Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
33 posty 69 komentarzy

varietas vestis reginae

wawel - "Jesteśmy oceanem w nocy, wypełnionym poblaskami światła. Siedząc tu razem, jesteśmy przestrzenią między rybami a księżycem." [Dżalaluddin Rumi]

Ziemkiewicz spada z Kasztanki czyli zmierzch primadonny

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Szlagwort o rzekomo trwającej w Polsce wojnie plemiennej jest tak marnego autoramentu i zerowej wartości heurystycznej, że w zasadzie nie powinno się z nim polemizować. Jednak Grzegorz Dyndała Ziemkiewicz nie może usiedzieć cicho

image

 

1. Rafał Ziemkiewicz liczony do trzech w trzeciej rundzie

                                   Над лодкой белый парус распущу, - na łodzi biały żagiel rozwinę,
                                            Пока не знаю с кем, - jeszcze nie wiem z kim,

 

Szlagwort o rzekomo trwającej w Polsce wojnie plemiennej jest tak marnego autoramentu i zerowej wartości heurystycznej, że w zasadzie nie powinno się z nim polemizować. Jednak Grzegorz Dyndała Ziemkiewicz nie może usiedzieć cicho i raczy nas odmianami tego wiekopomnego rozpoznania od kilku lat co parę tygodni. Wydaje się, że obłęd Frontu Jedności Narodu ponad podziałami (w piątkowym tekście: „POD podziałami”)  zaczął się u p.Rafała wraz z kopernikańskim odkryciem, że PO to mafia a PIS to sekta. Coś mi jednak mówi, że ową słabość do... dialektyki przyrody (hello, daddy Engels, how are you?) mógłbym zapewne znaleźć w dużo wcześniejszej twórczości p.Rafała, jednak, niestety, nie będę tego sprawdzał z braku czasu. Materia i ruch, głowa i brzuch, socjalizm i kapitalizm, Tutsi i Hutu – ach, te dychotomie i egipski kapłan oświetlający je błyskiem swojego, „endeckiego” intelektu. O ile pamiętam, to dualizm (plus równowartościowość) PO – PIS był to przed wielu laty taki refrenik trolli blogowych i ekspertów politologii, którzy tąż samą ramotę sprzedawali w opakowaniu pseudonaukowym jako „duopol partyjny” rozważając wszelakie opcje narodzin/utworzenia mitycznej, świętej t r z e c i e j  siły. Od trolli i świeżo upieczonych ekspertów ponadpartyjnych paradygmat widzenia polskiej rzeczywistości jako utraconego raju jedności – zawędrował trampkami p.Rafała na salony. Biedne salony... Teraz będą musiały z ową banialuką dyskutować, spierać się.

Ziemkiewicz próbuje zliczyć do trzech: Tutsi, Hutu, Tutsi, Hutu. Żona próbuje mu podpowiadać: Rafał, ene, due, rabe, ene, due, rabe. Wszystko na nic. Rafał uparcie: Tutsi, Hutu. To już Majakowski był oryginalniejszy: Lewa! Lewa! Lewa! Czyli... trzy w jednym. No, cóż, pan Rafał, jak większość tych, co odebrali nauki w PRL-u nie potrafi zliczyć do trzech... Piętno diamatu.

 

Rafał Ziemkiewicz wydrukował właśnie folder: "Jak reformy, to tylko z endecją Rafała. A jak tańczyć, to tylko dwusuwa w Warszawie, a jak dwusuw, toz panem takim jak ty! Królu Rafale!"

Pobrzmiewa w nim znajoma nuta. Śpiewka stara pod każdym względem. Do zjednoczenia narodu i zrezygnowania z podziałów nawoływali Dobraczyński, Jaruzelski, Mazowiecki, księża patrioci, AWS, Petru i ostatnio... Macron – wymieniać można godzinami.

Demagogiczną retorykę wojny polsko-polskiej uskuteczniają dwa typy ludzi 1. członkowie plemienia (dwóch, trzech), które najechały Polskę ileś dekad temu 2. propagandziści kolejnej tworzonej trzeciej siły fotelowej, która ma być bajkowym frontem zjednoczenia narodu czyli innym słowem „petenci u wrót władzy” oraz 3. satrapie, którym służenia odmawia większa część społeczeństwa. Z przyczyn oczywistych w przypadku "rafałecji narodowej" mamy do czynienia z modyfikowaną opcją numer 2, czyli kanapowcy aspirujący do kandydatów na języczek u wagi zwany „peeseldorado” (bardzo wysoko notowana specjalizacja, proszę się spytać Jana Burego...).

