wdzięczny środek walki lobbistów i demagogów z próbami odrodzenia myśli narodowej. Chcąca być silną myśl narodowa musi dokonać ich rozbioru i krytyki na gruncie tradycji myśli klasyków nauki o państwie. Sfera językowa i pojęciowa zalana jest setkami skorup słownych będących odpryskami rozpadających się i wciąż na nowo sklejanych u t o p i i. Sztucznych konstruktów zagubionego, samowolnego intelektu, rozmaitych modeli wydumanych ustrojów eksperymentujących na nas – od J.J. Rousseau, przez socjalistów utopijnych, marksistów, neomarksistów, „klasycznych” socjalistów, apostołów multi-kulti, globalistów. Myśl narodowa polska musi być jasna, klarowna, nie potrzebująca protez mesjanizmu narodowego ani panslawizmu; oparta na korzeniach greckiej myśli, która stworzyła cywilizację łacińską oraz na chrześcijańskim personalizmie. Jest to herkulesowa praca, ale jeśli dążyć chcemy ku suwerennemu, silnemu państwu narodu polskiego – musimy ją rozpocząć i prowadzić.

 

CODA

 

Feliks Koneczny używa raz przeciwstawienia: grecki personalizm – gromadność azjatycka. Jest to dobry skrót myślowy obrazujący profil obu stron trwających od kilku wieków na terenie Europy w nierozstrzygniętym starciu. W gruncie rzeczy większość dystynkcji pojęciowych, które poczyniłem w tym eseju stanowi pochodne od tego rozpoznania Konecznego (organizm państwowy – umowa handlowa, państwo klasy średniej, środkowej vs dualizm kasty i proletariuszy, , osoba i naród vs jednostka i „ludzkość”, polityk – demagog, interes wspólny – interes egoistyczny, dzielność – podstęp, ustrój adekwatny do charakteru narodu – ustrój powielany i narzucany). Czy to możliwe, żebyśmy od zakończenia wojny byli w kleszczach orientalizmu? Czy może być, że stary, chrześcijański, zrodzony przez Zachód naród jest tyle dziesiątek lat w swoim kraju jakoby gość wobec panoszących się tu ze swą orientalną mentalnością butnych niby-gospodarzy? Czy ten proces wraz z nieograniczoną obecnie migracją zarobkową wyhamowuje, czy przyspiesza w tempie najwyższym w UE?

 

Eric von Kuehnelt-Leddihn napisał tak: „Narody, które tak wiele wycierpiały za czasów Rewolucji Francuskiej i od obu jej epigonów – międzynarodowego i narodowego socjalizmu, mogą odwrócić kartę historii. Przede wszystkim Polacy.” I dodał: „Świat „Starych Kościołów czyli katolickiego i ortodoksyjnego jest „personalistyczny”. Tam nie czci się środka, nie czci się tego co relatywne, ale to co absolutne i skrajne, czyli to co w czasach trudnych i niebezpiecznych okazuje się zwycięskie. A tylko taki system godny jest zalecania, który ostanie się w obliczu napięć i zewnętrznych nacisków. [...] Słusznie stwierdził Herman Funke: „[...]w demokracjach trzeba beczeć razem z owcami”. Polacy [...] nie są przecież owcami”.

 

„Choć byli braćmi [...] bóg, formując ich, chciał, by niektórzy z nich byli władcami, i dlatego wmieszał w ich rasę złoto. [...] Mówi bowiem przepowiednia: polis upadnie wtedy, gdy będzie nią rządził strażnik z żelaza lub brązu.” Tak streszcza Eric Voegelin jeden z mitów Platona.

 

Czy przy okrągłym stole została przywrócona ciągłość prawowitej władzy? Historycy piszą: „ [...] Środowiska narodowe w tej rozgrywce nie były przez komunistów brane pod uwagę” (Chodakiewicz, Mysiakowska-Muszyńska, Muszyński 2015, s.460).Jak to możliwe, że do dzisiaj naród godzi się na swoją nieobecność? Czyżby pierścień władzy wcale nie powrócił do narodu, lecz ugrzązł w międzynarodowej szarej strefie? Czyżby rotacyjni strażnicy z żelaza i brązu usypiali naród, brali przemocą jego mądrość, by nieobecności insygniów władzy nie dostrzegł?Gdy polis przestaje być kosmosem, porządkiem budzącego się życia, w którym rządzi mądrość narodu, to staje się chaosem prywatnych światów, w którym ludzie pobłażają majakom swoich namiętności i wtedy polis umiera. Choć mury państwa stoją jak stały, to nie ma w nich życia.

