Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
237 postów 206 komentarzy

varietas vestis reginae

wawel - "Jesteśmy oceanem w nocy, wypełnionym poblaskami światła. Siedząc tu razem, jesteśmy przestrzenią między rybami a księżycem." [Dżalaluddin Rumi]

Hybrydowy świat pandemiczny - znak trwającej rewolucji

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Moja Suma Pandemiczna


INTRO 

Hybrydowy - to słowo robi niezwykłą karierę w świecie pandemicznym. Słownikowo “hybryda” to “mieszaniec, krzyżówka, bękart”. Hybrydowe nauczanie, hybrydowa edukacja, hybrydowy handel, hybrydowe poluzowanie. Zaczęło się od nazwania przez naukowy periodyk “Nature” wirusa Sars-Cov-2 hybrydą. I tak oto zahybrydowało nam się wszystko, zbękarciało.

Już nic nie występuje w czystej formie, ani Dobro, ani nawet Zło. Bo jeśli Zło, to koniecznie musi być “filantropijne”. Pandemia uczyniła nam świat hybrydowym światem. Hybryda w innym ujęciu to coś, co jest “wbrew naturze”, “chaos”, “pomieszanie z poplątaniem”. Człowiek o hybrydowej moralności to po prostu hipokryta, dwulicowiec i ktoś zakłamany. Ekstrapolując te intuicje językowe na całość świata otrzymujemy rezultat taki, że od ponad roku żyjemy w świecie totalnego zakłamania, świecie na opak, świecie w którym władzę przechwycili hipokryci o dwu twarzach. Świecie, gdzie nic nie może funkcjonować normalnie, bo do każdego dobra ktoś domieszał blokujące je zło. Siły ciągnące sens w przeciwne strony równoważą się i w rezultacie wszystko stoi w miejscu, a w świecie życia zamarcie w ruchu jest cofaniem się - a więc świat nasz dokonuje regresji.

Hybrydowy handel, niepewny przyszłości z wiszącym nad głową toporem lockdownu, otwarty i poluzowany na 50% pozwala przetrwać niektórym, ale nawet oni tylko mają przetrwać, lecz nie rozwijać się. Hybrydowa nauka już nie uczy, lecz zabezpiecza tylko przed kompletnym zgłupieniem oferując zgłupienie zrównoważone. Na 50% idiotyzm zmieszano z rozsądkiem. Połowa szarych komórek w mózgach ludzkości musi nie pracować, by nie doszło do zakażenia. A tak naprawdę to ma nie pracować, by za kulisami można było w spokoju i niezauważenie robić to, co nieliczni wymyślili licznym w swojej zupełnie niehybrydowej chorobie psychicznej.

Wiki podaje że hybryda to narodowy bolszewizm lub narodowy socjalizm - zgadzam się tym razem z Wiki, bardzo to celne i… aktualne w Polsce. Słowo hybryda ma jakiś tam sens w odniesieniu np. do samochodów o mieszanym napędzie. Ale oswajanie człowieka z tym pojęciem w odniesieniu do ludzkiej rzeczywistości to jawna dywersja sensu i robota rozkładowa, praca w stylu tych, którymi niszczyli ludzki świat, praca przeróżnych rewolucjonistów z bożej, czy raczej diabelskiej, łaski.

Z pewnego punktu widzenia hybryda jako połączenie dwu cząstek o przeciwnych znakach to “anihilacja”.

Pół anioła złączone z połową diabła, półprawda z półkłamstwem, psychopata z dobroczyńcą, nauka z ogłupianiem, walka o zdrowie z zatruwaniem dezynfekcyjną chemią, walka o zdrowie z zabijaniem wyłączeniem “służby zdrowia”, pomoc rządowa skrzyżowana z zadłużaniem kraju, wygaszanie gospodarki z jej stymulowaniem, informacja medialna z kompletną manipulacją skrzyżowana, polityk z biznesmenem, lekarz z telefonem zaufania zbękarcony, bezsensowny strach wirusofobii ze zbrodniczą nadzieją “wstrzyknięcia”, sens z bezsensem ożeniony. Świat hybrydowy, zwierzęco-ludzki, świat prawa, lecz… przestępczego. Świat spod znaku blokad, bękartów, chaosu i pomieszania. Dezorientacja uświęcona. 

Z jeszcze innego punktu widzenia świat hybrydowy to nic innego jak zawieszenie normalnej kolei rzeczy przez władze rewolucyjne. I to musimy zrozumieć. Hybrydowość jest produkowana przez rewolucję, która trwa od ponad roku. Jest jej wiecznym stanem tymczasowym znoszącym krok po kroku, by nie drażnić starych normalnych, naturalną kolej rzeczy.

Żyjemy na 50%, z poluzowaną Prawdą, obostrzonym Sensem. Wszyscy się tłumaczą - jak w Norymberdze - że tylko wykonują rozkazy. Pośród nas odkrywamy coraz więcej hybrydowych "kapo", czyli więźniów skrzyżowanych z chęcią bycia nadzorcą innych więźniów.  Parafrazując słowa O.Fallaci można to opisać tak: "Wszechobecne Hybrydy - przebywają w naszych krajach, naszych  miastach, naszych uniwersytetach, naszych przedsiębiorstwach [...]. Ich Odwrotna Krucjata [...] jest nieodwracalnym faktem. Rozwijającą się cały czas rzeczywistością, którą Zachód bezrozumnie podsyca i popiera. I właśnie dlatego owi Krzyżowcy są coraz silniejsi, żądają coraz więcej, panoszą się coraz bardziej. Także dlatego właśnie (jeśli nadal pozostaniemy bezczynni) będzie ich coraz więcej. Będą żądać coraz więcej, będą nas drażnić i dyrygować nami coraz bardziej. Aż nas sobie podporządkują. A zatem pertraktowanie z nimi jest niemożliwe. Próba dialogu – nie do pomyślenia. Okazywanie pobłażliwości – samobójcze. A ten, kto myśli inaczej jest głupcem". Hybrydy są w ofensywie. 

Czyżby nastał czas oddzielania tego, co ludzkie, od tego, co hybrydowe, bękarcie?

* * *

MOTTO 

1. "Przyczyny, które przemawiają za możliwością powtórzenia zbrodni hitlerowskich są realne. Przerażająca zbieżność współczesnej eksplozji populacyjnej z odkryciem środków technicznych, które poprzez automatyzację, ujawniają zbędność szerokich odłamów ludnościnawet w kategoriach pracy [...] powinna wystarczyć, by nas przyprawić o drżenie."  

2. "Demonem Naszych Czasów jest Konieczność Historyczna w rękach Wielkich Organizacji i w służbie Wielkich Celów [...]" 

[G.Herling-Grudziński]

3. Dla istoty prawdy zmienne losy powszechnej aprobaty są sprawą obojętną. Zgodność wszystkich ludzi co do jakiegoś osądu nie czyni go ani na milimetr bardziej prawdziwym [...]" 

[J.Ortega y Gasset] 

4. „Galopującego kłamstwa nigdy nie da się pokonać, można je tylko obalić”. 

Co tu jeszcze powiedzieć, dopowiedzieć, doprecyzować o akcji „pandemia”? W zasadzie prawie wszystko z rzeczy najważniejszych zostało już powiedziane. Wypowiedziane, napisane, opublikowane i przetłumaczone. Rozesłane mailem i wyrzeczone przez Skype i telefon. Wszyscy wszystko wiedzą. Nikt nie ma, po roku czasu na lektury, rozmowy i przemyślenia, żadnego wytłumaczenia na szczelność swego letargu. Każdy, kto chciał - mógł usłyszeć prawdę. Każdy, kto od prawdy ucieka – zdążył już od niej uciec wielokrotnie. Wszyscy się podzielili i rozeszli na tę, lub na drugą stronę. Wysłani tam nie karzącym mieczem Archanioła Gabriela, lecz... własną naturą i wolą. A głos tych dwóch jest ostateczny i tak mocno powiązany z indywidualnością każdego, z Personą – że wypada już zaakceptować bolesny, lecz przewidywalny fakt, iż liczba rozpoznających Kłamstwo i nie bojących się mu powiedzieć „stop!” jest wielokrotnie mniejsza niż tych, co ciągną jak ćmy do lampy („a ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu”). Ale rośnie liczba wątpiących, co daje pewną nadzieję.

1. SŁOŃCE I KSIĘŻYC

Wiadomo już, gdzie jest Prawda, a gdzie Kłamstwo, Krętactwo, Rabunek i zamach na życie wielu. Jak na dłoni widać dwie strony powieści awanturniczej jaką jest nasze obecne życie. Na jednej stronie mamy Noc, Księżyc podświadomości i zakapturzone, bezustannie coś knujące istoty. Na drugiej Dzień i Słońce oraz tłumy dumnie wyprostowanych, nie bojących się patrzeć prosto w oczy i potrafiących przenikać niecne zamiary. Noc przeważa, ale jednak trzeba mówić, podsumowywać kolejne etapy. Logos jest jedną z głównych naszych broni, zarówno rozumiany jako słowo, jak i jako powszechny Rozum ludzkości.

2. PANDEMIA I CZAS 

Zostaliśmy zaskoczeni. Zyskali nad nami przewagę czynnikiem czasu i perfekcyjnością wcześniej przygotowanej selekcji osobników pośredniczących lokalnie w akcji globalnej. Selekcja negatywna pośredników rządowych, stręczycieli Nowego Wielkiego Ładu-Resetu, którzy gdy centrala ogłosiła jego zainicjowanie – wyskoczyli jak diabełek z pudełka, jak - excusez le mot - „alfons zza winkla”. Wszyscy jakby przeszkoleni, wdrożeni prosto z marszu w wielkoresetowy slang reżimów sanitarnych. Wszyscy pośrednicy i wykonawcy na swoich miejscach, na rampie selekcjonującej wyjazd połowy swoich narodów wprost do piekła – ministrowie, premierzy, prezesi, eksperci, dziennikarze, celebryci. Wszyscy nadgorliwi nadzwyczaj, kreatywni wielce w dziele unicestwiania infrastruktury gospodarki, infrastruktury życia samego i infrastruktury każdej prawdy. Diabelskie panoptikum garniturów i krawatów.