 

W tekście Ziemkiewicza („Tezy o wojnie polsko-polskiej i jej wygaszeniu”) mamy z grubsza rzecz biorąc (bo „z cieńsza” nie ma tam czego brać) dwa wątki, dwa od św.Mikołaja „zawiniątki”. Pierwszy to wzięcie kilogramowej bryły żółtego sera, przekrojenia jej w pocie czoła ostrzem rafałowego intelektu na pół, po czym umieszczenie obu części bloku serowego na pizzy a`la Endecjana, żeby się roztopiły w powszechną zgodę i współpracę ku życiu dostatniemu stopionego sera i co otrzymujemy? Pizzę BBWR Tak na marginesie, to porozumiewa się z „różnymi środowiskami”i łączy ponad podziałami już od dawna w każdym kraju pewna struktura. Struktura o nazwie „służby”. Pan Rafał nie ma, oczywiście, z tą strukturą niczego wspólnego, ale przecież sam partii nie utworzy... A chłopcy z gniazda dolnośląskiego już w... blokach startowych.

Drugi wątek-świątek rozprawy p.Rafała (czy raczej „zaprawy”, bo spożywa się ów piątkowy tekst jak zaprawę murarską) to przyjazd Kukiza na białym koniu razem z misiem dziejowym, ups, z misją dziejową. I mamy oto betonowy pamiatnik miski, ups, misji dialektycznej, którą oddaje hasło: Założym partiem nawet ze Zdzichem, byle ucapić trzecią michę. Trochę to przypomina Dugina i jego teorie trzeciej drogi, a później czwartej siły. No, ale książki Dugina mają choć mnóstwo przypisów, a teksty Ziemkiewicza to już tylko Hutsi-Tutu polane roztopionym cytatem z Dmowskiego. Zaznaczam tu, iż nie jestem przeciwnikiem poglądu, że Polsce już teraz, a szczególnie w najbliższych latach będzie potrzebna, silna, radykalna i sensowna partia narodowa (obok czy zamiast PIS-u). Będzie potrzebna jak woda spękanej ziemi. No, ale nie taka, drogi panie, nie taka. Nie z takim programem i nie z takiego gniazda ptaka (gniazdo wrocławskie i dolnośląskie, nie za szerokie jest i nie za wąskie, a ja idu, szagaju pa Liegnicu...).

Nie lepiej było odejść od sztampy odezwy do ludu nowej partii kanapowej, czyli pomalowanej brązową bejcą „ideowej teczki Tymińskiego” i ogłosić po prostu – głosujcie na nas? Partię można było nazwać „Na Nas” (w skrócie Enencja). Przynajmniej opinia o pańskim intelekcie, panie Rafale, pozostałaby nieuszkodzona, ale teraz już po ptokach, poszły się dopalaczem... dialektyzować.

Porozumienie PONAD, POD czy W podziałach – to już szczegóły. Porozumienie W PODZIAŁACH – a czemu nie tak? Brzmi intrygująco, jak porozumienie W OKOPACH. Kojarzy się z Polakiem i Niemcem, co spotkali się przypadkiem w okopie i wymienili machorkę na samogon. Pan Rafał, by nie kojarzyć się zbytnio z Dobraczyńskim – cudownym rzutem intelektu na taśmę zmienił porozumienie PONAD podziałami w porozumienie POD podziałami! Nie żartuję, tak tam stoi napisane (o św.Hilary, rzuć mu jakieś talary, bo bidok, już jak Münchhausen sam z sobą chwyta się za bary...). Pan Rafał powoli, acz w sposób nieunikniony zbliża się potęgi intelektu samego Bolka. Temu też po nocach śnią się podziały i granice i on jako wielki wygładzacz, jak to ogłosił niedawno: To ja zniosłem granice w Europie. Ziemkiewicz widać pozazdrościł Bolesławowi sławy i też zachciał poznosić. Na razie skromnie, tylko podziały w Polsce, ale później – kto wie. Może i za Rów Mariański się zabierze, do cieśniny gibraltarskiej dorwie. I zakopie, poskleja zasypie.A mury runą...I popłynie złote runo. Istne  Metro-Goldwyn-Mayer...