 

Czy to nie o złocie, żelazie i brązie pisał Roman Dmowski w znanym akapicie o trzech rodzajach polskiej inteligencji: „Jeszcze przed ostatnim powstaniem psychika inteligencji polskiej była wcale jednolita; w okresie popowstaniowym uległa ona głębokiemu rozbiciu. Wytworzyły się odłamy inteligencji tak mało wspólnego mające między sobą, jakby należały do różnych narodów. Ścierały się między sobą trzy jej typy: zachodni, wyrosły na tradycjach polskich i wpływach europejskich; wschodni, wychowany przez rewolucję rosyjską i jej literaturę; wreszcie żydowsko-polski, reprezentowany przez spolszczonych Żydów i zżydzonych Polaków. Ostatnie dwa w postępowaniu i nawet w ideach często zbliżały się do siebie, ile że w rewolucji rosyjskiej pierwiastek żydowski coraz silniejszą odgrywał rolę. Różnice między tymi trzema typami były o wiele głębsze, niż te, które wytworzył podział narodu pomiędzy trzy państwa”?

 

Na powierzchni, na skorupie globu polskiego państwa brak złota. Czy Dmowski czyniąc powyższą analizę miał w podświadomości te wersy i czy nazwałby tę skorupę wiszącym nad Polską przekleństwem orientalizmu:

 

„... Nasz naród jak lawa, 

Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, 

Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi; 

Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi”?  

 

 

  Po przeczytaniu tego tekstu czytelnik z pewnością zauważy, że jego dusza zamienia się w dzwon wydający mocny głos. Jeśli ten dzwon jest ze złota, przejdźcie na prawą stronę, jeśli z brązu lub żelaza – na lewą. Pozłacani też na lewą.

 

============ KONIEC CZĘŚCI TRZECIEJ I OSTATNIEJ

 

KOMENTARZE

  • ubliżam samemu sobie
    ale kolejny raz zrobię tak:
    wklej
    "Czy to nie o złocie, żelazie i brązie pisał Roman Dmowski w znanym akapicie o trzech rodzajach polskiej inteligencji: „Jeszcze przed ostatnim powstaniem psychika inteligencji polskiej była wcale jednolita; w okresie popowstaniowym uległa ona głębokiemu rozbiciu. Wytworzyły się odłamy inteligencji tak mało wspólnego mające między sobą, jakby należały do różnych narodów. Ścierały się między sobą trzy jej typy: zachodni, wyrosły na tradycjach polskich i wpływach europejskich; wschodni, wychowany przez rewolucję rosyjską i jej literaturę; wreszcie żydowsko-polski, reprezentowany przez spolszczonych Żydów i zżydzonych Polaków. Ostatnie dwa w postępowaniu i nawet w ideach często zbliżały się do siebie, ile że w rewolucji rosyjskiej pierwiastek żydowski coraz silniejszą odgrywał rolę. Różnice między tymi trzema typami były o wiele głębsze, niż te, które wytworzył podział narodu pomiędzy trzy państwa”?



    Na powierzchni, na skorupie globu polskiego państwa brak złota. Czy Dmowski czyniąc powyższą analizę miał w podświadomości te wersy i czy nazwałby tę skorupę wiszącym nad Polską przekleństwem orientalizmu:..."
    Czytam Pana/Pani artykuły zawsze.
    Jeśli Dmowski pisał o "rozbiciu polskiej psychiki"- : "„Jeszcze przed ostatnim powstaniem psychika inteligencji polskiej była wcale jednolita; w okresie popowstaniowym uległa ona głębokiemu rozbiciu."widział rozpad narodu- społeczeństwa. Przecież nie tylko on. !. Powstania i wojny /.../ nie wycięły elity w pień. Przekleństwo "orientalizmu" odcisnęło się liszajem... tak, to trzeba przyznać. Mam wiarę!, że psychika polskiej elity / albo: psychika polska/ ma się dobrze, pod warunkiem, że depresji wynikającej z dysonansu poznawczego nie zechce leczyć u " heglowskiego psychologa" ani "na wschodnim bazarze". A może nie ma żadnego "rozbicia polskiej psychiki"? :)
    Pan/Pani też wierzy w zaklinanie rzeczywistości. Ja wiem, że się uda. :)
    Polska jest, była i będzie. Proste.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031