Czynnik czasu to ich główna broń. Wojna błyskawiczna z narodami i Prawdą odbyła się zaledwie w parę dekad dni. Pierwsza faza tej wojny. Przegrana przez nas, bo inaczej być nie mogło, bo zaufanie zawsze jest na pozycji bliskiej przegranej, gdy jest usypiane przez tych, których mylnie uważa za swoich reprezentantów a którzy są nomadami, co przybłąkali się nie wiadomo skąd na cokoły naszego zaufania i naszych państw. Może nie przybłąkali się, ale wiedzeni psim swędem wytropili najlepszy czas, miejsce i obiekt dla swych procedur nomadycznego pobierania gotowych produktów od producentów, pobierania pod tzw. dobrowolnym przymusem („uświadomiona konieczność”) rekietu zrównoważenia filantropijnego.

Czas jest aż do dzisiaj głównym orężem międzynarodowych rabusiów i ich lokalnych utrzymanków. I tak pozostanie. Każda wojna to WYŚCIG dowódców, oficerów operacyjnych, zaplecza technicznego, deszyfratorów, ataków dezinformacją, oddziałów rozpoznania, ataków pozorowanych i prawdziwych obu armii. Nagłość nowych kierunków uderzeń nie przestanie nas zaskakiwać. Sam więc Czas, Chronos nas poucza: „Kto będzie na dachu, niech nie schodzi, by zabrać rzeczy z domu. A kto będzie na polu, niech nie wraca, żeby wziąć swój płaszcz”. Czas się skurczył...

Praktycznie każdy dzień przynosi nowe „naloty” informacyjne (kolejna mutacja, kolejna grupa wiekowa dzieci do szczepień, kolejne powikłanie, kolejny nowy objaw „nowej choroby”, kolejny wymóg przygotowywanego „paszportu kowidowego”, kolejna po drugiej konieczna dawka szczepionki, kolejna fala, kolejne Bergamo etc.). Nawet jeśli bylibyśmy zorganizowani i posiadający własne media, to walka wymagałaby dużego zaangażowania. Oni co dzień „wrzucają modyfikację narracji”. Wyłuskują z nas strach każdego dnia z innej strony. Z innej naszej słabej strony. Przytulny świat przeminął. Rządy zmieniły się w atakujące nas stada rozjuszonych os sterowanych gwizdami zza granic kraju. Atakujące w oparach mdlącej retoryki perfekcyjnie udającej troskę o nas. Musimy z tym żyć. Gotując się jednak do anulowania tych „rządów na gwizdnięcie”. Przygotowując prawo, które ograniczy stopień penetracji stanowisk publicznych przez „gwizdanych polityków”.

Każdy dzień bez naszego oporu (w przeróżnej postaci) powoduje, iż zdobywają nowe pozycje na polu walki.

3. PIERWSZA WOJNA... OSTATECZNA I GLOBALNA

 Zanim rozpatrzymy to, o co toczy się wojna i losy czego się na niej ważą oraz kim są ci, co filantropijnie zaatakowali miliardy niewinnych, trzeba rzec coś o obecnym momencie dziejowym i jego wyjątkowości. Bo wyjątkowy jest on w skali nie tylko tego wieku. Wielu niezależnych naukowców i publicystów jest zgodnych, iż obecne wydarzenia nie mają precedensu. Zasięg, orkiestracja metod i ludzi, doniosłość oraz fizyczne niebezpieczeństwo dla zaatakowanych wynikające z celów głównych i pobocznych – są tak niewiarygodnie agresywne, nihilistyczne i niszczycielskie, że tylko ci, którym natura tego nie dała – nie widzą tej, jak wielu komentatorów ją nazywa – demoniczności dziejących się wydarzeń i demoniczności kręgów je rozpętujących. Można też ową demoniczność nazwać subtelniej, choć przecież synonimicznie, jak prof. S.Bhakdi mówiący, iż to co się dzieje, to wojna religijna. Dodam, że najbardziej krwawa i bezwzględna z dotychczasowych....

Często padają słowa o apokaliptycznym wymiarze akcji „pandemia”, o czasach ostatecznych. Odwykliśmy od spodziewania się, że apokalipsa może kiedyś nastąpić, że apokalipsa to nie tylko bliskowschodnia, manieryczna fantasmagoria literacka, lecz być może głębszy wymiar realności oczekujący pod (lub nad) progiem naszego umysłu na to, by wkroczyć tak nagle w nasze życia, że każdy zostanie tam gdzie był w momencie wkroczenia. Jedni na dachu, drudzy na polu. Tacy, jakimi są w głębi. Ni mniejsi, ni więksi ani o cal. Są chwile, czasy gdy Prawda oświetla wszystko ukazując każdą rzecz w jej istocie, ukazując prawdziwą twarz każdego bytu. I w takim czasie żyjemy.

Jest pewien dowód na względną eschatologiczność wojny plandemicznej. Dowodem tym może być KRAŃCOWOŚĆ (czytaj: bezlitosność) środków i metod zastosowanych bez wahania przez ciemny dyrektoriat. Ta krańcowość i rzucenie do walki wszystkich posiadanych odwodów jest widoczne już na pierwszy rzut oka. Może to być objaw szaleństwa, ale – niestety – może to być też dowód, że są przekonani, iż „bój to jest ich ostatni”, co implikowałoby desperację, nerwowe ruchy ale też bezwzględność.

Dowodem totalnej mobilizacji i patologicznego poczucia wszechmocy Ciemnego Dyrektoriatu jest rzucenie do walki na pierwszą linię i tym samym ujawnienie całych sił informacyjnych (media światowe), „spalenie”, dekonspiracja organizacji typu ONZ, WHO, EMA, UE oraz obnażenie marionetkowości prawie 2 setek rządów „narodowych”. To są duże straty, wielkie. Trudno sobie wyobrazić po takiej dekonspirze powrót do stanu sprzed „pandemii”. Do czasów, gdy ludzie włączali TV, by czegoś o sytuacji na świecie się dowiedzieć i głosowali na ludzi prących do rządu z naiwną wiarą, że oni czyjekolwiek dobro będą reprezentować poza dobrem swej chorej na żądzę władzy psychiki i dobrem swych zewnętrznych dysponentów. A może powrotu ma nie być? Może od razu i płynnie po lekkim opadnięciu tumanu rozpylonej dezinformacyjnie „pandemii” ma nastąpić przejście do technokratycznej Ery Wielkiego Resetu, gdzie będzie już oczywiste i ogłoszone jako dogmat, że media nie są, by informować, ani ludzie, by wiedzieć, co się dzieje i mieć wpływ na rzeczywistość. I że państwa nie są, by mieć odrębne i nie ratyfikowane globalnie rządy. Ostatnie egzoteryczne wypowiedzi Gates`a świadczą, iż samozwańczy Ciemny Dyrektoriat ma precyzyjne plany co najmniej do 2050 r., a więc możliwe jest iż planują tę wojnę jako eschaton i nie przejmują się demaskacją aktywów wszelkiej swojej globalistycznej agentury wpływu. Gdyż oczekują zaprowadzenia raju na ziemi. Ostatecznego.

4. NADLUDZIE I DEMONY

 A więc wojna! Wojna najdziwniejsza a zarazem – jak mówią psychologowie i psychiatrzy – najpowszechniejsza, czyli wojna rządów z rządzonymi przez siebie narodami. W ok.190 krajach... jednocześnie! Wojna o której pisał Orwell: „Teraz wojnę toczy rząd przeciwko obywatelom własnego państwa”. Orkiestrowana z jawnych i niejawnych centrów ponadnarodowych. Kto nie dostrzega wyjątkowości takiej sytuacji, nie mającej chyba do tej pory precedensu w historii – ten już niczego nie dostrzeże.

Wśród niezależnych uczonych i komentatorów pojawiają się dwa uderzające określenia i odniesienia: Faszyzm i demoniczność sił organizujących tę globalną operację. Odzwyczailiśmy się od tych terminów. Demoniczność pożegnaliśmy wraz ze średniowieczem, faszyzm pogrzebaliśmy w Norymberdze. I nagle ludzie o takim autorytecie jak m.in.dr Vera Sharav, dr Michael Yeadon, abp Vigano sięgają po tak mocne słowa...

Do tego, jakie wspólne elementy z faszyzmem mają obecna epoka pandemiczna i nadchodzący postpandemiczny wielki reset, wrócę później, teraz trzeba powiedzieć trochę o demoniczności sił sprawczych obecnej wojny o zdrowie ludzkości. O zdrowie psychiczne.

Simone Weil pisze, że istota demoniczna to taka, która chce wszystkim zawładnąć przemocą. Jest to dość dobre ogólne, kategorialne określenie podludzkości. Podludzkości, żeby było śmieszniej i tragiczniej, przyznającej samej sobie prerogatywy... nadludzkości. Można by metaforycznie powiedzieć: naucz zwierzę ludzkiej mowy i wiedzy a weźmie cię owa hybryda pod but i odmówi ci miana człowieka. Wspominał o tym Ajschylos w niezwykłych słowach „Prometeusza w okowach”: „… Lecz ludzi jak skrzywdziłem ciężko,

 Słuchajcie, gdy poprzednio nierozsądnym dałem

 Rozsądek i rozumu siły rozbudziłem;”

 Słowa Ajschylosa brzmią jakby były dzisiaj napisane, chociaż czasy mają przecież swoje języki. Frycz Modrzewski zapewne obecne położenie ludzkości opisałby swoją paletą ekspresji w takich słowach: „“[…] ludzie wcale nie znają podstępnej taktykiAntychrysta, dusze zaś wielu po dzień dzisiejszy trzymane są w niewolibabilońskiej.”

 „Podstępna taktyka Antychrysta” oraz „zniewolenie dusz” zachowują także dziś swą przydatność i precyzyjność.

A może demon, byt ów posługujący się głównie przemocą to bestia w człowieku, jego bestialskość, zwierzęcość? Zwiedzeni linearnością języka sądzimy, iż rzeczy i byty stoją obok siebie jak... drzewa w swoistym silva rerum,  podczas gdy rzeczy są systemami podsystemów, hierarchicznymi strukturami warunkowo narastających warstw. Na możliwe nowożytne rozumienie demoniczności w człowieku naprowadza nas psycholog i psychiatra Victor Frankl [1]: “Tak więc również człowiek, zostawszy człowiekiem, pozostał w jakiś sposób i zwierzęciem, i rośliną.”