 

Panie Rafale, zacznijmy od początku. Podział na dwie części jako taki porządkuje pracę organizmu. Mamy pary oczu, uszu, płuc, nerek, płatów czołowych, półkul mózgu. Mamy dwa pośladki, ok., już nie kontynuuję ;). W każdym razie, chroń nas Boże przed likwidatorami fundamentalnych... bruzd i strony lewej i prawej.

Tekst Ziemkiewicza zatytułowany jest „z grubej rury” i strażacko (zgodnie z tradycją strażaka Pawlaka): „Tezy o wojnie polsko-polskiej i jej wygaszeniu”. Wow! Już widzę, jak pan Rafał marzy, iż dzieci z podręczników będą się uczyły, jak to ruszył z posad świata Polskę jego ruch pacyfistyczny i epokowe dzieło (prawie jak Manifest Komunistyczny) pt.Tezy o... Marks napisał „Tezy o Feuerbachu”. Pewnie ten Feuerbach też jakieś rowy kopał i należało mu się. Pod czujnym okiem marksistów - tabuny Bolesławów zaklejają podziały i okopy taśmą klejącą i podziemnymi tunelami kursują pomiędzy wrogimi stronami. Neo-Bahdaj? Sat-Okh? Karol May? Czy Orzeszkowa? O żesz ty...

Podobny sznyt młodzieżowej literatury awanturniczej z happy endem zawiera wątek drugi – wątek kukizowej misji „łączenia środowisk” i „zawarcia rozejmu”. Piękna sprawa! Cuś pięknego, palce lizać! Pisze Ziemkiewicz:

„Można dziś powiedzieć z cała pewnością, że Paweł Kukiz zdał egzamin z działalności publicznej, zdobył sobie trwałe miejsce na scenie politycznej i stabilne poparcie. Daje mu to ogromną szansę doprowadzenia do historycznej zmiany i wyprowadzenia Polski z jałowej i niszczącej partyjno-plemiennej wojny domowej.”

Już to widzę: Kukiz na kasztance, prowadzi go p.Rafał. Idą z poselstwem”współpracy” do Gronkiewicz-Waltz, do Adamowicza, do Małgorzaty Gersdorf, do Angeli Merkel , do Junkera z piersiówką. Niosą szczerbiec, którym skłonni się podzielić. Publiczność aż wstaje z miejsc, żony mdleją, Bolek płacze, obywatele RP idą do Canossy, Petru zapisuje się do biblioteki, smutny Balcerowicz przysyła bilet wizytowy Kaczyńskiemu, PO i Nowoczesna przestają bełkotać i ujadać, PSL otwiera hospicja, sędziowie przywożą tirami, to, co nakradli, prokuratorzy na lawetach zwożą Jaguary otrzymane od wdzięcznych – pucio, pucio – mafiosów. A pan Rafał promienieje. „A nie mówiłem, się uda!”. Tylko ten dół zasypać trzeba, co dzieli uda. Umcia, umcia i rach ciach ciach! Sypiemy w tryby, ups, w bruzdy świeży piach! A na dole strony stowarzyszenia Endecja walimy cytat z Dmowskiego. A cooo tam! Jak śpiewa Paweł Następca Kukiz: „My som pany!”, cytat z patrona, musowo, damy!

W całym tym kuriozalnym gazociągu tekstowym („Tezy o...”), który zresztą jest repryzą powstałego rok temu manifestu Stowarzyszenia Endecja, zwraca uwagę jakieś dziwne pęknięcie (bruzda, podział). Otóż najpierw wzywając do zasypania łopatami podziałów (pisowcy kontra peowcy) i zamiany łuków na lemiesze – w dalszej części Ziemkiewicz nagle ogranicza terytorium, które ma się zjednać, pojednać i wycałować do... tylko prawej strony. Lub (domyślnie) włącza do Prawicy... PO. W ten oto sposób tekst staje się zlepkiem dwóch odmiennych agitacji. Jeśli do tej pory był on jasny, jak oczy smakosza win, Engelsa po opróżnieniu trzeciej butelki reńskiego – to w połowie tekst osiąga jasność podręcznika akademickiego z etyki marksistowskiej. Czytelnik już nie wie, kto jest podzielony, kto pączkuje z błogosławieństwem, kto wbrew, kto na lewo, kto na prawo, panowie, czy panie. Powoli tezy dążą w okolice...dezy lub – bądźmy łaskawsi dla pana Rafała – tytułu awangardowego kina, np. Każdy za siebie iBóg przeciw wszystkim. Skoro jednoczyć się ma (Siema!) tylko prawa strona czyli... Piwonia (Prawica, Wolnościowcy, Narodowcy i Antysystemowcy), to co... z Alicją stojącą po drugiej stronie zwierciadła? Cóż mają począć „biedni” Lewicowcy (lewica mentalna, kawiorowa, papierowa, chrześcijańska, demokratyczna, antyfaszystowska), Antywolnościowcy, Antynarodowcy (europejczycy, filoislamiści, internacjonałów wnuki, resortowcy), Systemowcy? Cóż począć mają, cóż, bez walki się poddać, schować dotacji zagranicznych nóż? I już? Pan Rafał pisze, że PIWONIA to akronim (niech i tak będzie), to w takim razie mój zbiór przeciwieństw PIWONII pominiętych w rachubach RAZA, ci, których żaden na puszczy zew ziemkiewiczo-kukizów nie zmusi do... zatraty antypolskiej, dywersyjnej tożsamości (Lewicowcy, Antywolnościowcy, Antynarodowcy, Systemowcy) – tworzy – jak w pysk strzelił, także akronim: LANS... I w tym lustrzanym, akronimowym odbiciu piwonii, którym okazał się lans – jest chyba rzeczy sedno.

„Już taki jestem zimny drań
I dobrze mi z tym, bez dwóch zdań,
bo w tym jest rzeczy sedno,
Że jest mi wszystko jedno,
Już taki jestem zimny lans

Już taki jestem Ziem-kie-wicz...

Moja niania nad kołyską, tak śpiewała mi co dzień,
Że zdobędę w życiu wszystko, że usunę wszystkich w cień...
No i prawdy była blisko, ale w tem jest właśnie sęk,
Że chodzę sobie, nic nie robię i to jest mój wdzięk...”


2. Krytyka z ust tetryka

Ziemkiewicz zaplanował swój wielki comeback do polityki, uch, jak wieloplanowo. Najpierw rejestracja Stowarzyszenia, wprowadzenie do dyskusji owocu wieloletniej pracy: tezy o plemiennej wojnie w Polsce. Potem książka o Marszałku, ugruntowująca „tezy” ”historycznie”, że ponoć Marszałek wykopał te bruzdy polsko-polskie. I teraz szturm na pałac samorządowy, tfu, zimowy w postaci publikacji „Tez”. (oklaski).

Co leży u podstaw tak, aż do nieprzyzwoitości, uproszczonej wizji polskiej sceny politycznej?

Sądzę, że trzy rzeczy. 1. przekonanie (sprytna autosugestia), iż wszyscy są do d..., bo nie głoszą tak szczytnych i praktycznych idei, jak pan Rafał. Jest to oczywiste złudzenie charakterystyczne dla małolatów i tetryków oraz dla ludzi nie wiedzących lub udających, że nie wiedzą na czym polega polityka. Polityka to nie koncert życzeń. Polityka to nie filozofia. Rozpoznanie Ziemkiewicza niebezpiecznie zbliża się do głosu ludu spod budki , powiedzmy telefonicznej, że wszyscy to złodzieje. Tymczasem polityka to sztuka osiągania celów możliwych na danym etapie, po to, by następny etap umożliwił sięgnięcie po cele pierwotnie nie widziane i nie osiągalne. Jednym słowem jest ona strategią okna Overtona osiąganą na takim materiale ludzkim, jaki jest dany. To tyle, jeśli chodzi o Ziemkiewicza krytykę PO, PIS-u i tego, że mają w większości spraw krańcowo przeciwstawne stanowiska.

Teraz przejdźmy do tytułowej wojny dwu plemion. Tu jest jeszcze gorzej. Jest to komunał. Bóg wie czemu nasz Maestro wybrał termin „plemiona”. Treści w tym zero. Znaczy to tyle, co powiedzieć, że w Polsce (Ameryce, Anglii, na Marsie) walczą ze sobą dwie bandy, szajki, gangi, grupki, sekty, mafie. Albo, gdyby powiedzieć, że na świecie ludzie lub grupy ludzi mają sprzeczne interesy, poglądy, idee i sponsorów. Jest to bzdura, czyli oczywistość. Taka metafizyka dla ubogich, Heraklit dla ubogich. Zliberalizowany...Ferdinand Lassalle.