O zwierzęcych (a także roślinnych), niższych duszach w człowieku pisali Arystoteles, Orygenes i Edyta Stein (pośród wielu innych). Człowieczeństwo to wycinek spektrum „między heroizmem a bestialstwem”, że posłużę się tytułem pracy Konstantego Michalskiego. Wiedział o tej graniczności i płynnym przejściu z królestwa ludzkiego do „królestwa” zwierząt i nasz Frycz Modrzewski, gdy mówił o tym w takich oto mocnych słowach: „człowiek wszystkie stworzenia przewyższa rozumem i [...] są w nim jakoby iskry rozsądku i cnoty […] jeśli nie wykształci rozumu poznaniem tego, co jedynie dobre, jeśli owych iskier cnoty i mądrości nie rozdmucha w gorejące płomienie, zapada się w przepaść tego, co przeciwne uczciwości, i wtedy nie masz niczego odeń głupszego, niczego rozwiąźlejszego, niczego bardziej wyuzdanego i występnego, niczego w każdej żądzy zuchwalszego. Żaden zwierz nie jest tak ohydny i okrutny, by się dał z jego okrutnością porównać.”

Przybliżyliśmy więc trochę – mam nadzieję - rozumienie zwrotu „siły demoniczne”, z wypowiedzi dr Michaela Yeadona, gdy mówi, iż obserwując to, co się dzieje w kwestii „szczepionek” w roku 2021 wie, że „jesteśmy w uścisku sił demonicznych”. Arcybiskup Vigano mówi o „siłach diabelskich”. Hermann Broch [2] zaś – w powieści opisującej preludium faszyzmu zwięźle mówi: „Co demoniczne, oślepłe jest,

 […] upiory są oślepłe”, wprowadzając ważna kategorię „wspólników demonów w złym dziele, czyli ludzi-upiory”, o której to kategorii aktorów i współsprawców obecnych, szokujących wydarzeń pandemicznych będzie jeszcze mowa.

5. ZBYT WIELKIE KŁAMSTWO I TECHNIKA SZOKU MENTALNEGO

 „W wielkim kłamstwie zawsze istnieje pewna siła wiarygodności; ponieważ szerokie masy narodu (…) w prymitywnej prostocie ich umysłów łatwiej padają ofiarami wielkiego kłamstwa niż małego kłamstwa, gdyż sami często opowiadają małe kłamstwa w małych sprawach, ale wstydziliby się uciekać do wielkiej skali kłamstw. Nigdy nie przyszłoby im do głowy, aby sfabrykować kolosalne nieprawdy i nie uwierzyliby, że inni mogliby mieć zuchwałość, aby tak zniekształcić prawdę. Mimo że fakty, które to potwierdzają, mogą być wyraźnie przywołane w ich umysłach, nadal będą wątpić i wahać się i nadal będą myśleć, że może być jakieś inne wytłumaczenie [niż to, że podany im zbiór „informacji” jest wielkim, monstrualnym kłamstwem]. Ponieważ rażąco bezczelne kłamstwo zawsze pozostawia po sobie ślady, nawet po jego obnażeniu. Fakt ten [fakt skuteczności monstrualnych kłamstw] znany jest wszystkim znanym kłamcom na tym świecie i wszystkim, którzy spiskują razem w sztuce kłamstwa.” – Adolf Hitler, „Mein Kampf”.

Rozbicie umysłu poprzez kontrolę mediów i edukacji osiąga każdy kandydat na władcę ludzkich głów i serc prowadząc walkę na trzech frontach: 1. rozbicie logiki zachodniej (arystotelesowskiej) w zestawie codziennie preparowanych sprzecznych, zwalczających się „informacji” 2. wytworzenie chaosu psychicznego w centrum emocjonalnym każdego człowieka 3. pomieszanie werbalne, czyli dywersja nowych słowników i nowych definicji (przykład: redefinicja „pandemii”) oraz zorganizowanie ich „marszu przez instytucje”. Atak na 3 powyższe centra decyzyjne wzbogacony jest o bezustanny „pokaz siły”, czyli pokaz tego, że MY możemy mówić rzeczy sprzeczne, czasem idiotyczne, rzeczy nieudokumentowane, lub bezczelne w odstępie kilku dnia WY musicie to wszystko zaakceptować. Wszystkie wolty i odwrócenia o 180 stopni „eksperckich” i „obiektywnych opinii” powtarzać macie jak wytresowane zwierzęta powtarzają jedne po drugich w dowolnej kolejności wytrenowane zestawy ekwilibrystyczne. „Hitler nigdy nie był logiczny, ponieważ wiedział, że właśnie tego oczekiwano.” Logika przywołuje świat logiczny a ten przecież jest manipulantowi najmniej potrzebny. „Nielogiczność dezorientuje tych, którzy myślą trzeźwo.” Daje nielogicznym automatyczną przewagę. Jest jedną z najważniejszych broni na współczesnym polu walki rządów z ludem.

Psychologia nazywa tę technikę manipulacji opinią powszechną „strategiczny wstrząs mentalny”. „Strategiczne wstrząsy mentalne były instrumentami, których używali naziści, gdy weszli do Nadrenii w 1936 roku i kiedy zawarli pakt o nieagresji z Rosją w roku 1939. Stalin zastosował tę samą strategię podczas inwazji koreańskiej w 1950 r.” Irracjonalność, gdy jest eksponowana – wprowadza przeciwnika (jak i własnego „poddanego”) w zamęt.

Jawność i permanentność radykalnego łamania racjonalności, gdy idzie ze strony posiadających władzę – wbrew pozorom nie odbiera im autorytetu – wręcz przeciwnie: wobec ludzi przeciętnych intelektualnie dodaje ich władzy swoisty nimb nadprzyrodzonościposiadanego mandatu władzy. Przy słabości elit danego społeczeństwa emitowana z ośrodków władzy nachalna psychoza może udzielić się większości danej wspólnoty. Człowiek przeciętny (mierny w terminologii E.Hello) z powodu przeciętności swej wyobraźni i znikomej wiedzy o mechanizmach świata, polityki i o meandrach dewiacji psychicznych – nie jest w stanie uwierzyć w to, iż pewni ludzie publicznie znani mogą być aż tak zepsuci i zuchwali oraz że mogą fabrykować aż tak monstrualne – jak „pandemia” kłamstwa na skalę globalną. Sami by się nie odważyli ryzykować rozgłaszania tak bezczelnych kłamstw i projektują tę swoją niezdolność na innych a zwłaszcza na tych stojących wyżej na drabinie społecznej.

Kandydaci na dyktatorów znają tę prawdę, że najlepiej robić rzeczy, które ludziom nie mieszczą się w głowie – bo w to iż one się dzieją nikt nie uwierzy. Kandydaci na wielkich potentatów globu wiedzą, że nie mogą zdobywać władzy za pomocą małych kłamstw – po krótkim powodzeniu ich kłamstewka upadną. Monstrualne kłamstwa, globalne operacje psychologiczne, totalna unifikacja przekazu i „chamska” manipulacja „informacjami ze świata” – mają 100% skuteczności i ogromną prędkość rozchodzenia się w próżni niesamodzielnego i ufnego umysłu zwykłego człowieka. Im większe jest oszustwo zaplanowane na globalne, tym większe szanse na to, iż zostanie przyjęte „z pocałowaniem ręki”. Nikomu nie przyjdzie do głowy, nie zmieści się w głowie, że ONI mogą posunąć się aż tak daleko, zwłaszcza że „powszechnie” przecież uważa się ich za filantropów i elity.

Owa niemożność wyobrażenia sobie „czystego zła” i tego, że jego kreatorzy żyją wśród nas – właśnie to (wg wielu komentatorów) było główną przyczyną rozlania się „pseudopandemii” po świecie i po milionach głów. Przyjęcie kłamstw przez miliony ludzi i przez rządy – to druga przyczyna wzrostu wykładniczego liczby ludzi zmanipulowanych. Zwykły człowiek żyje patrząc na innych. Widząc miliony wierzących w „pandemię” lub miliony chcących się zaszczepić i nie obawiających się tego – uznaje wielka liczbę „uczestniczących” za... argument i dołącza do owych milionów. Wiedziała o tym Leni Riefenstahl oraz organizatorzy ciągnących się po horyzont Parteitagów NSDAP. Żadna logika nie porwie ludzi w takim tempie jak bezczelne kłamstwa opętanych polityków i patokratów. „Ekstatyczny udział w masowym uniesieniu to najstarsza psychodrama na świecie”. Obłęd jest gwałtowny i błyskawiczny jak żywioł natury, bo i nim w swej istocie jest. Wiedza o tej nie tak często stosowanej manipulacji monstrualnym kłamstwem nie powstała, oczywiście, wraz z Adolfem H. Istniała od dawna być może dając ongiś siłę legitymizacji szczególnej pozycji warstwy szamańskiej. W Mein Kampf  ta wiedza technokratyczna została tylko ujawnioną szerzej. Dodajmy do teorii „manipulacji zbyt wielkim kłamstwem” 1. zastraszającą sugestię oraz 2. masową sugestię („miliony, panie, miliony nie mogą się mylić!”) i 3. korupcyjność natury ludzkiej - a otrzymamy kościec naszej „pseudopandemii” ciągnącej na rzemyczku prawie 200... rządów.