To, że odbywa się walka, nie dowodzi, iż obie wojny są sprawiedliwe i że obie strony używają akceptowalnych sposobów prowadzenia walki. To w ogóle nie dowodzi niczego. Jak podobne banialuki w stylu walki klas, płci itp. A czemu pan Rafał wobec tego nie powiedział prosto z mostu, że walczą dwie bandy? Bo „wojna plemienna Hutsi i Tutu” brzmi poważniej, niby antropologicznie i socjologicznie.   

Plemienna demokracja, to epokowa Rafała konstatacja. Tromtadracja?

Dwa plemiona a nad nimi święty Rafał Ziemkiewicz, prorok Ziemkiewicz. Archanioł Rafał A. – uśmiech błyszczący z telewizji zamiast nimbu nad głową i jakiejkolwiek wizji (rzeczywistości). Żenada, panie, żenada rzadkiej urody ;). Tej klasy dziennikarz spada z białego konia wprost między grzmocące się czarne plemiona. Ktoś tu straszy nas czarnym ludem, ach jak ja kocham taką... obłudę.

Rozumiem, że jest to metafora, ale są metafory sensowne, przybliżające do poznania istoty rozpatrywanej sprawy, są i metafory bzdurne, idiotyczne, oddalające od prawdy, ba, zasłaniające prawdę i sprowadzające myślenie na błędne tory, w maliny chybionej, populistycznej analogii błyszczącej jak przynęta w rzece. Jeśliby wymyślić dywersanta intelektualnego, to głoszenie objawionych prawd o wojnie polsko-polskiej i wojnie plemion w Polsce – byłoby jego głównym przekazem.

 

3. Polska – miejsce walki Polaków z kilkoma plemionami

Plemiona były, owszem, w Polsce i... pozostają w niej do dziś. Ale nie te, o których myśli i je wskazuje Ziemkiewicz. Dlatego jego enuncjacje są tak groźne dla mącenia świadomości czytelników, zwykłych zjadaczy chleba. Są nie tylko groźne dla tych, dla których Anioł Rafael A.Z. jest autorytetem, lecz są też ubliżające dla milionów Polaków. Dla tych, którzy starają się wg swych możliwości pomagać partii rządzącej (póki co jeszcze posiadającej zaufanie Polaków i nienawidzonej przez plemiona obcej proweniencji) w odradzaniu kraju, ojczyzny po... dewastacji i rabunku przez dzikich z dwu, trzech plemion od dekad pustoszących nasz kraj. Trzeba mieć nie lada butę lub zaćmę, żeby robić taką poznawczą urawniłowkę i destruktorów oraz ugrupowania pochodzące w prostej linii od najeźdźców podciągać pod jeden strychulec z Polakami, którzy pierwszy raz (RAZ) od długiego czasu odzyskują swoją ojczyznę. RAZy należą się RAZ-owi. I to nie raz. A wszystko to, by drapnąć trzecią michę (poleciałem kukizem, albo razem, to ten styl). Może im o coś chodzi, ale jak nakryli do stołu, to wszyscy dali drapaka. Sprawa taka.

Polska była przez dekady „najechana”, w stanie podległości, podbicia. Okrągły stół to w dużej mierze przewrót pałacowy w górującej nad Polską świątyni dwóch plemion. Polacy byli masą ludzką w tym konstrukcie. Autochtonami najechanymi przez dwa plemiona. Nazywanie dzisiaj Polaków odzyskujących państwo mianem plemienia – to nieziemski (czyli ziemkiewiczowski) tupet. Czy i ile jest w manifestach panorafałowych udziału podszeptów wszelakich układów dolnośląskich i dolnośliskich – Bóg wie. Ale nie wygląda to najlepiej, albo lepiej powiedzieć: wygląda to tak, jak liczne postaci z list wyborczych partii Kukiz`15, o czym było dużo mowy przed wyborami parlamentarnymi, a co jakoś... przycichło.

Porozumieniem plemion był z pewnego punktu widzenia Okrągły Stół, tu można by się zgodzić. Ale iluż w tym jarmarku przehandlowującym Polskę było Polaków pośród ognia walki dwóch, trzech plemion? Przykładowymi wodzami tych plemion byli: jednego – Jaruzelski, Kiszczak, drugiego – Geremek, Michnik. Okrągły Stół to spór kończący rozejmem i twórczą kooperacją tradycyjną, ujętą w karby systemu socjalistycznego obecność dwu plemion okupujących Polskę. Spór czasem na krótko zaostrzany do postaci wojny plemiennej, jak w marcu 1968, ale w tej wojnie plemion nie było Polaków, byli – owszem – polscy kolaboranci i dezerterzy, ale nie oni stanowią fundament narodu.

Plemion, które po wojnie wg jakiegoś sobie tylko znanego kompromisu, parytetu dzieliły się ulubionymi (bo dającymi upust zemście i prawu vendetty, czyli podstawowym mechanizmom prawnym struktur plemiennych) stanowiskami w aparacie represji, wymiaru „sprawiedliwości” i oddziałach dystrybucji dóbr wypracowanych przez autochtonów. Gros dzisiejszych „partii” to mutacje owych najeźdźczych plemion. Wszystkie kasty z którymi tak trudno się zmagać obecnemu rządowi to tylko subkultury dwóch, trzech drenujących Polskę od kilkudziesięciu lat plemion. Ale o tym nam Rafał nie powie. Za to Nas, którzy z nimi teraz coraz bardziej otwarcie walczymy - nazwie plemieniem i wezwie do pojednania z nimi, z prawdziwymi, koczowniczymi i rabunkowymi plemionami. Zgroza! To już nie jest wylanie dziecka z kąpielą, to topienie niemowlęcia, długo oczekiwanego niemowlęcia nie-podległości w steku bzdur pachnących jakimś podszeptem kolaboracji ubranej w szatę pragmatyki. Pragmatyki ubranej w szatę... misji dziejowej (tak stoi u RAZ-a napisane!) a będącej zwykłym lansem nowej zjednoczonej partii rewolucyjnej. Fuj! Coś mi mówi, że za lansowanym przez p.Rafała misiem dziejowym kryje się jakaś nierozpoznana... niedźwiedzica dziejowa. M i s i a dziejowa. Plus, naturellement, misa partyjna. Widać Pan Rafał, wzorem swego dawnego mentora JKK, jako opatrznościowy mąż i nie mąż chce być sprawcą wielu partyjnych ciąż...

 

4. Plemię i naród

Przypomnijmy, za F.Konecznym, kilka wyznaczników cywilizacji łacińskiej, celów wokół których trwa dzisiaj próba odbudowy państwa polskiego:

„ cywilizacja łacińska posiada historyzm, poczucie narodowe, treść ceni nad formę, siłom duchowym przyznaje supremację nad fizycznymi, sprawy religijne oddaje do decyzji hierarchii duchownej, a od państwa wymaga, żeby się poddawało wymaganiom etyki katolickiej. Państwo opiera się na społeczeństwie, pielęgnuje w życiu zbiorowym personalizm”.

Jest to pewien zespół, organizm idei. O szczegółach można dyskutować, rzecz jasna, ale nie z... plemionami i będącymi ich częścią licznymi kastami. A taką wizję „jedności” roztacza przed nami RAZ.

Liczni antropolodzy i socjologowie wymieniają szereg niezbywalnych cech cywilizacji (kultur) plemiennych. Każda z tych cech jest pryncypialną negacją kanonu łacińskiego, polskiego, narodowościowego. A Rafał chce narodową Piwonię uwikłać w dialog (który to już raz w dziejach Polski) z plemiennymi kulturami najeźdźców.

Oto te cechy cywilizacji plemiennych wymieniane przez literaturę przedmiotu (cechy te potęgują się, gdy kultura plemienna urządza się w obrębie klasycznego państwa narodowego):

Nieredukowalne wyobcowanie, nastawienie na istnienie i przetrwanie k a ż d y m kosztem i  t y l k o wąskiej, własnej, izolowanej, antypaństwowej grupy (w słowniku pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, M.Gersdorf: kasty), kulturowa monolityczność, zamknięcie, wrogość wobec tradycji konsolidujących państwo w którym przebywają, relatywizm moralny w stosunku do innych kultur i unikanie odpowiedzialności względem państw ich goszczących.

Plemienne cywilizacje posiadają antagonistyczne wobec łacińskiego pojęcie sprawiedliwości. Naiwnością jest zawieranie umów, wypracowywanie kompromisów etc. ze środowiskami z obrębu kultur plemiennych.