Herling-Grudziński używa pojęcia...  n o w a   normalność w ciekawym kontekście. A mianowicie pisze, że sędziowie jerozolimscy nie rozumieli   n o w e j   normalności Eichmanna w Wieku Zorganizowanych Ideologii. Czy nie był to profetyczny wgląd Herlinga względem dzisiejszych sensów nadawanych postkowidowej Nowej Normalności

6. CZARNA INICJACJA ŁAMANIA KRĘGOSŁUPA

 Ekspansja globalnego kłamstwa dzieli społeczeństwa i narody. Demiurgowie aksamitnych zamachów stanu czynionych aż na taką skalę wymagają – rzecz jasna - jasnego opowiedzenia się po jednej ze stron. Charakter ofiary musi być złamany nieodwracalnie i... uroczyście. Kapłani całej operacji jawnie parodiują autentyczne nawrócenie (opisane m.in. u Platona, czy też w Ewangeliach). To mogące być z powodzeniem nazwane satanistycznym – nawrócenie, musi być całościowe, jak wszystkie nawrócenia. Musi zagarniać, spętać całą boską i prawdziwościową naturę człowieka. Stan człowieka po odwróconym nawróceniu, po czarnej inicjacji w „Świat” pozoru, kłamstwa, prymitywnego behawioru opisują psychologowie tak: pasożytnicze superego żyje w sumieniu człowieku i przemawia głosem zewnętrznego mistrza, lidera sterującego operacją. Parteitag... wewnętrzny. Regresja antropologiczna wieńcząca proces postępującej hipnozy i mająca skończyć się nową formą myślenia wykluczającą nawrót do starych form (przypominają się tu „nowe formy” sławione przez część teoretyków „oświecenia” i rewolucji francuskiej oraz kolejnych rewolucji). Jednak ponieważ zdrowie natury ludzkiej bywa niezwyciężone, to „nowość” form obłędu musi być KAŻDEGO dnia karmiona przez instruktorów dostarczaniem kolejnych argumentów, rozumowań, pseudodowodów, porcji „ekspertów”. Fundamentalna, antropogenna różnica między Prawdą a Kłamstwem zanika. Wszyscy pływają w „pierwotnej zupie”. Nikt nie wie, jak odróżnić prawdę od fałszu, aż w końcu większość akceptuje ów podludzki stan jako nową normę.

Władza jednak na swój użytek dokładnie wie, które ścieżki mogą doprowadzić do demaskacji Kłamstwa. I te drogi obstawia gęsto swoimi strażami. Najpewniejszym dowodem złych zamiarów oraz mesjanistycznych chęci pseudoelit jest nachalność, irracjonalność i przyspieszanie tłumienia wolności słowa. Podział Prawda-Kłamstwo znika, lecz tylko oficjalnie. Przez maszynistów masowej psychozy Prawda jest coraz ściślej represjonowana. Jawna i skryta cenzura rośnie w siłę aby ludzie żyli coraz bardziej wykastrowani z racjonalności z każdym dniem „pandemii”. Jak niezmienne są mechanizmy małości ludzkiej uczą nas pochodzące sprzed wieków słowa Frycza Modrzewskiego mówiące o psychologicznych korzeniach cenzury: „“[…] możność swobodnego mówienia […] może tłumić […] szczególnie […] miłość własnej korzyści i strach przed kimś.”Modrzewski miał tu na myśli niewątpliwie strach uzurpatorskiej władzy przed gniewem ludu.

Kończąc wątek jednego z głównych mechanizmów masowych psychoz, w tym klasycznej jej postaci jaką jest „pseudopandemia koronawirusowa”, czyli mechanizmu „szoku psychicznego” trzeba – za psychologami - dodać, że stworzony przez ten szok „nowy człowiek” może iść dwiema drogami: 1. wstrząs mentalny może spowodować apatię, zobojętnienie na jawnie sprzeczne informacje płynące ze świata 2. może też szok psychiczny zaowocować całkowitym i biernym „przystaniem” do tłumu, masy i milionów innych oraz powtarzaniem opinii oczekiwanych przez media i co dzień przez nie kreowanych.

7. BÓG ŚMIERCI, CZYSTOŚCI I REGRESJI

Archaizacja: trzeba wskrzesić jako główne odczuwanie świata i drugiego człowieka „wrogość”, „groźbę”, „nieznaność”, „obcość”. Każdy gotów jest walczyć w obronie swojego, jednostkowego zdrowia z wyimaginowanym zagrożeniem ze strony Innego. Albo w obronie wyimaginowanego zagrożenia zdrowia swojej rodziny. Jest to czyste odwrócenie wartości zachodniego systemu wartości, jawna perwersja i otwarty materializm.

Z punktu widzenia „bossa zarządzającego wiecznością” ludzkość, poza wąską grupą mu podobnych potentatów – to śmiertelnicy. Oni zaś, herosi przeszczepów narządów, twórcy transhumanistycznych rojeń o uzyskaniu fizycznej nieśmiertelnościnadśmiertelnikami. Za przyczyną tej swojej obsesjibycia nieśmiertelnym są jakby stworzeni do patologicznego widzenia świata jako oddziału chorób zakaźnych, jako miejsca, gdzie o niczym innym nie powinno się obsesyjnie myśleć niż o unikaniu skażenia, zabrudzenia, zepsucia mechanizmu i końcowej awarii.Nieśmiertelność, gdyby nie była faktyczną obsesją najbogatszych, to można by jej dominantę logicznie wywnioskować z pustki ich życia. Obłędnie bogaci mają dostępne wszystko. Lecz ich sztuczna, materialna wszechmoc zatrzymuje się na fenomenie śmierci. Nic nie przyprawia pretendentów do wszechmocy o większą wściekłość, niż świadomość tego, iż kiedyś będą musieli swoje góry złota pozostawić i odejść nie wiadomo gdzie. Śmierć jest jednocześnie największym ich wrogiem i... Bogiem. Nie mogą przestać jej widzieć nawet w momentach kulminacyjnych swoich orgii, jak je niedyskretnie przedstawił po części S.Kubrick. Patologicznie uformowany umysł ma piramidę wartości postawioną na głowie. Ich strach przed śmiercią jest zarazem formą kultu śmierci. Jak w archaicznych, prymitywnych religiach bliskiego wschodu i azjatyckich stepów. Mysterium tremendum et fascinans.

Tą swoją „pierwotną religijnością” chcą zainfekować wszystkich a szczególnie tych o zdrowo uformowanym umyśle i tegoż hierachii wartości. Niewykluczone, że jest tak, jak w genialnym wglądzie pisze Max Scheler, czyli że ukryta nienawiść do najwyżej uformowanych jakości ludzkich (osoba, Bóg osobowy i duch wspólnoty wartości) jest motorem prób budowy przez nich świata alternatywnego, świata na opak, świata walczącego ze śmiercią zamiast budującego życie...

Wyczuwamy tu jakieś źródłowe, nieredukowalne napięcie, jakiś Rubikon oddzielający to, co jest jeszcze nieludzkie (bądź to, co nigdy nie będzie ludzkie) - od ludzkiego. Tajemnicę Zła (Unde Malum?). Jakiegoś „Zwierzoczłekoupióra”. I w tym kontekście staje nam przed oczami „kuszenie na górze”. Na górze społeczeństwa i biznesu. „Pandemia” uświadomiła nam, że ci, którzy są na samej górze przegrali swoje trzy kuszenia. A może nawet mocniej: że sami przyzwali kusiciela z najnowszą ofertą uczyniwszy go członkiem rady nadzorczej świata...

CZĘŚĆ II

1. WIEDZIEĆ KTO, PO CO I JAK Z NAMI WALCZY

 Skoro już wiemy, że coś nie posiadającego na taką skalę precedensu – zaskoczyło nas i że to coś jest wojną wypowiedzianą nam, wojną przeciwko ludzkości i starej normalności – to trzeba przyjrzeć się dokładniej kim jest ów zbiorowy agresor, w imię jakich „idei” toczy tę zaborczą wojnę, jakie zaplanował etapy wojny i jakiego „nowego człowieka” chce wyprodukować w swej fabryce . Wiedząc już CO się dzieje, w drugim rozdziale będzie można przejść do tego KTO to robi i PO CO to robi. Im szybciej i w większej skali uświadomimy sobie, że jesteśmy w stanie wojny z siłami podludzkimi opętanymi swoimi patowizjami, tym bardziej wzrosną nasze szanse na uratowanie istoty człowieczeństwa. Z czym mamy walczyć? Na to pytanie musimy precyzować odpowiedzi. Może to, co nadjeżdża na maksymalnie użytecznym wehikule koronawirusa to nie banalny socjalizm, wyjęty z odwiecznego bestiariusza komunizm czy kolejna rewolucja przemysłowa, lecz twór o wiele bardziej złożony, niebezpieczny i niemożliwy do wycofania, gdy zacznie budować sobie gniazdo w zdewastowanej naturze człowieczeństwa. Nie możemy pomylić płaszczyzn. Musimy prawidłowo widzieć Z JAKICH POZYCJI atakuje nas wróg. To już nie li tylko przewidywalna walka z późnymi wnukami Marksa. Jak pisze Patrick Wood: „jak mamy przeprowadzić skuteczny kontratak, skoro nie jesteśmy świadomi zmiany płaszczyzny?”. To całościowy atak pozaludzkiego na ludzkie. Przeprowadzany z płaszczyzny najwyższej z możliwych.

2. PSYCHOPACI I SOCJOPACI ZA STERAMI PANDEMICZNEGO REMONTU ŚWIATA

 Odeszliśmy daleko od czasów, gdy największą obelgą ze strony ludu pod adresem polityków było „złodzieje”. Czyżby już nie było czego kraść? A może znikli złodzieje? Do kradzenia zawsze coś się znajdzie a i złodzieje jak się rodzili, tak się i rodzą. Jednak lud od roku czasu sięga po inne epitety pod adresem wyalienowanych rządów 191 państw zgodnie grających morderczy spektakl „Pandemia koronawirusa”. Nie przypominam sobie podobnego okresu, gdy i w Polsce i w świecie Zachodu równie często padały pod adresem demokratycznie wybranych władz określenia ostre, konkretne, nie metaforyczne lub ogólnikowe, jak „złodzieje”. Mam na myśli dwa określenia: „rządzący psychopaci”, „rządzący socjopaci”, ew. „psychopatyczni oligarchowie”. Zresztą nie tylko lud, lecz także liczni niezależni obserwatorzy, publicyści i naukowcy nagle, od ponad roku zaczęli diagnozować rządy narodowe i ich ponadnarodowych mocodawców, w terminach mniej lub bardziej psychiatrycznych, tymi dwoma słowami: psychopaci i socjopaci.