Etyka obowiązująca w plemieniu nastawiona jest wyłącznie na interes swojej grupy, a nie interes jednostek [lub państwa, które wybrali sobie za miejsce osiedlenia]. Za morderstwo odpowiada się tu morderstwem, jednak niekoniecznie Wendeta musi być wykonana na mordercy, wystarcza jakikolwiek członek z jego plemienia. Zachowanie takie ma gwarantować sprawiedliwość i równowagę.”

W cywilizacji łacińskiej gospodarka nie może się kłócić z etyką (vide: analizy M.Webera). Subkultury rodem z cywilizacji plemiennych funkcjonując w obrębie życia gospodarczego w danym państwie nie czują się związane żadną etyką, poza „etyką”, czy raczej imperatywem maksymalnego zysku wąskiej, ściśle oznakowanej grupy, kasty, koterii. Adam Smith twierdził, że nawet w kapitalizmie (w Europie) niezbędna jest... sympatia jako fundament działalności gospodarczej i dodawał, że kultury plemienne są tejże sympatii całkowicie pozbawione. Kiedyś w Europie ludzie widzieli wiele ważnych spraw kompletnie inaczej od tego, jak my je dziś postrzegamy mając rozmytą i zdewastowaną percepcję i rozumienie przez liczne najazdy obcych cywilizacyjnie ludów i kultur.

Dzisiaj RAZ namawia Polaków do współpracy i rozejmu z kastami (w formie partii, stowarzyszeń zawodowych, koterii niejawnych) będącymi rodem z plemiennych kultur i cywilizacji. A oni pojęć „współpraca” (dla dobra wspólnego, poza interesem kastowym) nie rozumieją, nie percypują . Podobnie z pojęciami „rozejm”, „kompromis”, „debata publiczna”, „debata merytoryczna” – w ich słownikach są to zbiory puste... Namawianie do tego, co jest ex definitione niemożliwe, jest głupotą, dywersją lub ekstrawaganckim hobby mącenia w głowach. Lub po prostu bezmyślną prywatą.   

Nie będę cytował wszystkich ekscesów z obu teksów RAZ-a, bo aż klawiatura protestuje. Wypisywać na poważnie takie rzeczy jak: „trwająca 25 lat polsko-polska wojna domowa”, wojna domowa, która nie może zostać rozstrzygnięta”- może dziennikarz „prawej strony”, jeśli pomylą mu się strony, lub jeśli jest cwaniakiem, lanserem, dysfunkiem intelektualnym albo wtyczką (niepotrzebne skreślić). Albo gdy owładnęła nim jakowaś mesjańska idea... Wszystkie powyższe możliwe przyczyny takiego bredzenia, jeśli głosi je grupa (stowarzyszenie, wkrótce zapewne partia) mogą w niej oczywiście występować wg krzywej statystycznego rozkładu, więc miejmy nadzieję, że pan Rafał sytuuje się w najmniej deprecjonującej ich klasie.

 

Ziemkiewicz odjechał. 15:10 do Yumy[i]. Ktoś mu zajumał rozsądek i logikę. To jest początek końca. Szczyty już były. A pan Rafał zachciał powrócić do wielkiej polityki. W wieńcu z piwonii. Ale piwonia tak się nadaje do plecenia wianków, jak wół do karety. Po prostu zostało tylko plecenie. Bez kwiatów. Plecenie na sucho. Pod podziałami. Na działce. Niektórzy to nazywają emeryturą. I lektura Winnetou.

Sprawa jest ewidentna. Pan Rafał znów spada z konia. Jak śpiewała Ewa Bem: „I znów księżniczka Anna spadła z konia.
To znak, że przybył nasz kolega Maj.
Pozieleniały włosy drzew
i wieczorami słychać śpiew,
i w zimnych draniach już cieplejsza krąży krew.”

Upadek to tak głęboki, że zda się, iż chyba już ostatni na widoku publicznym. Opera jest bezlitosna dla nie szanujących barwy swego głosu primadonn. Czas na benefis literacki (może jakieś „Opera omnia”) i na wakacje pana Hulot. Sorry, pana... Hutu.

 

Nie nazywajmy tego hucznie i buńczucznie „upadek”. Okażmy trochę wdzięczności za niewątpliwie sympatyczne – pucio, pucio – chwile, spędzone kiedyś nad jakimiś z tekstów niewątpliwie atrakcyjnego autora, pana Rafała A.Z. (złośliwych, igrających słowami tak, że niby RAZ to zwykły RAzef – przywołuję do porządku) – i odprowadźmy Autora do tramwaju „Urlopowanie permanentne”. Z Bogiem, panie Rafale. Miło było. Bywa wszak tak, że głos kończy się długo, długo przed śpiewakiem.