O czym to mówi? Coś się stało bezprecedensowego, coś wyszło na jaw, ktoś „nabroił” i by to ukryć brnie dalej w niewyobrażalne nie tylko działania, lecz i projekty. Wprawdzie już dekadę, dwie po II wojnie zaczęto mówić o „nienormalności” wielu polityków, o tym jak polityka, partie i ślepi ich wyznawcy wynoszą w górę, aż po same szczyty jednostki zdegenerowane lub po prostu wymagające opieki psychiatrycznej. Podobnie było przed II wojną. Publiczny handel narodami, który się odbył w latach 40. XX w. ośmielił osobniki „robiące” w polityce do mniejszego ukrywania swej patologicznej drugiej twarzy.

Victor Frankl ujął to tak: “Znane jest powiedzenie niemieckieg patologa Virchowa: “Polityka to medycyna na większą skalę”. Patrząc na to, co się dzisiaj w polityce dzieje, można by ulec pokusie, by zmienić to zdanie następująco: “Polityka to psychiatria na większą skalę”. […] Mówi się już o “psychopolityce” (Johannes Neumann), a nawet żąda się, aby przywódcy polityczni okresowo poddawani byli badaniom psychiatrycznym.” Trafnie mówił też Frankl o pokrewieństwie „niektórych rodzajów psychopatii z pewnymi kierunkami politycznymi”.

A może Frankl łącząc polityków z pacjentami psychiatrycznymi tylko efektownie metaforyzuje? 

Trzeba tu zaznaczyć, że w potocznym użyciu termin „psychopatia” jest terminem zbiorczym, często używanym intuicyjnie i stosowanym by opisać SPD (schizoidalność), NPD (narcystyczność) oraz „mattoidalność” (termin C.Lombroso). Prof. K.Dąbrowski w ramach terminologii swojej teorii psychologicznej psychopatię nazywał „pograniczem integracji prymitywnej i dezintegracji jednopoziomowej”. Pisał o nich tak: „Niektóre z tych cech powodują, że psychopaci cieszą się dobrą na ogół opinią otoczenia, jako ludzie sprawni, efektywni, dobrzy organizatorzy [...] nie ma zatem większych oporów przeciw psychopatom jako [...] kandydatom na odpowiedzialne stanowiska w administracji, handlu, produkcji itp. Dopiero po jakimś czasie ujawniają się skutki ich negatywnego oddziaływania, jak trudności w życiu indywidualnym, konflikty międzyludzkie, a nieraz wręcz klęski społeczne.

Wielcy psychopaci powodują klęski i zniszczenia, których skutki odczuwane są przez całe pokolenia na przestrzeni wielu lat. [...] Lubią działać na skalę historyczną, najczęściej niszczą wartości ludzkie i społeczne, choć czasem wydaje im się, że je budują [...] brak hamulców i wahań daje im siłę automatyzmu, siłę bezwzględności, pozbawia skrupułów i wyobraźni”.

Opinia prof. K.Dąbrowskiego potwierdza, że Frankl nie przesadzał. W kilku pracach Dąbrowski dał opisy psychiki psychopatów. Jednak – zajęty innymi dziedzinami psychologii i psychiatrii - nie wgłębił się w analizę patologii psychiki osób politycznie czynnych tak całościowo i wyczerpująco, jak tego dokonał holenderski psychiatra Joost Meerloo w świetnej pracy „The Rape of the Mind” [3]. Meerloo nie miał złudzeń co do polityków. Był zdania, że stosowane w polityce intuicyjnie, instynktownie lub wyuczone techniki psychologiczne mogą „prać mózgi całych narodów i zredukować ich obywateli do poziomu czegoś w rodzaju bezmyślnego robotyzmu, który staje się dla nich normalnym sposobem życia”.

3. PATOLOGICZNA IMAGINACJA PANDEMII

 Władza dla władzy i niemożność zatrzymania raz uruchomionego dążenia do przesadnej kontroli nie tylko politycznych przeciwników, lecz także... swych wyborców – to dwa klasyczne znamiona patologii w polityce. Czy ludzie opętani władzą i kontrolą są zdrowi psychicznie? Meerloo po doświadczeniach obozowych i wojennych oraz po pracy jako psychiatra dla holenderskich sił zbrojnych nie ma wątpliwości: ludzie o umysłach owładniętych żądzą władzy i kontroli są jednostkami chorymi psychicznie w normalnym, klinicznym znaczeniu tego słowa. „Są ludzie cierpiący na chorobę psychiczną objawiającą się w przemożnej potrzebie kontrolowania innych istot ludzkich i hodowania w sobie poczucia nieograniczonej wszechmocy. Jest to oczywista psychiczna aberracja i to głęboko zakorzeniona.”

Ludzie już w młodości projektujący pomniki jakie ludzkość będzie im stawiać za 10-20 lat w podzięce za uszczęśliwienie – nie zawsze są odizolowani w zakładach psychiatrycznych, czasem są gwiazdami mediów i parlamentów, innym razem nazywają się Adolf Hitler i upajają milionowe tłumy rodaków. Fenomen formy hybrydowej między zdrowiem a obłędem opisał świetnie Lombroso nazywając ją „mattoid”.

Często owi projektanci swoich pomników imaginujący swą wszechmoc wchodzą w skład rządów, kierują tzw. organizacjami międzynarodowymi lub dobroczynnymi. Takimi np. jak Światowa Organizacja... Zdrowia. Mogą okupować latami dowolne miejsce drabiny społecznej, czekając na swój moment, od szczebla członka rady miejskiej jakiegoś miasteczka po szefa np. ONZ. Czekając na swoją chwilę. Jest ich tak dużo, że zawsze sporej liczbie z nich wyborcy powierzają jakieś zakresy kluczowej władzy.

Kandydaci na zbawców ludzkości muszą mieć jakiś wehikułniosący ich urojenia wartkim prądem i nadający im koherentność. Bez tej koherentności, bez jakiejś ideologii lub „światowej organizacji” łatwo byliby rozpoznani przez ludzi jako zwykli, standardowi szaleńcy. Ideologia urealnia ich, legitymizuje częściowo w świecie zdrowia. Ideologia (w zasadzie dowolna, gdyż ich umysł nie posługuje się pełnym trójkątem semiotycznym: słowo-sens-rzecz, lecz operuje na poziomie woluntarystycznego nadawania słowom chwilowego sensu pożądanego przez ich czynności perswazyjne, sensu bez odniesienia do rzeczy), ideologia której pojęciami żonglują płynnie nadaje im pozór normalności. Publiczność ten list polecający od... ideologii, tę legitymizację ideologiczną, instytucjonalną, teoretyczną kupuje nie wiedząc, że ktoś ich wciąga siłą na oddział zamknięty.

Bez ideologii groziłoby im wzięcie za dziwaków. Poza tym ideologia umożliwia im zjednoczenie sił z pokrewnymi socjopatami, psychopatami, mattoidami, schizoidami i tym samym zwielokrotnienie mocy i zakresu oddziaływania. Ideologia jest językiem obowiązującym na statku szaleńców. Przestępczym slangiem w którym zaczynają się porozumiewać liczne wyobraźnie opętane manią zbawczą lub kontrolną. A kiedy kandydatów na zbawców, wielkich reformatorów i rewolucjonistów jest parę dziesiątek, setek, tysięcy i posiadają w miarę uzgodnione „wizje” tego, jak zbawić ludzkość i gdy wśród nich jest kilkunastu posiadaczy takiej ilości gotówki, że muszą się wysilać, by wpaść na to, co z nią zrobić, to wtedy zaczyna robić się naprawdę niebezpiecznie dla reszty ludzkości i czas ten, gdy ta zorganizowana grupa podejmie na poważnie próbę wcielenia w życie swych zbawczych obsesji – zbliża się nieodwołalnie

Gdy chwycą się jakiegoś systemu myślowego, politycznego, gospodarczego zaczynają go instrumentalizować całkowicie używając jako narzędzia przybliżającego do urzeczywistnienia swoich obsesji. Narzędzia do manipulowania innych (być może początkowo nawet nieświadomego, tylko odruchowego). Jednak obsesje naciskają coraz mocniej na rdzeń umysłu przyspieszając – jak celnie chwyta to swym psychiatrycznym doświadczeniem Meerloo – przechodzenie „od złego do gorszego”.

 Wewnętrzne kłamstwa raz zapoczątkowane, zaczynają rosnąć skokowo. Umysł ma wiele mechanizmów obronnych, którymi może zaślepić sumienie: 1. obronne oszukiwanie samego siebie 2. zatrzymany wgląd 3. uchylanie się od emocjonalnej identyfikacji z innymi 4. degradacja empatii [4].

Ideał ustroju o którym marzą politycy o socjopatycznej, mattoidalnej i schizoidalnej strukturze osobowości to, w sposób oczywisty, technokracja, technokratyczny „aksamitny” (nie obozowy jak w Chinach) totalitaryzm. Tylko technokracja da się aż w takim stopniu użyć jako narzędzie dla prób wprowadzania w życie swego poczucia wszechmocy boskiej i bycia nadczłowiekiem. Tylko hipertrofia mechanizacji cechująca ustrój technokratyczny może w jakiejś dziwnej pseudo-autoterapii dać ukojenie wewnętrznego chaosu każdemu kandydatowi na globalnego dyktatora.

4. PSYCHOPOLITYKA

 Z istniejącej literatury wynika, że czołowi autorzy dystopii (HG Wells, Huxley i Orwell) dawali wyraz swojego głębokiego niepokoju upiorną przyszłością człowieka zrobotyzowanego, wyszkolonego na bycie ludzką maszyną. Człowieka żyjącego w zmechanizowanym, techno-lewiatanie państwowym niczym... Jonasz w brzuchu wieloryba. W wielkim mrowisku, gdzie wszelka indywidualna myśl jest zastąpiona przez dowolnie uruchamiane przez „dowódców” nawy państwowej 3 przyciski noszące nazwę „masowa ekstaza”, „masowy fanatyzm” i „przerażenie i panika”. Świat z wyłączoną myślą jest rzeczywistością somnabulizmu [5].

Widzimy w witrynie księgarni książkę z uśmiechniętą fotografią szczęśliwej osoby, G.Sorosa, L.Finka, K.Schwaba, B.Gates`a etc., która opowiada nam jak to czuje się bogiem. I jak to chce polepszyć losy wszystkich ludzi na ziemi. Jakoś nie zauważamy, że to, co chce im zaoferować to przygotowała ta postać bez zapytania się o zdanie chociaż jednego z tych miliardów, które chce uszczęśliwić. 

Co powinniśmy sobie pomyśleć? Że ten produkt na kredowym papierze to być może... credo   p a c j e n t a, jego spowiedź   k l i n i c z n a. Że mamy do czynienia z maksymalnie zdesocjalizowaną jednostką żyjącą w świecie swoich fantazji. Zagubiona samotna jednostka patologiczna sprzedawana nam jako filantrop i zbawca. Ze swoich niemożności i swojego przeciętniactwa chcąca „ustroić” nam przyszły globalny dom, dom na miarę jego małości i jego choroby. I na miarę jego ambicji do osiągnięcia pełnej przewidywalności i kontroli, gdyż ten rodzaj choroby spełnia się w nienawiści do wolnego wyboru, do konfliktów, sprzeczności życiowych, słowem w nienawiści do życia samego z jego nieprzewidywalnością. Z tej obsesji bycia zagrożonym przez wolność innych ludzi i przez dusze ludzkie pełne sprzeczności wynika obsesyjne dążenie do zautomatyzowania wszystkiego. Robotyzacja zarodka, pokarmu, rozrywki i pracy WSZYSTKICH MU PODDANYCH. Przybliża go to do realizacji marzenia o wszechmocy. Wszechżarłoczne Ego rozparte na tronie – jak u Boscha - pożera i wydala wciąż kolejnych ludzi. Ja jako Bóg pożerający swoich wyznawców i zmieniający ich w nawóz użyźniający własną wielkość. I właśnie po to wymyślono marketing oraz PR, byśmy kanibalistyczne demony percypowali jako zbawców.

Gdy słyszymy jak jakiś przeciętny umysł znany głównie z potęgi swojego konta bankowego uderza w tony - jak pisze Herling - poczucia "monumentalności" i "rozmachu dziejowego' oraz używa formuły "raz na dwa tysiące lat", to musi nam się błyskawicznie zapalać czerwona lampka i przypominać proces Eichmanna, którego drogę życiową krótko opisał Herling [6] tak: "Był zdeklasowanym zerem mieszczańskim [...] zaglądającym chętnie do wolnomularsko-burszowskiej loży [...]" Gdy wstąpił do grupy ludzi podobnych jemu "odkrył rozkosz szybkiego  wspinania się po drabinie [...] karnego maszerowania w szeregach Tysiącletniej Rzeszy, przebudowywania całego świata na jej obraz i podobieństwo [...]. Takie zadania stają przed ludzkością raz na dwa tysiące lat."

 Wyimaginowana kraina snów schizofrenika wyciąga do nas swe szpony. Nigdy jeszcze choroba psychiczna nie była tak spowinowacona z polityką jak w demokracji XX i XXI w.

Każde zastrzeżenie wobec patoimaginacji osobnika tego typu powoduje nieopanowaną agresję lub modyfikacje wizji o nowe techniki wszechkontroli.

 Czym się różni malwersant finansowy Soros (nazwisko Soros jest tu tylko exemplum, równie dobrze można by tu wymieć parę tysięcy innych nazwisk) od lokalnego reketiera w mieście wojewódzkim? Niczym oprócz skalimafijnego biznesu. O, przepraszam, zapomniałem o jednej ważnej rzeczy. O hipertrofii imbecylnej pychy. Żadnemu reketierowi nie przychodzi do głowy ogłaszać się Bogiem i projektować plany urządzania życia ludziom z drugiej strony globu. Pospolity reketier wie, że jest po prostu zwykłym przestępcą, skutecznym do czasu. Soros, reketier globalny ogłasza się Bogiem, bo wie, że ilość posiadanej gotówki oraz koneksje dają mu 90% gwarancji nietykalności. Swoją rzekomą potęgę buduje na skorumpowaniu dużej części światowych elit. Swoją “wielkość”, swój pozór wielkości wznosi na małości innych. Jest reprezentantem małej i potężnej finansowo grupy ludzi łączących patologiczny umysł z przestępczymi działaniami. Dlatego finansuje też pomniejszanie ludzi, ich ogłupianie i prymitywizację. Degradacja mas ludzkich to najlepsza i najbardziej przyszłościowa inwestycja degeneratów oligarchicznych. Inny z konkurentów Pana Boga, Larry Fink, założyciel i właściciel BlackRock ogłasza koniec demokracji i zapowiada swoje interwencje w każdym, nie radzącym sobie państwie. „Nie radzącym sobie”– oczywiście – wg jego kryteriów i sensów.

Schizofrenik często swe nierealizowalne wizje kończy zastyganiem mobilności aż do katatonii włącznie. Klika o zapędach totalitarnych, będąca w pewnym sensie schizofrenikiem zbiorowym już nie zastyga sama w bezruchu – ona doprowadza do zatrzymania naturalnego biegu... realności. Zarządza katatonię realności, czyli... lockdown. Zatrzymanie świata daje chore poczucie mocy. Daje nadzieję na późniejsze – po ponownym włączeniu – dowolne jego ukształtowanie. Nadzieję na reset. Pseudoboskie zresetowanie świata. Zbliżenie się ku pełnemu bogów Olimpowi. Epikur pisał o międzyświatach. Polityczni schizofrenicy – dający sobie władzę nad wzbudzaniem i wygaszaniem oczekiwań każdego członka narodu – tuczą sobie oczy nagłym wybiciem ludzi z ustalonych kolein. Patrzą na ich bezładny ruch jak na rozbiegane owady pod nagle podniesionym kamieniem na wilgotnym trawniku. Umiejmy przejrzeć i pojąć ich... przyjemności. Zatrzymanie świata, ta pauza, to obserwowanie wybitych z życia, zdezorientowanych ludzi dawać może większą satysfakcję niż... zapoczątkowanie rewolucji, która jest innym wariantem resetu, bardziej na dodatek niebezpiecznym. Ta ekstaza mocy czującej władzę pchnięcia świata – po jego zatrzymaniu - na... dowolne tory. Boska ekstaza parodiująca ekstazę kosmogonii... Olimp obłędu.

 5. LOCKDOWNY I WIELKI RESET JAKO „AZYL” I „WSZECHMOC” SCHIZOFRENIKA?

 Reset lockdownu a potem reset zarządzony przez globalny – nazwijmy to – dyrektoriat (techno-dyrektoriat) nie są zagrożone (w mniemaniu dyrektoriatu) przez opozycję, kontrrewolucję, termidorian i podobne przeżytki. Technoresety wprowadzane i projektowane przez schizoidów (schizofreników) są w 100% innowacyjne i bezpieczne. Do czasu gdy ktoś lub coś spoza ich scenariusza, spoza możliwości ich wyobraźni tej ich maligny nie przerwie... 

Ci nieprzyzwoicie bogaci i zarazem zaburzeni palącą chęcią urządzania globalnego życia wszystkim innym, praktycznie rzecz biorąc (z powodu skali wielokrotności dochodów względem zwykłego, szarego Everymana) nie uczestniczą w normalnym życiu, lecz żyją w swego rodzaju azylu. Azylu przewidywalnym w 100% (prywatny odrzutowiec, jacht, pancerna limuzyna – rydwany przewożące faraona pomiędzy jego rezydencjami i zamkami komilitonów, uroczystymi galami a orgiami podobnymi do tych ukazanych przez Kubricka w „Oczach szeroko zamkniętych”). To nie jest realny, ludzki świat. To wyimaginowany azyl. Psychiatria uczy nas, że często schizofrenik woli życie w bezpiecznym, kompletnie przewidywalnym, wypełnionym automatyzmem i rutyną azylu, czy wręcz szpitalu, gdzie może bez przeszkód od rana do wieczora snuć swoje imaginacje wszechmocy – od życia „żywego”, opornego, szorstkiego. Ten ich szpital ma marmurowo-złote toalety i łazienki wielkości salonów, ale pozostaje szpitalem z salami dla schizofreników, paranoików i maniaków wielkości. Ich świat jest rutyną i automatyzmem wyuzdania. Innym też chcą urządzić z realnego świata szpital, azyl, lecz już nie wyuzdany, wyimaginowany, ale – by poczuli swój status niewolniczej subordynacji - siermiężny, zastraszony, wszechmonitorowany, sterylny, zahukany, antywitalny i asocjalny przypominający raczej halę robotów. Trafnie ktoś ujął istotę Nowej Normalności sanitarnego reżimu gotowanej nam przez oligarchicznych pacjentów jako „oddział szpitala zakaźnego”. Tak mamy się czuć i takie ma być środowisko naszego życia i naszej wolności.

 „Mglista fantazja tego, co technicznie doskonałe, matczyne łono, idealna nirwana.” [7]

 Złudzenie cudownego stanu idealnego, stanu w którym każda materialna potrzeba zostanie zaspokojona (mityczny dogmat każdego komunizmu). Wszystko zostanie uregulowane jak życie płodu w łonie albo życie schizofrenika w szpitalu psychiatrycznym.

 Nie ma interakcji pomiędzy ludźmi, zderzenia opinii, przekonań, walki umysłowej. Świat porusza się jak zegarek. Jest tylko podporządkowanie się systemowi karmienia i ogromny strach przez usunięciem z systemu karmienia.

Ucieczka w mechaniczność, próba zaprowadzenia kompletnej przewidywalności. Można zaryzykować twierdzenie, że są to psychiki, gdzie im większy wewnętrzny chaos, tym większy mechaniczny porządek potrzebny jest, by go przykryć.

Projektowanie własnej potrzeby całkowitej mechanizacji czynności życiowych na całe społeczeństwo jest „naturalne”, tzn. jest oczekiwanym symptomem osobowości całkowicie rozczłonkowanej w swych wyższych funkcjach a przebiegle sprawnej w reszcie funkcji psychicznych. Permanentna awaria wyższej funkcji samopoznawczej powoduje zdziwienie tym, że cały świat nie realizuje potrzeb mattoida, co prowadzi do zaprowadzania przemocą robotyzacji rzeczywistości na wzór zrobotyzowanej azylowej (szpitalnej, obłędnie uporządkowanej), by tym narzuconym porządkiem okiełznać rozchodzącą się na wszystkie strony meduzoidalną strukturę wnętrza osamotnionego, zdesocjalizowanego schizofrenika.