--------------------------------

Przypisy:


[i] 15:10 do Yumy – amerykański western w reżyserii Delmera Davesa z 1957 roku, zrealizowany na podstawie opowiadania Elmore’a Leonarda. Film ten uważany jest za jeden z klasyków amerykańskiego westernu. Ben Wade (Glenn Ford) wraz ze swoją bandą napada na dyliżans, zabijając przy tym woźnicę. Świadkiem całego zajścia jest farmer Dan Evans (Van Heflin) i jego synowie. Wkrótce Wade zostaje ujęty i trzeba go przetransportować do Yumy, gdzie mieści się sąd okręgowy. Za dowiezienie Wade'a czeka nagroda 200 dolarów. Skuszony nagrodą Evans zgłasza się na ochotnika. Pomaga mu w tym pijaczek Alex Potter (Henry Jones). Wade tymczasem rozpoczyna skomplikowaną grę, próbując przekupić Evansa. Czasu ma niewiele, gdyż o 15:10 przyjeżdża pociąg do Yumy.

 

Pan Rafał właśnie wchodzi w rozmowę z Wade'm...

 

 

Źródła:

 

https://www.uziemkiewicza.pl/blog/576-tezy-o-wojnie-polsko-polskiej-i-jej-wygaszeniu

 

http://telewizjarepublika.pl/ziemkiewicz-wraz-z-poslami-kukiz3915-zalozyl-endecje,33618.html

 

http://www.endecja.pl/o-nas

 

http://zn.mwse.edu.pl/ebooki/9/127-141.pdf

 

http://www.filmweb.pl/film/15%3A10+do+Yumy-1957-31653

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Pilecki

 

 image

Ilustracja 2.  RAZ i Witold Pilecki

 

 

KOMENTARZE

  • Ziemkiewicz się porusza w sferze postkatechizmoweo-oazowej
    Dychotomia to podział naiwnego widzenia w kategoriach dobro-zło.
    A przecież każdy z nas działa w wielu płaszczyznach w swoim życiu, trzeba być elastycznym, trzeba umieć te wszystkie wymogi moralno-polityczno-realne umieć w jedną całość połączyć.

    Jak mówią Anglosasi, są różne kategorie bytów, więc i inne perspektywy widzenia; katalogi praw i obowiązków dla każdego z nich należy przyjąć odmienne:

    1. kategorie Home - stabilność, bezpieczeństwo, rodzina - z naciskiem na teraźniejszość, bo inaczej się sposób żyć, gdy armie z prawa i lewa przez kraj przechodzą.

    2. kategoria Land - z naciskiem na przyszłość, na dobro naszych dzieci, bo inaczej po co żyć?

    3. kategoria World - pamięć - przeszłość - sfera Ducha, stąd czerpiemy wiedzę o kierunku na przyszłość dla kraju. Czasem sama kategoria Land do uzyskania prawidłowej perspektywy wystarcza, ale nie zawsze (patrz casus III Rzeszy tudzież komunistycznej Rosji).
  • Wojna plemion w Polsce
    Jest to stary patent Ziemkiewicza, który zauważył że spór polityczny głównie toczy się o obsady personalne, a nie jakąś idee lub wizje Polski. Wizje to oni mają wspólną, jak się nachapać.
  • @Daro 13:06:11
    Ma rację Ziemkiewicz. To nie jest wojna o Polskę.

    To jest wojna o byt. Wojna o etaty. Wojna o trwanie dla tych, którzy z państwa o nazwie Polska żyją.

    Wygrywają ci, którzy są w stanie lepiej odczytać oczekiwania społeczne.

    Oczekiwania społeczne po części wynikają z rzeczywistości, a po części jednak z owego narodowego "it" (doświadczeń, uprzedzeń, tożsamości, mentalności itd.).

    O wygraną Polski bój toczą ci, którzy przy pensji niższej 3x niż w starej Unii (jednak 2x wyższej niż np na Ukrainie) płacą podatki. Stąd są środki na wymianę chodników, autostrady i czasem jakiś kulturowy bonus do sztuki.
  • Trzecia prawda Tischnera
    Jak mniemam tekst miał być zabawną i pogłębioną analizą błędów Ziemkiewicza. Wpis jest na pewno zagmatwany, zabawny średnio.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031