W schizofrenii ego wycofuje się z nie chcącej podporządkować się realności w automatyzm działania i w orgiastyczność imaginacji o władzy i wszechmocy. Podobnie członkowie masy wycofują swoje ego poprzez wtopienie się w kolektywną pseudo-jaźń, w masowe uczucia. Symbioza ludzi o skłonnościach dyktatorskich z ludźmi o chaotycznej strukturze charakteru może być niezwykle silna. I jedni i drudzy uciekają od wewnętrznego chaosu i braku struktury w świat zewnętrznych zarządzeń i mechanicznych działań. Może to być świat obsesji zdrowotnych, sterylności i dezynfekcji.

Niewolnikom wystarcza snucie w swoich łóżkach lub dnach butelek - marzeń o wszechmocy. Ich panom natomiast potrzeba już konkretnej rzeczywistości do przyjemności eksperymentowania i rozkoszy realnej władzy, a nie tylko odurzających jej substytutów. Jeśli natomiast chodzi o hegemona (jak go nazywali stoicy) psychiki (ośrodek kierowniczy), to pseudo-jaźń niewolnika identyfikuje się tu, utożsamia całkowicie z pseudo-jaźnią lidera, obydwaj mają w swoim centrum „pasożytujące ego”, z tą różnicą, że Pan, Lider identyfikuje je, a więc i siebie z... Bogiem. Bogiem, któremu nigdy wyznawców (=armii kołtunów) nie zbraknie, bowiem od początku świata, aż po jego koniec będą istnieć „ludzie-na opak”, czyli jednostki dla których absolutna kontrola życia i myśli jest przez nich maksymalnie pożądana, gdyż - jak pisze Meerloo -  zdejmuje z nich ciężar wszelkiej odpowiedzialności i życie wtedy staje się jednym wielkim, bezbolesnym snem. U kołtuna - jak podają psychologowie -  pasożytnicze superego  żyje w sumieniu  i przemawia głosem zewnętrznego mistrza. U tyrana pasożytnicze superego żyje w jego sumieniu  i przemawia głosem już nie zewnętrznego mistrza, lecz po prostu uświęconym głosem jego obsesji i mesjańskich rojeń. Taka analogiczna konstrukcja obydwu psychik daje podstawy do niezwykle silnej symbiozy obu monstrów psychicznych mogącej być nazwaną "symbiozą autokrata-kołtun"

6. TECHNOKRACJA JAKO SCHIZOIDALNA PROJEKCJA I PSEUDO-AUTOPSYCHOTERAPIA

 Rządy technokracji są wymarzoną formą dla wszelkiej maści totalitarystów, megalomanów i schizoidów rojących o byciu Bogiem. Technokracja nie jest ani lewicą, ani prawicą, bo chce zasiadać na tronie Boga. Stwarzać nowe światy, nowych ludzi. Mechanizacja społeczeństwa siłą rzeczy musi doprowadzić do odczłowieczenia, czyli do zorganizowanej brutalności oraz niszczenia indywidualnej moralności. Technokracja w stylu „wielkoresetowców” zabija nadzieję, oczekiwanie, wątpliwości, zaskoczenie, nieprzewidywalność; jednym słowem: z premedytacją morduje ludzką Wolność.

Możemy powiedzieć, że biurokracja jest prefiguracją AI, sztucznej inteligencji a AI jest podniesieniem biurokracji do potęgi. Biurokracja opóźnia życie, AI likwiduje życie, unieważnia je i - by tak rzec - wypatrosza je. Sztuczna inteligencja jako fundament działania państwa to stara, znana biurokracja, ale podniesiona do sześcianu.

„W technokratycznym świecie każdy problem moralny zostaje stłumiony i zastąpiony przez  ocenę techniczną lub statystyczną” [8]

Technokratyczny świat daje upust fantazjom i rojeniom schizoidów. Tak jak pojedynczy człowiek (i sfera wolnych wyborów jednostki) jest gwałcony w zmechanizowanym społeczeństwie, tak też życie wspólnoty jako całość jest poddane gwałtowi, gwałcona jest spontaniczna kreatywność i prawo do sprzeczności, kontrowersji, wariantów możliwych dróg rozwojowych.

Ustrój technokratyczny ponad lewicą i prawicą, ponad narodami jest projekcją ich obsesji dążenia do wszechmocy. Jednostki o skrajnym chaosie wewnętrznym czczą automatyzm. Nie mogąc go jednak wcielić w swoje wnętrze – żyją nadzieją na zorganizowania innym życia na wzór wielkiego, odczłowieczonego mrowiska. Państwo jako Mega-Owad sterowany zaledwie ich myślą – od tego Psychopatic-Dream nie mogą się wyzwolić.  

7. ZAMEK, PROCES I AMERYKA, CZYLI PERWERSYJNA WŁADZA, WINA I NADZIEJA

 Świat najpierw reżimu sanitarnego, potem dyktatury zdrowotnej to konieczny etap przejściowy na ominięcie reguł demokracji podczas procesu zaprowadzania technofeudalizmu globalnego i cyfrowej dyktatury.

Etap przejściowy jest niezbędny dla złamania człowieczeństwa w... człowieku. Przemoc psychiczna (narzucanie ciągłego poczucia bezprzyczynowej winy), przemoc duchowa (obietnice sztucznych rajów technokracji) oraz skrywana przemoc fizyczna – lepią nowego człowieka. Lockdown to idealna introdukcja, prefiguracja i trening rzeczywistości Wielkiego Resetu.

Pandemiczny świat pośredni jest niezwykle podobny do świata umysłu Franza Kafki. Jest to świat Zamku, Procesu i Ameryki,czyli Anonimowej Władzy, Nieznanej Winy i Fantasmagorycznej Nadziei. Pandemia to życie w głowie praskiego Żyda, pracownika biura ubezpieczeniowego – Franza Kafki. Fałszywa władza, fałszywa wina i fałszywa nadzieja. Łamanie siły ducha. Świat ciężki do uniesienia, syzyfowy. Jednak za zakrętem – jak kiedyś komunizm – czeka technokracja ze swoim dochodem gwarantowanym, równoważeniem wszystkiego i nieomylną precyzją obliczenia poziomu lojalności każdego obywatela. Po kwarantannie w głowie Kafki obiecuje się nam, że przeskoczymy do głowy zwykłego schizoida służąc jemu i jego grupie wsparcia za narzędzia pseudoautoterapii.

8.CZŁOWIEK PANDEMICZNY JAKO PRZYGOTOWANIE SZCZĘŚCIA NOWEGO CZŁOWIEKA

 Na drodze ku hybrydzie człowieka z owadem, człowieka z robotem musimy przejść fazę pośrednią o nazwie Człowiek Pandemiczny. Człowiek Pandemiczny to dzieciństwo względem fazy dojrzałej zwącej się Nowy Człowiek Nowej Normalności. Człowiek Pandemiczny nie ma już wahań woli i dylematów wyboru – funkcję woli przejmują instynkty. Zamiast niepotrzebnie rozbudowanej palety emocji Człowiek Pandemiczny żyje ze strachu, dla strachu i w strachu o swoje życie, jak aniołowie religii Gai – Matki Ziemi, czyli bracia nasi mniejsi – zwierzęta, w których duszy kontynent strachu jest podłożem i jest wszechogarniający. Zamiast zestawiania i konfrontowania ze sobą myśli – rozum przyjmuje formę łona otwartego na żyzny chaos przedlogiczny. Wola, emocje i rozum zostają perwertowane. Wolę zastępują instynkty i bezwzględne posłuszeństwo każdej władzy. Emocje są poddawane bezustannej, tresującej huśtawce z wyeksponowanym strachem jako podstawową reakcją na świat. Rozum jako źródło dyskomfortu zostaje wygaszony, logika zdewastowana techniką "podawaj sprzeczne komunikaty", słownictwo dowolnie redefiniowane. Rodzi się człowiek pandemiczny, kołtuńskie monstrum nie potrafiące i nie chcące myśleć, nie chcące przestać się bać i nie muszące już nigdy dokonywać wyborów oddając sferę wolnego wyboru swoim panom oraz swoim instynktom.

9. UCZESTNICY TEATRU WOJENNEGO

 Deaktywacja fałszywego alarmu „pandemii” jest dość trudna, gdyż armię jej popleczników i współorganizatorów z wolnego zaciągu tworzą setki tysięcy osób rozlokowanych w przeróżnych miejscach drabiny społecznej, od najniższych do najwyższych. Dlatego by mieć pełny obraz pola walki i różnych rang w nią zaangażowanych zarysować trzeba przybliżoną strukturę zaangażowanych w nią warstw społecznych.

Najprostszym podziałem byłoby wyróżnienie pięciu „funkcji” pandemicznego teatru wojny:

 1. demiurgowie 2. stręczyciele (rządy narodowe) 3. żołnierze opłacani zwielokrotnionym żołdem (czyli medycy) 4. zaplecze (biurokracja, administracja rządowa, zatrudnieni „eksperci”, etc.) 5. okupowana ludność, w połowie kolaborująca, w połowie wątpiąca, w małym procencie widząca jasno lub antylockdownowo konspirująca.

 Najbardziej niesławna jest na tej liście rola świata medycznego. Kto wie, czy bez ich suto opłacanej kolaboracji udałoby się podtrzymać płomień fałszywej pandemii.

Drugą kluczową grupą z listy jest „ludność”. Przedmiot manipulacji i okupacji przez siły sanitarne. Reżim sanitarny, higieniczny, resetujący ponieważ rozpasaniem swych przedpandemicznych rządów ogołocił świat w każdym możliwym sensie, to nagle zaczynającą się światu okazywać gołotę okradzionych postanowił przykryć wszechwładnym i niezawodnym zaklęciem „kryzys” (w wersji „kryzys pandemiczny”). I ogłosił powszechną mobilizację w wojnie z fantomem. „Ludność” ma stać się „armią” w tej widmowej wojnie. Zaciągnięcie się do armii to najprostsza droga do wygaszenia własnej osobowości.. Zwięźle ujął atmosferę narastania masowej psychozy i powszechnej mobilizacji Hermann Broch [7]:

“Armia to narzędzie śmierci i kto do niej wstępuje, zostaje w momencie wstąpienia pozbawiony duszy, uwolniony od swojej jednostkowej duszy […]. Tu rozpoczyna się prawdziwe wygaszenie […] tu wszystko jest ustalone […]. [Rekrut] bez oporu przyjmuje rozkazy ogółu, rozkaz stanowi dlań rękojmię słów, rzeczy i imion, tak że rzeczywistość nie nastręcza mu już żadnych wątpliwości. Wolny od wszelkich zbędnych teoryj i wszelkiej niepewności, żyje zwróconym ku śmierci życiem ogółu […].” Opis ten bez żadnych poprawek pasuje do świata wielu ludzi, którzy uwierzyli swoim koronowanym przez WHO reżimom sanitarnym... Można o tych nieszczęśnikach rzec tak: “Stali brzemienni nieszczęściem; gdyby ich ktoś wezwał do mordowania i rozboju, podążyliby za nim bez sprzeciwu, paląc i rabując, wyładowując własne przygnębienie w żądzy gnębienia innych. Albowiem ten, kto sam sobie jest nieszczęściem, jest nim także dla całego świata […].”

Zgłębiając tajemnicę dobrowolnego pogrążania się w malignie można tak – znowu słowami H.Brocha [9] – zarysować drugą połowę szukającej się układanki „tyran-kołtun” tak:

 “Co demoniczne, oślepłe jest, 

[…] upiory są oślepłe 

[…] Zło zwraca się ku złu: 

któż ją składa? - upiór; 

[…] oto gwiżdże przed siebie upiór kołtunerii, 

do ładu nawykły upiór! 

nauczył się czytać i pisać, 

używa szczoteczki do zębów, 

kiedy chory, idzie do lekarza, 

bywa, że czci ojca swego i matkę swoją, 

poza tym wyłącznie o siebie się troska, 

a mimo to jest upiorem.”

Mówiąc o masach, które bezkrytycznie zawierzyły „uzurpatorom czystości” i czcicielom śmierci kusi, by nazywać te masy kołtunerią i widzieć je jak tuwimowskich mieszczan nie potrafiących łączyć w całość najprostszych faktów. Jednak nie jest to takie proste, gdyż stopień złożoności i wyrafinowania stosowanych przez rodzące się reżimy technik psychologicznych i socjotechnicznych bywa tak wyrafinowany, że i świętych może zwieść.

 Liczbę zmanipulowanych może zmniejszyć zapoznawanie ludzi

 · z patologią umysłów i osobowości kandydatów na zbawców świata

 · z technikami przechwytywania i gwałcenia umysłów

 · z niezależnym obiegiem informacji o istocie i celach globalnych manipulacji klimatem, migrantem i wirusem.

10. APOKALYPTEIN – ZDJĄĆ ZASŁONĘ

 Dawniej próbowały ludziom otwierać oczy pisma apokaliptyczne, które próbowały ominąć rozpanoszoną – tak jak dziś – cenzurę za pomocą rozbudowanych alegorii o walce ludzi z potworami. Wtedy to było dla wielu zbawcze. Dzisiaj rozbuchana obrazowość teratologiczna wszystkich apokalips też jest wysoce inspiratywna, lecz czasem może też działać odwrotnie i odciągać wyobraźnię od żyjących pośród nas i w świetle jupiterów swoistych potworów w ludzkiej skórze i białych rękawiczkach. Świecących mankietami białymi jak śnieg z baśni o złoczynnej królowej śniegu.

Znamię bestii, babilońska nierządnica, gniew baranka (=niewinnego, =ludu, =narodów) wprawiający w paniczny strach wszystkich bezecnych i morderczych wielmożów – to tylko trzy z nieśmiertelnych toposów Apokalipsy, dzieła współtworzącego kulturę Zachodu. Jednak dzisiaj, gdy jesteśmy zdolni widzieć rzeczy bardziej dosłownie – czytanie o tym, że Bestia i Czerwony Smok mają liczne rogi, siedem głów i krokodyle lub smocze ogony – może nas odciągać od szukania prawdziwych bestii w sejmie, rządzie, wśród prowadzących serwisy informacyjne i stacje telewizyjne oraz wśród medyków i biurokratów mieszkających w tej samej co my klatce schodowej. Frak zamiast smoczego ogona, białe mankiety zamiast pazurów – to pewniejsze tropy dla ścigających dzisiejsze potwory. Dzisiejsze bestie w odróżnieniu od apokaliptycznych przeważnie się wdzięczą do nas, choć ich natura nie może powstrzymać ich także przed groźbami i inwektywami – współczesnym zionięciem ogniem. Nie pożerają nas, lecz po ogłuszeniu techniką „zbyt wielkiego kłamstwa”, pochłaniają i ”dezaktywują" za pomocą pokazu siły, bezkarnej dewastacji życia za pomocą absurdalnych zarządzeń i obostrzeń (anonimowa, odległa władza kafkowskiego „Zamku”), wzbudzania bezpodstawnego i bezustannego poczucia winy, np. za roznoszenie wirusa i zakażanie innych (wina z kafkowskiego „Procesu”) oraz mamienia fałszywymi nadziejami zbawczych „szczepień” i powrotu Normalności (fantasmagoryczne nadzieje kafkowskiej „Ameryki”). Odmawiający poddania się usuwaniu z głowy kamienia filozoficznego piętnowani są malowanym na czole mianem „negacjonistów”. Żyjemy dziś wewnątrz Apokalipsy, tylko plagi i potwory są inne. Im bardziej nieludzkie, tym bardziej po ludzku i przymilnie wyglądają... Im bardziej żarłoczne i patologiczne, tym więcej o dobru i zdrowiu perorujące

Czytajmy Apokalipsę i piszmy nowe apokalipsy. Rozpoznawajmy potwory spod ich maskujących kreacji i zbrojmy się duchowo. Bo przegraliśmy dopiero pierwszą bitwę.

PRZYPISY  

[1] Victor E.Frankl, Homo Patiens, Pax, Warszawa 1984. 

[2] H.Broch, Niewinni, Czytelnik, Warszawa 1961. 

[3] J.Meerloo, The Rape of the Mind: The Psychology of Thought Control, Menticide, and Brainwashing, World Publishing Company, New York 1956. 

[4] Tamże. 

[5] Tamże. 

[6] G.Herling-Grudziński, Godzina cieni. Eseje, Znak, Kraków 1991. 

[7] J.Meerloo, dz. cyt. 

[8] Tamże. 

[9] H.Broch, dz. cyt.

 


image

 

 

 

KOMENTARZE

  • 5*
    "Znamię bestii, babilońska nierządnica, gniew baranka (=niewinnego, =ludu, =narodów) wprawiający w paniczny strach wszystkich bezecnych i morderczych wielmożów – to tylko trzy z nieśmiertelnych toposów Apokalipsy, dzieła współtworzącego kulturę Zachodu. Jednak dzisiaj, gdy jesteśmy zdolni widzieć rzeczy bardziej dosłownie – czytanie o tym, że Bestia i Czerwony Smok mają liczne rogi, siedem głów i krokodyle lub smocze ogony – może nas odciągać od szukania prawdziwych bestii w sejmie, rządzie, wśród prowadzących serwisy informacyjne i stacje telewizyjne oraz wśród medyków i biurokratów mieszkających w tej samej co my klatce schodowej."-

    - dokładnie. Jedyne co nas może uratować to "Powtórne Przyjście". Być może w każdym z nas.
    Pozdrawiam
  • x
    "8.CZŁOWIEK PANDEMICZNY JAKO PRZYGOTOWANIE SZCZĘŚCIA NOWEGO CZŁOWIEKA

    Na drodze ku hybrydzie człowieka z owadem, człowieka z robotem musimy przejść fazę pośrednią o nazwie Człowiek Pandemiczny. Człowiek Pandemiczny to dzieciństwo względem fazy dojrzałej zwącej się Nowy Człowiek Nowej Normalności. Człowiek Pandemiczny nie ma już wahań woli i dylematów wyboru – funkcję woli przejmują instynkty. Zamiast niepotrzebnie rozbudowanej palety emocji Człowiek Pandemiczny żyje ze strachu, dla strachu i w strachu o swoje życie, jak aniołowie religii Gai – Matki Ziemi, czyli bracia nasi mniejsi – zwierzęta, w których duszy kontynent strachu jest podłożem i jest wszechogarniający. Zamiast zestawiania i konfrontowania ze sobą myśli – rozum przyjmuje formę łona otwartego na żyzny chaos przedlogiczny. Wola, emocje i rozum zostają perwertowane. Wolę zastępują instynkty i bezwzględne posłuszeństwo każdej władzy. Emocje są poddawane bezustannej, tresującej huśtawce z wyeksponowanym strachem jako podstawową reakcją na świat. Rozum jako źródło dyskomfortu zostaje wygaszony, logika zdewastowana techniką "podawaj sprzeczne komunikaty", słownictwo dowolnie redefiniowane. Rodzi się człowiek pandemiczny, kołtuńskie monstrum nie potrafiące i nie chcące myśleć, nie chcące przestać się bać i nie muszące już nigdy dokonywać wyborów oddając sferę wolnego wyboru swoim panom oraz swoim instynktom."

    Każdy z wątków Pana komentarzy do rzeczywistości jest krystalicznie celny. I jednocześnie okrutnie depresyjny. Też nie napiszę dzisiaj niczego pocieszającego. Nawet życie na wsi, tej "wesołej i spokojnej" nie gwarantuje oderwania od skutków zamachu na ludzkość jaki dokonano. Życie w schizofrenii. Nie da się stać z boku i nie oberwać. Ale myśmy " " to już przechodzili. Ćwiczyliśmy izolację i alienację na wiele sposobów: Norwid, Mickiewicz, Paryż, Syberia... i co z tego?
    Powstania ratowały tylko na chwilę.
    Czuj duch a dowiemy się o ufo.
    Może źle są ukierunkowane nasze zainteresowania?
    Mam pecha, żyję w "ciekawych" czasach :/
  • Jestem w szoku
    Tak wnikliwej analizy pandemicznej rzeczywistości jeszcze nie czytałem!
  • Autor
    Genialny esej. Oczywiście 5*

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930